
SANOK. Śmierć pacjenta na oddziale laryngologicznym.
Brzozowska prokuratura przejęła śledztwo w sprawie śmierci 73-letniego mężczyzny, który zmarł na oddziale laryngologicznym sanockiego szpitala. Śledczy sprawdzają, czy do śmierci pacjenta mogło przyczynić się zachowanie lekarza dyżurującego, który, według anonimowego donosu, zamiast ratować pacjenta, w godzinach pracy miał jeździć na rowerze.
– Wszyscy świadkowie w sprawie zostali już przesłuchani – powiedziała nam prokurator Alicja Bąk, która prowadzi sprawę. – Zeznania różnią się od siebie – personel obecny feralnego dnia na oddziale zaprzecza, aby lekarz dyżurujący przebywał w chwili zdarzenia w miejscu pracy. Lekarz z kolei twierdzi, że był obecny i prowadził reanimację – relacjonuje prokurator.
W chwili, gdy rozgrywała się tragedia, na oddziale przebywała pielęgniarka, salowa i mężczyzna, który rozwoził jedzenie. Z ich zeznań wynika, że Marka D., ordynatora laryngologii, który tego dnia miał pełnić dyżur, w krytycznym momencie nie było na oddziale. Pojawił się dopiero po kilkunastu minutach od wezwania. Do tego czasu akcję reanimacyjną prowadziła pielęgniarka.
Podobnie twierdzi rodzina zmarłego mężczyzny oraz anonimowy informator, który w liście napisał, że lekarz w trakcie dyżuru miał opuścić szpital i jeździć turystycznie na rowerze. Do listu dotarli nasi reporterzy.
Lekarz stanowczo zaprzecza oskarżeniom. Twierdzi, że feralnego dnia był na oddziale i prowadził reanimację mężczyzny, na co ma mieć świadków.
Bilingi rozmów zostaną sprawdzone
Nagrania z kamer zabezpieczonego monitoringu ze względu na kiepską jakość nie udało się odczytać. Prokuratura wystąpiła do operatora telefonii komórkowej o przekazanie bilingów z telefonu ordynatora i logowań do stacji BTS. – Dzięki temu będziemy wiedzieć, gdzie zarejestrowano sygnał – w szpitalu czy poza nim – wyjaśnia prokurator.
Materiały od operatora mają zostać przekazane brzozowskiej prokuraturze najpóźniej w przyszłym tygodniu. Później cała zebrana dokumentacja, uzupełniona o historię i przebieg choroby mężczyzny oraz wyniki sekcji zwłok, trafi do zespołu biegłych, którzy mają ocenić, czy zachowanie lekarza miało wpływ na śmierć 73-latka.
Lekarz do tej pory nie usłyszał zarzutów. Cały czas pracuje na oddziale laryngologii. – Takie są procedury. Dopóki lekarz nie usłyszy zarzutów, nie mam podstaw do odsuwania go od wykonywania zawodu. Czekam na ustalenia prokuratury. Jeśli lekarz zostanie oskarżony, automatycznie zostanie odsunięty od wykonywania obowiązków – zapewnia dyrektor.
Zakrztusił się obiadem
Tragedia wydarzyła się 9 maja. 73-letni pacjent zakrztusił się mięsem podanym na szpitalny obiad. Mężczyzna stracił przytomność. Zespół reanimacyjny wezwany na oddział przez pielęgniarkę przez blisko godzinę walczył o jego życie. Gdy udało się przywrócić krążenie, mężczyzna został przewieziony na oddział intensywnej terapii, gdzie zmarł kilka godzin później.
Lekarze przeprowadzili sekcję zwłok zmarłego 73-latka, ale zasłaniając się toczącym się śledztwem nie udzielają informacji o wynikach.
Martyna Sokołowska



2 Responses to "Bilingi pogrążą lekarza?"