
Prowadzili świetnie prosperującą kopalnię. Dziś została im tylko część renty w wysokości 700 zł.
Taka historia nie ma prawa wydarzyć się w żadnym praworządnym państwie. Prężnie działającej kopalni minerałów Urząd Skarbowy naliczył prawie milionowy podatek, przez co firma szybko popadła w długi i zbankrutowała. Kiedy okazało się, że podatek został nałożony niesłusznie, było już za późno. Właściciele kopalni stracili nie tylko swoją firmę, ale i mieszkanie. Dziś nie mają w zasadzie nic, ale urzędnicy nie poczuwają się do odpowiedzialności za swój błąd! Historię tę pokazał w programie „Czarno na Białym” TVN24 Rafał Stangraciak.
Należąca do Haliny i Czesława Botwinów Kopalnia Szarogłazu w Młynowie (woj. dolnośląskie) była świetnie prosperującą, rodzinną firmą. Miesięcznie przynosiła nawet 80 tys. zł aż do 19 grudnia 2008 roku. – Urząd Kontroli Skarbowej przyszedł do nas na kontrolę i stwierdził, że ukryliśmy dochód w granicach 4 mln zł – mówi w materiale dziennikarza TVN24 były już właściciel kopalni.
Na czym polegał błąd?
Tyle że dochód ten tak naprawdę w ogóle nie istniał. Za sprzedaż jednego ze złóż minerałów Botwinowie mieli dostać od kontrahenta 10 mln zł i na tyle opiewała umowa sprzedaży. Okazało się jednak, że złoże to nie jest tak atrakcyjne jak przewidywano, więc cena została obniżona stosownym aneksem do 6 mln zł. Firma odprowadziła podatek właśnie od tej kwoty. Urząd Kontroli Skarbowej nie wziął jednak aneksu pod uwagę i zażądał podatku od początkowej sumy 10 mln zł – dokładnie w wysokości 900 tys. zł – i… zablokował konto. – Brali sobie miesięczne faktury, komu sprzedawaliśmy. Wysyłali do tych firm pisma i pieniądze nie szły już do nas, tylko bezpośrednio do Urzędu Skarbowego – opowiada Pan Czesław.
W tym samym czasie państwo Botwinowie pisali odwołania do dyrektora Izby Skarbowej we Wrocławiu. Próbowali wyjaśnić, że urzędnicy skarbowi popełnili błąd, ale bezskutecznie. – Nie mieliśmy po prostu możliwości pracować, produkować, żyć – mówi Halina Botwina, była właścicielka kopalni. Firma powoli traciła płynność finansową i zaczęła popadać w długi. Pojawili się komornicy. – Musieliśmy zdać maszyny górnicze, które wzięliśmy w leasing, bo nie mieliśmy za co płacić. I rozłożyli nas w ten sposób na łopatki – mówi Czesław Botwina.
Jaka jest prawda?
30 lipca 2012 roku sąd ogłosił upadłość firmy, a już trzy miesiące później Naczelny Sąd Administracyjny uchylił decyzję dyrektora Izby Skarbowej we Wrocławiu. Oznaczało to, że ukrytego dochodu nigdy nie było! – Ucieszyłam się, że w końcu stała się sprawiedliwość – mówi Halina Botwina, ale postępowanie upadłościowe było już w toku. – To jakby zadziałała jakaś machina, gdzie nikomu na niczym nie zależało – dodaje pan Czesław. Urząd Skarbowy został skreślony z listy wierzycieli, ale zobowiązania wobec innych urzędów i kontrahentów sięgają około 12 mln zł. Cały majątek przejął syndyk.
Trudne pytania
Dziś urzędnicy kontroli skarbowej nie mają sobie jednak nic do zarzucenia. Na pytanie dziennikarza TVN o konsekwencje tamtej kontroli nie potrafią odpowiedzieć. – No nie wiem w tej chwili – przyznaje Janusz Kozłowski z Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu. A jakie są naprawdę? – Straciliśmy dom, który sami budowaliśmy, każde drzewko tam zasadzone przez nas – odpowiada przez łzy pani Halina. – Żona mieszka kątem u rodziny, a ja śpię w samochodzie, bo nie mam gdzie – dodaje, łkając pan Czesław.
Dlaczego zwykli ludzie mają płacić za wasze błędy? – pyta dziennikarz urzędnika wrocławskiego UKS, na co ten odpowiada: „Wie pan, trudno mi się odnieść do tych szczegółów, bo to są już ustalenia kontroli i stanowią tajemnicą skarbową”. A jak się odnieść do tego, że poprzez jeden błąd niszczy się dobrze funkcjonujące przedsiębiorstwo? – dopytuje dziennikarz. – UKS, rozpoczynając kontrolę skarbową, stwierdza pewne fakty – odpowiada urzędnik. – Natomiast one w procesie odwoławczym są weryfikowane, więc tutaj sprawa tak jakby rozkłada się i w czasie, i na pewne instytucje. Więc to nie jest jeden człowiek, który coś stwierdza, tylko po drodze są one weryfikowane – dodaje.
Ucieczka sprzed kamery
Decyzję urzędnika kontroli skarbowej weryfikował „po drodze” m.in. dyrektor Izby Skarbowej we Wrocławiu. Błędu jednak nie zauważył. Dziennikarz TVN rozmawiał o tym z jego rzeczniczką Martą Tarnowską. Ta jednak zasłoniła się tajemnicą skarbową. Dziennikarz zapytał wprost: czy państwo zdajecie sobie sprawę, że przyczyniliście się tą błędną decyzją do upadku tej firmy? – Tak jak powiedziałam, wszelkie dane na temat postępowania chronione są tajemnicą skarbową – odpowiada urzędniczka. Dziennikarz pyta jednak o następstwa postępowania. – Wszelkie dane dotyczące postępowania są chronione są tajemnicą skarbową, w związku z tym nie możemy udzielać żadnych informacji – powtarza rzeczniczka wrocławskiej Izby Skarbowej.
Dziennikarz zadaje jej więc inne pytanie: – jak to się stało, że tyle osób się tą sprawą zajmowało i nikt się nie zorientował, że ta pierwsza decyzja jest błędna? W tym momencie jednak urzędniczka ucieka sprzed kamery TVN, odpowiadając: „Przepraszam pana bardzo, ale to już jest pytanie, które po pierwsze wykracza poza to, co się umówiliśmy, a po drugie, w nieskończoność powtarzałabym panu to samo”. I wychodzi z korytarza, w którym ustawiona była kamera.
Kto zapłaci za błąd urzędników?
Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego Państwo Botwinowie mogą sobie co najwyżej oprawić w ramkę, bo proces odszkodowawczy, wbrew pozorom, będzie bardzo trudny – komentuje dziennikarz TVN24. – Nawet jeśli uda się tym osobom odzyskać pieniądze, to, nie oszukujmy się, jeszcze długa droga przed nimi. Pamiętajmy, że to na powodach spoczywa obowiązek udowodnienia szkody – zaznacza Justyna Kowalczyk, adwokat z kancelarii Koksztys.
Dziś byli właściciele świetnie prosperującej firmy żyją tylko z renty Pani Haliny, z której jedną trzecią zabiera syndyk. W sumie na życie zostaje im 700 zł miesięcznie. Przy takich dochodach na dobrego prawnika nie mają szans.
– Płaciłem do Urzędu Skarbowego miliony złotych i tak mnie załatwiło państwo, które zresztą bardzo kocham – mówi ze łzami w oczach Czesław Botwina. Jeśli wraz z żoną udowodnią przed sądem, że to przez urzędników stracili cały majątek, dostaną odszkodowanie od Skarbu Państwa, czyli… z naszych podatków. Urzędnicy, którzy doprowadzili firmę do bankructwa, odpowiedzialności raczej nie poniosą…
Opr. ar na podstawie programu TVN24 „Czarno na Białym”



7 Responses to "Błąd urzędników skarbowych zabrał im wszystko"