
AMSTERDAM. Holendrzy opublikowali raport w sprawie katastrofy malezyjskiego samolotu nad Ukrainą.
Możliwą przyczyną katastrofy boeinga 777 malezyjskich linii lotniczych na wschodniej Ukrainie było uderzenie samolotu przez „dużą liczbę obiektów z zewnątrz” o dużej szybkości – poinformowała holenderska komisja badająca wypadek lotniczy z 17 lipca. Maszyna rozpadła się „na kawałki” jeszcze w powietrzu – wynika ze wstępnych ustaleń komisji.
Holenderski urząd ds. bezpieczeństwa prowadzący śledztwo (OVV) stwierdził, że nie wskaże winnego katastrofy.
„Szkody zaobserwowane w przedniej części kadłuba i kokpitu wskazują na uderzenie z zewnątrz w samolot dużej liczby obiektów o wysokiej energii” – napisano we wnioskach do dokumentu. „Rodzaj uszkodzeń zaobserwowanych w przedniej części kadłuba i kokpitu nie odpowiadał rodzajowi szkód, jakich można by oczekiwać po katastrofie wynikłej z awarii któregoś z elementów samolotu, jego silników lub systemów. Fakt rozprzestrzenienia szczątków samolotu na bardzo dużym obszarze wskazuje na to, że rozpadł się on jeszcze w powietrzu” – wyjaśniono, dodając jeszcze, że w wyniku uderzenia obiektów w boeinga powstały zniszczenia, „które doprowadziły do utraty jedności strukturalnej statku powietrznego”.
W oparciu o pierwsze ustalenia nic nie wskazuje na to, że do katastrofy doszło w wyniku problemów technicznych z maszyną.
Holenderski urząd stwierdził w dwustronicowym podsumowaniu badań ekspertów, że „samolot był sprawny i nie miał żadnych problemów technicznych” przed wylotem z Amsterdamu. W przekazane przez prorosyjskich separatystów czarne skrzynki „nie ingerowano”, nim ich zawartość zbadali eksperci.
Boeing linii lotniczych Malaysia Airlines wyleciał 17 lipca z Amsterdamu kilkanaście minut po godzinie 12. Zmierzał do Kuala Lumpur. Na pokładzie było 298 osób – 283 pasażerów i 15 członków załogi.
Około godziny 16 samolot zniknął z radarów. Znajdował się wtedy na wysokości 10 km. 50 km przed wejściem w rosyjską przestrzeń powietrzną zaczął się gwałtownie zniżać. Rozbił się na wschodzie Ukrainy, w okolicach miast Szachtarsk i Torez. Nikt nie przeżył katastrofy. Maszyna rozbiła się na terenie kontrolowanym przez prorosyjskich separatystów.
Od razu pojawiły się oskarżenia dotyczące zestrzelenia samolotu przez jedną ze stron konfliktu. Armia ukraińska i rząd w Kijowie stwierdzili, że w samolot uderzyła rakieta systemu BUK, jaką separatystom wcześniej dostarczyli Rosjanie. Moskwa z kolei twierdzi, że w pobliżu boeinga przelatywał w chwili katastrofy ukraiński myśliwiec Su-25 i to z niego wystrzelono rakietę.
Eksperci NATO i USA dostarczyli Holendrom m.in. zdjęcia satelitarne, na których udało się podobno m.in. prześledzić moment wystrzelenia rakiety i uderzenie w samolot. Nie pokazano jednak twardych dowodów.
Ukraińscy świadkowie twierdzą, że to Rosjanie sterowali wyrzutnią rakiet BUK, widzianą w okolicy katastrofy samolotu Malaysian Airlines w Donbasie. Takie ustalenia publikuje BBC, powołując się na relacje niezależnych świadków. Mieli oni m.in. stwierdzić, że obsługa wyrzutni była umundurowana inaczej niż rebelianci, a także, że byli zdyscyplinowani oraz „mówili z czystym rosyjskim akcentem”.
TVN 24, TVP Info/ps


