

Przeddzień Wigilii. Tuż po godz. 21 w niżańskiej kamienicy wybucha pożar. Mężczyźni wybiegają na balkon. Nie mają drogi powrotnej, bo budynek płonie. Jeden z nich skacze na ziemię. Upada tuż przy… palącej się butli z gazem.
W trawionym przez płomienie budynku najprawdopodobniej są jeszcze inne osoby. Policjanci – post. Bartłomiej Hadam oraz st. sierż. Marcin Malinowski ruszają na ratunek przed innymi służbami. Dzięki ich przytomności udaje się zapobiec tragedii.
Niedaleko mieliśmy interwencję. Po otrzymaniu zgłoszenia o pożarze przy ul. Wolności od razu ruszyliśmy. Sytuacja była bardzo poważna. Życie i zdrowie obu mężczyzn było zagrożone – relacjonuje post. Bartłomiej Hadam. Dookoła zebrał się tłum, który biernie się przyglądał. Mundurowi bez chwili wahania przystąpili do działania. Na dłuższe analizy nie było czasu.
Kiedy nie można złapać oddechu
– Gdy wyskoczyliśmy z radiowozu, zobaczyłem, że butla, która leżała obok poszkodowanego się pali. Wróciłem szybko do samochodu po gaśnicę. Udało się ugasić płomienie, a potem zabrać stamtąd tego człowieka. Był w stosunkowo dobrym stanie – zauważa post. Hadam.
W tym samym czasie st. sierż. Marcin Malinowski ruszył na ratunek uwięzionemu na balkonie. – Ktoś z przejezdnych przyniósł drabinę, której mogłem użyć, spiesząc mu na pomoc. Byłem już w połowie drogi, gdy poczułem podmuch płomieni. Był tak duży, że uniemożliwił mi dotarcie do mężczyzny. On w końcu, próbując się ratować, skoczył – opowiada policjant. Od niego funkcjonariusze dowiedzieli się, że w środku mogą przebywać inni ludzie. Jeden z funkcjonariuszy został z poszkodowanymi, drugi poszedł sprawdzić budynek. Zastał w nim zdezorientowaną kobietę, którą wyprowadził na zewnątrz. I od razu wrócił, upewnić się, czy nie ma więcej osób.
– Warunki były bardzo trudne. Panowało duże zadymienie, z pierwszego piętra wydobywały się płomienie. Oddychanie było niemożliwe, więc wybiegałem na korytarz, gdzie dymu było mniej. Nabierałem powietrza i na wdechu sprawdzałem pomieszczenie po pomieszczeniu. Aż do skutku – mówi st. sierż. Malinowski. – Zadanie było tym bardziej trudne, że na wys. ok 1,2 m. wisiała chmura czarnego dymu. Tylko poniżej można było cokolwiek zobaczyć, więc przeczesywałem budynek przy użyciu latarki. W pomieszczeniu, które trawił ogień dostrzegł… kolejną butlę z gazem. Wystarczyło kilka chwil, by zajęły ją płomienie. – Była jeszcze zalakowana, pełna. Chwyciłem ją i wyniosłem w bezpieczne miejsce, na korytarz – podkreśla.
Wtedy spotkał strażaka, więc wiedział, że służby były już na miejscu. Przystąpiono do akcji ratowniczo-gaśniczej i udzielono pomocy medycznej pogorzelcom. – Pan, który skoczył jako drugi z urazami kończyn został odwieziony przez karetkę do szpitala w Nisku. Poza tym długo stał na balkonie i okazało się, że miał poparzenia drugiego stopnia – zaznacza post. Bartłomiej Hadam.
Zapobiegli tragedii
Pożar został opanowany. Jak poinformowała Policja, jego prawdopodobną przyczyną była źle zabezpieczona, wolnostojąca butla gazowa z palnikiem.
Gdyby policjanci nie dotarli na czas, wszystko mogło skończyć się tragicznie. – Paląca się butla była największym zagrożeniem. Po fakcie dotarło do mnie, że jej gaszenie było dość ryzykowne, ale w wtedy o tym nie myślałem. Najważniejsze było ratowanie innych – przekonuje post. Hadam. – W każdej chwili mogło dojść do wybuchu. A wtedy być może byłaby to nasza ostatnia służba. Strażacy schładzali butlę jeszcze dobrych kilka minut, polewając ją wodą, bo nie wiadomo, do jakiego stopnia była rozgrzana – podkreśla st. sierż. Malinowski. Co więcej, kolejna znajdowała się w kamienicy. – Wyobraźmy sobie sytuację, że została niezaważona. Strażacy przyjeżdżają na miejsce. Wchodzą do budynku i wtedy następuje eksplozja. Poza tym budynek sąsiaduje z innym, w którym mieszka rodzina – zauważa mundurowy. Na szczęście, wszyscy są cali.
Stać na straży życia ludzkiego
Jak na chłodno oceniają zdarzenie niżańscy policjanci? – Służę niewiele ponad rok, z czego większość czasu spędziłem w szkole, więc nie ukrywam, że nie było łatwo – wyznaje post. Hadam. – Miałem jednak to szczęście, że byłem z Marcinem. Jest doświadczonym policjantem, był opanowany, po drodze instruował mnie, co możemy zastać i jakie działania podjąć – wylicza.
Starszy kolega przyznaje, że sytuacja na miejscu zaskoczyła nawet jego. – W mojej karierze to była jedna z trudniejszych interwencji – stwierdza. Obu udało się jednak zachować zimną krew. – Bartłomiej jest młodym policjantem, ale zaskoczył mnie swoją dojrzałością oraz zdecydowaniem. Bardzo dobrze zadziałał intuicyjnie. To nie są rzeczy wyuczone. Po prostu ma to coś – chwali partnera st. sierż. Malinowski. – Jest też cichy bohater tej akcji. To asp. sztab. Zenon Sagan, dyżurny Komendy Powiatowej w Nisku. Ten bardzo doświadczony policjant zabezpieczył i skoordynował wszystkie środki, które były niezbędne do działań prowadzonych na miejscu zdarzenia. Jemu też należą się podziękowania! – podkreśla funkcjonariusz.
Choć wszyscy mundurowi wykazali się odwagą, a do tego niebywałym spokojem, nie uważają, aby wykazali się heroizmem. – Myślę, że to była naturalna reakcja i wszyscy powinni tak postąpić. Oczywiście czuję satysfakcję, że udało sie pomóc, ale nie uważam się za bohatera. Może dlatego, że jestem dopiero początkującym policjantem – uśmiecha się post. Bartłomiej Hadam. Staż chyba jednak nie ma tu nic do rzeczy, bo st. sierż. Marcin Malinowski ma identyczne zdanie. W jego przypadku w ciągu ostatnich 2 miesięcy to była kolejna sytuacja, w której ocalili komuś życie. – Kilka tygodni temu z innym kolegą uratowaliśmy życie kobiecie . Przyjechaliśmy na interwencję w zupełnie innej sprawie. Okazało się, że jedna z mieszkanek zasłabła i zaczęła tracić funkcje życiowe. Rozpoczęliśmy reanimację – relacjonuje st. sierż Malinowski. – Wykonywaliśmy masaż serca, ale wydawało mi się, że coś jest nie tak, bo robiła się sina. Zauważyłem, że ma niedrożne drogi oddechowe – opowiada. Na jego polecenie mąż odchylił jej głowę. Kobieta miała zapadnięty język, w wyniku czego nie mogła oddychać. Gdy drogi oddechowe zostały udrożnione, złapała głęboki oddech. Karetka zabrała ją do szpitala, gdzie doszła do siebie. Uratowana jest pielęgniarką w Stalowej Woli.
– Podejmując służbę w policji trzeba liczyć się z tym, że jest to praca podwyższonego ryzyka i takie sytuacje mogą się zdarzyć. Mamy stać na straży bezpieczeństwa, zdrowia oraz życia ludzi. Także w tak wyjątkowych okolicznościach – nie ma wątpliwości st. sierż Marcin Malinowski. – Cieszę się, że mogę w ten sposób pomagać. Wykonuję swoją pracę, jak potrafię najlepiej. I tyle…
Wioletta Kruk


