
Jak to się stało, że w 12-osobowej rodzinie, która była pod opieką pracowników socjalnych, kuratora sądowego i dzielnicowego, dramat zaniedbanych, bitych i wykorzystywanych seksualnie dzieci trwał tyle lat?
Odpowiedzi na to pytanie szuka Prokuratura Okręgowa w Lublinie, a chodzi o rodzinę S. z Izdebek w powiecie brzozowskim. Dwa lata temu o Krzysztofie i Joannie S oraz ich dziesięciorgu dzieci usłyszała cała Polska.
13 listopada 2018 roku najstarszy z dziesiątki rodzeństwa, 12-letni wówczas Daniel zaginął. Chłopaka przez dwie doby szukało ponad tysiąc osób. Daniel odnalazł się w lesie około pięć kilometrów od domu. Siedział skulony w krzakach, boso, w cienkim swetrze i getrach. Zziębnięty i wystraszony chłopiec został przetransportowany śmigłowcem do szpitala.
W trakcie poszukiwań chłopca policjantki z brzozowskiej komendy policji odwiedziły jego dom rodzinny i wtedy na jaw wychodzić zaczęły szokujące fakty. W trakcie tej wizyty jedna z policjantek nabrała podejrzeń, że sześcioletnia wówczas siostra Daniela, mogła paść ofiarą przemocy seksualnej. Dzień później ojciec dzieci, 39-letni Krzysztof S został aresztowany i usłyszał zarzut molestowania córki. W trakcie śledztwa okazało się, że miał krzywdzić trzy swoje córki, najstarsza miała siedem lat, najmłodsza zaledwie trzy… Mężczyzna za wykorzystywanie seksualne swoich córek został skazany na dziewięć lat więzienia.
Dzieci decyzją sądu trafiły do rodziny zastępczej.
Dramat trwał latami
Dwunastoosobowa rodzina żyła w dramatycznych warunkach. 37-letni Krzysztof S. i jego 43-letnia żona Joanna oraz ich dziesięcioro dzieci – wszyscy w dwóch pokojach w małym starym domu. Daniel był najstarszy z dziesięciorga rodzeństwa. Najmłodsza dziewczynka miała wówczas dwa lata. Jak relacjonowali sąsiedzi, dzieci były zaniedbane, często przez kilka dni chodziły w tym samych ciuchach.
Małżeństwo nie pracowało, utrzymywało dom i dzieci ze świadczeń. Od 2013 roku mieli ograniczone prawa rodzicielskie i kuratora sądowego. Ojciec był wcześniej karany za kradzieże i jazdę pod wpływem alkoholu. Sąsiedzi relacjonowali, że lubił wypić, zdarzało mu się podnieść rękę na dzieci. Rodzina objęta była procedurą Niebieskiej Karty, w domu państwa S. regularnie bywał dzielnicowy.
Gdzie były służby?
Rodzina od 2015 roku była pod opieką Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nozdrzcu, korzystała z pomocy asystenta rodziny i pracownika socjalnego. Prokuratura Okręgowa w Lublinie sprawdza, czy osoby, które opiekowały się rodziną, prawidłowo wywiązywały się ze swoich obowiązków. – Śledztwo toczy się pod kątem niedopełnienia obowiązków przez pracowników opieki społecznej i narażenia przez to małoletnich dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i uszczerbku na zdrowiu – informuje Agnieszka Kępka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Do materiału dowodowego włączony został raport przygotowany na zlecenie wojewody podkarpackiej z działalności Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nozdrzcu, który ujawnił szereg nieprawidłowości, do jakich dochodziło ze strony pracowników ośrodka.
Autorzy raportu kontrolujący ośrodek dopatrzyli się szeregu nieprawidłowości w postępowaniu asystenta rodziny i pracownika socjalnego, którzy opiekowali się rodziną S. oraz kierownik GOPS, która nadzorowała ich pracę. W dokumencie czytamy m.in., że „kontakty pracownika socjalnego z rodziną nie były zbyt częste”, „pomoc nie była udzielana kompleksowo i regularnie”, a „działania zaradcze nie były adekwatne do sytuacji”.
Zdaniem ekspertów „zabrakło wnikliwej analizy funkcjonowania rodziny i podjęcia zdecydowanych działań interwencyjnych” oraz współpracy z różnymi instytucjami i podmiotami.
W podsumowaniu czytamy, że „przyczyną wskazanych nieprawidłowości jest brak całościowej analizy problemów rodziny oraz niewłaściwe stosowanie przepisów prawa, za które odpowiada kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej i asystent rodziny”.
Śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez pracowników opieki społecznej jest już na ostatniej prostej. Jak powiedziała Super Nowościom prokurator Agnieszka Kępka, prokuratura czeka już tylko na opinię psychologiczną dotyczącą dzieci, którzy przygotowują krakowscy biegli. Po skompletowaniu materiałów prokuratura zdecyduje o dalszych losach śledztwa.
Martyna Sokołowska



13 Responses to "Bite i gwałcone dzieci. Gdzie były służby?"