Bohaterowie w mundurach

– Nie wolno niczego robić, tylko po to żeby zaistnieć. Czasem trzeba uruchomić intuicję. Często powtarzam młodym policjantom: „Najważniejsze to mieć empatię!” – asp. sztab. Sławomir Kostyński z KPP w Łańcucie. Fot. KPP Łańcut

Bywa, że chodzi tylko o odnalezienie portfela. Innym razem trzeba odzyskać samochód. Zdarza się jednak, że ratują czyjeś zdrowie, albo walczą o życie. Nie chwalą się swoimi osiągnięciami. Komentują je krótko: „Jesteśmy po to, żeby pomagać”. 24 lipca policjanci mają swoje święto. Przy tej okazji warto poznać historie, w których główną rolę odgrywają nie tylko panowie w mundurach.

Łańcut, 1 stycznia 2020 r., po godz. 18 policjanci zauważyli samochód, który skręcił mimo zakazu. Zatrzymali pojazd. – Kierujący był bardzo zdenerwowany. Jechał z żoną i ojcem. Nie miał przy sobie dokumentów – relacjonuje asp. sztab. Sławomir Kostyński z wydziału ruchu drogowego KPP w Łańcucie. – Tłumaczyli, że bardzo się spieszą. Ich ojciec był w szpitalu. Znów zaczął się źle czuć. Dzwonili do szpitala i poproszono ich, aby ponownie przywieźli ojca do szpitala.

Policjanci przerwali kontrolę. Natychmiast podjęli decyzję, aby z użyciem sygnałów pojazdu uprzywilejowanego pilotować samochód do szpitala. – Mężczyzna miał udar, ale wszystko dobrze się skończyło. Były podziękowania, jednak to, co zrobiliśmy, jest naturalne. Każdy policjant myślący zdroworozsądkowo postąpiłby tak samo – przekonuje asp. sztab. Kostyński . – Naszym obowiązkiem jest dbanie o bezpieczeństwo ludzi. Przepisy w tym wypadku są na drugim miejscu. Zawsze uczę młodzież nie tylko przepisów, ale tego, że najważniejszy jest człowiek – podkreśla funkcjonariusz.

Przecinek w trudnej służbie

Nierzadko mundurowi pochylają się też nad zwierzętami. – Niedawno jechaliśmy z kolegą „czwórką”. Wieczorem zauważyliśmy małego psa, który biegał w tę i z powrotem. Pewnie został porzucony i w tym miejscu czuł jeszcze zapach właściciela – opowiada policjant. Funkcjonariusze próbowali złapać czworonoga, zanim ktoś go potrąci. Ruch na drodze był duży. – Musieliśmy go zatrzymać na ok. pół godziny, powoli przepuszczając pojedyncze samochody, żeby nie zrobił się duży korek. Wezwaliśmy weterynarza. Zabrał psa i podleczył – zaznacza asp. sztab. Kostyński. Później znaleźli się chętni, którzy zechcieli się nim zaopiekować. Czy warto było walczyć o życie przypadkowego czworonoga? – Zwierzęta to nasi bracia mniejsi – nie ma wątpliwości policjant.

Policjant z 30-letnim doświadczeniem nie liczy, ile razy i komu pomógł. Nie uważa, by na co dzień dokonywał wielkich rzeczy. – To naturalne odruchy, choć pomaganie jest wielką przyjemnością – nie kryje Sławomir Kostyński. – Czuję satysfakcję, gdy ktoś mi powie „dziękuję”. To istotny gest, taki ładny przecinek w nie zawsze łatwej służbie. Zaufanie, jakim nas ludzie obdarzają, dodaje energii i motywuje.

– Kobiety świetnie się odnajdują w Policji. Sama wykonuję ten zawód i sprawia mi to ogromną przyjemność – Paulina Bąk, posterunkowa z Komendy Miejskiej w Tarnobrzegu. Fot. KMP Tarnobrzeg

12 minut na nowe życie

Doświadczyli tego także policjanci ze strzyżowskiej policji. 20 lutego tego roku po godz. 20 usłyszeli zgłoszenie. – Nie wiedzieliśmy, po co jedziemy. Pomyśleliśmy: „Znowu kolizja!”. W trakcie rozmowy z dyżurnym okazało się, że będziemy konwojować pojazd wiozący rodzącą kobietę – relacjonuje sierż. sztab. Sławomir Mazur, policjant patrolu interwencyjnego. Mieszkaniec gminy zadzwonił do komendy w Strzyżowie, że jego żona zaczęła rodzić. Trzeba było jak najszybciej dojechać do szpitala. Każda chwila zwłoki mogła narazić kobietę oraz jej nienarodzone dziecko na niebezpieczeństwo. Sytuację komplikował fakt, że w strzyżowskim szpitalu nie ma oddziału położniczego. Konieczny był transport aż do Rzeszowa.

Policjanci natychmiast udali się pod wskazany adres. – Podjechaliśmy na przystanek na wysokości Żarnowa i oczekiwaliśmy na samochód. Nie było czasu, żeby przenieść kobietę do naszego samochodu. Włączyliśmy sygnały uprzywilejowane i ruszyliśmy. Jechaliśmy szybko, ale bezpiecznie, pilnując, żeby nie stracić z pola widzenia samochodu, a także aby nikt w niego nie uderzył na skrzyżowaniach – relacjonuje sierż. sztab. Mazur. – Inni uczestnicy ruchu drogowego wyglądali na zdezorientowanych widząc policyjny samochód, za którym jechał inny jakby doczepiony, a my nie reagowalibyśmy – zaznacza ze śmiechem.

Całą trasę pokonali w ok. 12 minut. Gdy tylko dotarli na miejsce, policjanci wzięli kobietę na ręce i zanieśli do szpitala, gdzie już czekał personel. Zaledwie 10 minut później na świat przyszła dziewczynka. Następnego dnia świeżo upieczony tata zjawił się na komendzie z podziękowaniami za pilotaż.

– Od 15 lat jestem na pierwszej linii, ale jeśli chodzi o tego typu interwencje, ta była pierwsza. To było miłe, bo do tej pory jeździliśmy raczej do przykrych zdarzeń – przyznaje sierż. sztab. Sławomir Mazur. Nie towarzyszył mu jednak większy stres niż na co dzień. – Raczej delikatny dreszczyk emocji, by dobrze wykonać swoje zadanie.

Zawód nie tylko dla mężczyzn

Końcem czerwca z podobnym wyzwaniem zmierzyli się posterunkowa Paulina Bąk oraz starszy sierżant Paweł Krasuski z Komendy Miejskiej w Tarnobrzegu. Była sobota, gdy tuż po godz. 6, policjanci drogówki rozpoczęli służbę. – Na drodze wojewódzkiej Mielec-Stalowa Wola zauważyliśmy kierowcę, który jechał zbyt szybko i wyprzedził nas na przejściu dla pieszych – przypomina sobie policjantka. – Podjęliśmy próbę legitymowania. Pan szybko wysiadł z samochodu i przejęty tłumaczył, że wiezie rodzącą córkę. Ruch był wzmożony, a liczyła się każda sekunda. Stwierdziliśmy, że skoro naraża siebie, rodzącą kobietę i innych, będziemy ich eskortować – mówi posterunkowa Paulina Bąk. Dzięki temu bezpiecznie dotarli do szpitala. Rodząca w samą porę trafiła w ręce lekarzy, a mężczyzna nie krył wdzięczności.

Funkcjonariuszka z Tarnobrzega kobietę w trakcie porodu eskortowała po raz pierwszy, ale już wcześniej zdarzyło jej się ocalić komuś życie. – Dostaliśmy zgłoszenie, że na drodze przy garażach leży mężczyzna. Dotarliśmy tam i spotkaliśmy pana z rowerem pod wpływem alkoholu. Powiedział, że nie ma go kto odebrać, więc zdecydowaliśmy się osadzić go do wytrzeźwienia – zaznacza. Po badaniach w szpitalu już pod PDOZ (red. policyjne pomieszczenia dla osób zatrzymanych) jego serce się zatrzymało. Przystąpili do reanimacji. – Robiliśmy to prawie godzinę. Potem przyjechała karetka. W trakcie masażu serca lekarz dwukrotnie powiedział: „Nic z tego”, gdy ten dosłownie w ostatniej chwili złapał oddech. Udało się go uratować – mówi z ulgą. – Nie wiem, a w jakim jest stanie, ale od chłopaków z karetki dowiedziałam się, że żyje – zauważa.

Posterunkowa nie boi się trudnych decyzji ani działania. W Policji służy od 2018 r. – Zawsze chciałam to robić. Już w liceum mówiłam rodzicom, że kiedyś będę policjantką. Nie uważam, żeby ten zawód nie był dla kobiet. Czasami są silniejsze psychicznie i mają w sobie więcej samozaparcia niż mężczyźni – nie ma wątpliwości. Na Podkarpacie przeniosła się z Krakowa. – Na razie uczę się w ruchu drogowym, ale wolałabym być w prewencji. Nigdy nie chciałam siedzieć za biurkiem, ale wyjść na ulicę, do ludzi. Nie przerażały mnie trudne sytuacje czy brudni ludzie – wyznaje.

Jest dopiero u progu swojej kariery, ale tak jak jej starsi koledzy, ma świadomość, co w tej robocie jest najważniejsze. – Każdy policjant na pewno ma inne odczucia, ale wszyscy myślimy podobnie. Kiedy trzeba brać sprawy w swoje ręce, człowiek czuje taką adrenalinę, że nie patrzy się sobie, ani swoje bezpieczeństwo. Jesteśmy po to, aby pomagać…

Wioletta Kruk

One Response to "Bohaterowie w mundurach"

Leave a Reply

Your email address will not be published.