
RZESZÓW, PODKARPACIE. Wielkie apteki sieciowe zarabiają na koronawirusie krocie i są praktycznie bezkarne.
Konieczność realizowania jak największej liczby recept farmaceutycznych (są 100 proc. płatne), możliwość kupowania środków antybakteryjnych w „zestawie”, czyli np. kompletu witamin, suplementów diety, to tylko kropla w morzu metod stosowanych przez wielkie sieci aptekarskie. – Niestety, także do nas dotarły sygnały o tym, że farmaceuci zatrudnieni w niektórych sieciach aptecznych (działających także na Podkarpaciu) otrzymują „z góry” instrukcje dotyczące polecania pacjentom pewnych preparatów. Takie praktyki w ogóle nie powinny mieć miejsca. To nic innego, jak próba ingerencji w niezależność zawodową farmaceutów – mówi dr n. farm. Lucyna Samborska, wiceprezes Okręgowej Podkarpackiej Izby Aptekarskiej w Rzeszowie.
Jeszcze kilka tygodni temu zdobycie żelu czy płynu antybakteryjnego było nie lada wyzwaniem. Klienci poszukujący deficytowego towaru często nie patrzyli na ceny, ważne było, żeby kupić coś, co jest potrzebne, ba, konieczne, wszak sanepid zalecał nie tylko mycie, ale i dezynfekcję rąk i przedmiotów, na których mógł czaić się koronawirus. Niektóre apteki sieciowe uznały zaś, że można w związku z tym zrobić dobry biznes. Dlatego klient, który chciał kupić żel antybakteryjny, musiał jednocześnie zakupić pakiet witamin lub innych suplementów diety, bo żel sprzedawano tylko w takich zestawach. Na trop naciągaczy wpadł Patryk Słowik, dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej, który przeanalizował kilkadziesiąt wiadomości e-mail wysyłanych przez menedżerów kilku dużych sieci aptekarskich, mających po kilkaset aptek, do kierujących poszczególnymi placówkami farmaceutów. Największy ciężar gatunkowy ma zalecenie kierownikom, by sprzedawali jak najwięcej leków na receptę farmaceutyczną (według obowiązującego prawa farmaceuci mogą je wystawić tylko w przypadku nagłego zagrożenia życia czy zdrowia). Z wiadomości kierowanych do kierowników aptek przez menedżera jednej z sieci wynika jednak, że nie powinni oni zwracać na to uwagi. Liczy się jedynie liczba zrealizowanych recept farmaceutycznych. Chodziło zaś o to, że lek wówczas jest pełnopłatny, więc zarobek jest większy. – To dowód, że prawo dla niektórych w ogóle się nie liczy. Ustawa bardzo precyzyjnie określa, kiedy można wydać lek na receptę farmaceutyczną. Darmowe gry hazardowe Tymczasem część właścicieli aptek sieciowych uznała, że to sposób na biznes – wskazywał w rozmowie z „DGP” Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.
Informacjami oburzony jest też prof. Zbigniew Fijałek, kierownik Zakładu Farmacji Kryminalistycznej WUM, a w latach 2005-2015 dyrektor Narodowego Instytutu Leków. – Taka praktyka jest nielegalna. Nie wolno uzależniać sprzedaży wyrobu medycznego od zakupu środka spożywczego, jakim są suplementy. A od praktycznej strony w ten sposób można pozbawić wielu ludzi dostępu do potrzebnego im żelu – zauważa. Jaka kara może spotkać aptekę za nieprawidłowe działania? Najsurowszą sankcją jest cofnięcie zezwolenia na prowadzenie apteki/aptek. O ile jednak jest to łatwe do przeprowadzenia w stosunku do właścicieli posiadających jedną/dwie placówki, w przypadku wielkich korporacji to prawie niemożliwe.
Anna Moraniec



One Response to "Biznes na zarazie"