Bohaterskim lekarzom śpiewamy z balkonów

Plac przed Pałacem Królewskim w Madrycie, podobnie jak i wiele innych miejsc w Hiszpanii, jest w tej chwili opustoszały. Fot. Wit Hadło

POLACY ZA GRANICĄ – HISZPANIA. – Jeśli kilka tygodni temu ktoś powiedziałby mi, że Hiszpanie przestaną witać się pocałunkiem w policzek, że ich życie będzie toczyć się bez wspólnego przesiadywania w barach, kafejkach i parkach – popukałabym się znacząco w czoło – przyznaje Kinga, sanoczanka mieszkająca w Madrycie.

Oby tylko w Polsce nie popełniono tych samych błędów. Oby tylko ludzie wyciągnęli wnioski z tego, co wydarzyło się we Włoszech, w Hiszpanii, Francji i nie musieli przekonywać się na własnej skórze o tym, czym jest rozszalała epidemia. Oby zrozumieli, jak dramatyczne konsekwencje może mieć to jedno jedyne, „ostatnie” wyjście ze znajomymi, niby niewinne piwko nad rzeką w słoneczny dzień.

– Jeśli kilka tygodni temu ktoś powiedziałby mi, że Hiszpanie zrezygnują z podchodzenia do innych w sklepie czy na przystanku autobusowym, z nawiązywania luźnych rozmów i z sąsiedzkich pogaduszek na klatkach schodowych i korytarzach, że będą ustawiać się w kolejce w dwumetrowych odstępach i wchodzić do mniejszych sklepów pojedynczo, robiąc zakupy obowiązkowo w rękawiczkach, że miasto całkowicie opustoszeje, a wszystkie autobusy będą wyglądały tak, jakby kierowca odbywał tylko jazdę próbną – nie uwierzyłabym. A jednak tak wygląda obecnie madrycka codzienność i być może najdziwniejsze jest to, że wszyscy jakoś ją zaakceptowali. Można powiedzieć, że nie mieli wyjścia, ale to nie oddaje w pełni obrazu sytuacji. Zatrzymania i kary dla osób łamiących kwarantannę zdarzają się stosunkowo rzadko, bo tylko ułamek społeczeństwa posuwa się do występowania przeciwko tym bardzo restrykcyjnym, zupełnie nie pasującym do hiszpańskiej rzeczywistości zasadom. Widmo kary nie jest jednak najważniejszym powodem, dla którego Hiszpanie siedzą w domach. Robią tak, ponieważ już wiedzą. Ponieważ niestety mieli okazję się przekonać. A teraz jedyne, co im pozostało, to po cichu mieć nadzieję, że podjęte środki są wystarczające, że nie zostały wprowadzone zbyt późno i że któregoś dnia w końcu obudzimy się i na czołówkach gazet będzie informacja o tym, że krzywa zachorowań zaczyna choć trochę wyhamowywać, spłaszczać się, że nie pnie się do góry już tak ostro, jak w tych ostatnich dniach, a w ciągu ostatniej doby umarło choć trochę mniej osób.

Hotele zamieniane w szpitale

Dzisiejsze nagłówki w hiszpańskich dziennikach informują, że przyjęcia na oddziały intensywnej terapii wzrosły w ciągu ostatniej doby o 41 procent, a szpitale znajdują się na granicy wytrzymałości i nie są już w stanie pomagać wszystkim. W ostatnich dniach hiszpańskie władze podjęły intensywne starania o sprowadzenie, a także produkcję własnymi siłami jak największej ilości środków ochrony dla personelu medycznego i pacjentów. Wszystkie przedsiębiorstwa i osoby prywatne, będące w posiadaniu zapasów maseczek, żeli do dezynfekcji oraz innych niezbędnych szpitalom materiałów, musiały przekazać je do dyspozycji Ministerstwa Zdrowia. Za szycie maseczek zabierają się różne firmy i instytucje, na przykład uczniowie Wojskowej Szkoły Spadochroniarstwa. Produkuje je również firma Inditex, hiszpańska potęga przemysłu odzieżowego, do której należą takie znane w Polsce marki jak Zara czy Mango.

W Madrycie kolejne hotele zamieniane są na szpitale, podobnie jak ogromny kompleks targowo-wystawienniczy Ifema, który ma pomieścić prawie 6 tysięcy łóżek. Zaledwie trzy miesiące temu przestrzeń Ifemy posłużyła do organizacji konferencji klimatycznej z udziałem tysięcy gości z całego świata. Wczoraj media poinformowały, że jeden z jej pawilonów zostanie przeznaczony do izolacji osób bezdomnych, które nie zastosowały się dotąd do dekretu o stanie alarmowym. 

W najbliższych dniach hiszpańska służba zdrowia zostanie zasilona przez 50 tysięcy osób, w tym emerytowanych lekarzy i pielęgniarki, a także studentów ostatniego roku medycyny. Od dzisiaj zaczyna się dystrybucja błyskawicznych testów na koronawirusa. Na wynik takiego testu trzeba czekać jedynie 15 minut i mają one pozwolić na zdiagnozowanie i wyizolowanie jak największej liczby przypadków, również tych lekkich, które są najczęściej odpowiedzialne za kolejne zarażenia z powodu nieświadomości nosicieli. 

O jedno piwko za daleko…

Ministerstwo Zdrowia przekaże dziś szpitalom 1,3 mld maseczek, 700 respiratorów i 640 tysięcy testów. Mam nadzieję, że to pomoże. Ostatnio ciągle czytam, że brakuje już dosłownie wszystkiego, w tym środków ochrony dla pracowników medycznych. Ponad 500 osób z personelu medycznego jest na kwarantannie, jedna już zmarła. Sytuacja w szpitalach już jest bardzo trudna, a przecież hiszpańska służba zdrowia jest oceniana w wielu rankingach jako najefektywniejsza, najsolidniejsza w Europie, jedna z najlepszych na świecie. 

Obserwując rozwój sytuacji w Polsce z hiszpańskiej perspektywy nasuwa się jedno, dominujące stwierdzenie: oby tylko u nas nie popełniono tych samych błędów. Oby tylko ludzie wyciągnęli wnioski z tego, co wydarzyło się we Włoszech, w Hiszpanii, z tego, co dzieje się we Francji i nie musieli przekonywać się o tym, czym jest rozszalała epidemia na własnej skórze, na skórze swoich bliskich, rodziny i przyjaciół. Oby zrozumieli wcześniej, że przepisy prawne, zamknięte szkoły i kina nie wystarczą i zdali sobie sprawę, jak wiele zależy od najdrobniejszego z ich gestów, jak dramatyczne konsekwencje może mieć to jedno jedyne, “ostatnie” wyjście ze znajomymi, niby niewinne piwko nad rzeką w słoneczny dzień. Oby umieli policzyć z iloma osobami mają styczność, ile osób narażają jako potencjalni nosiciele wirusa już samym wyjściem do pracy czy sklepu – szczególnie, jeśli nie przestrzegają zasad higieny i bezpiecznej odległości – a co dopiero decydując się na towarzyskie spotkanie.

Humor nas nie opuszcza

Światowa Organizacja Zdrowia nie przestaje informować, że działania polegające na dystansowaniu społecznym, takie jak zamykanie szkół, ośrodków kultury i rozrywki, czy dużych obiektów handlowych, są ważne, ale jeszcze ważniejsze są indywidualne schematy zachowań każdego z nas. I że tylko od naszej samodyscypliny i świadomości zależy, jak szybko przezwyciężymy epidemię i wrócimy do normalności. Niestety regularnie słyszy się o tym, że wiele osób w naszym kraju jeszcze bagatelizuje sytuację i wyśmiewa tych, którzy podejmują środki ostrożności, wyzywając ich od panikarzy. Oczywiście, panika w żadnym wypadku nie jest wskazana, wykupywanie jedzenia czy środków higienicznych nie ma żadnego sensu. Za to wskazane jest chodzenie do sklepu w rękawiczkach, zachowywanie bezpiecznych odstępów, ograniczenie wszelkich wyjść do niezbędnego minimum, przestrzeganie wytycznych w zakresie higieny, dezynfekcja nie tylko rąk, ale także kluczy i telefonów, trzymanie dłoni z daleka od twarzy, gdy nie było możliwości ich umyć. Wskazana jest po prostu świadomość, zwykła ostrożność i odrobina wyobraźni. A wtedy jest i miejsce na poczucie humoru, którego nie brakuje Hiszpanom nawet w tych bardzo trudnych dniach. Aby zrekompensować sobie brak bezpośrednich kontaktów codziennie wieczorem Madryt bawi się przy muzyce na balkonach i w oknach. I codziennie, już od tygodnia, równo o 20 w całym mieście rozbrzmiewają oklaski i okrzyki zagrzewające do walki pracowników służby zdrowia. Myślałam, że im się znudzi, ale codziennie jest głośniej. Ponieważ poza świadomością, potrzebna jest jeszcze empatia wobec słabszych i szacunek dla tych, którzy najbardziej się narażają. 

Nic nam nie przyjdzie z chowania się pod płaszczykiem ignorancji czy nadziei, że nas to nie dotyczy i nie dotknie, że na pewno nas ominie, podobnie jak pozwalanie, by strach przejął nad nami kontrolę. Tak jak jedna osoba może stanowić śmiertelne zagrożenie dla kilku innych, tak ta sama jednostka może paru ludziom uratować życie. I na tym powinniśmy się skupić, zrozumieć, że mamy realny wpływ na to, jak rozwinie się sytuacja. Mieć na uwadze, że jeśli naprawdę podejmiemy niezbędne, zalecane środki ostrożności, to jest szansa na to, że nawet jeśli nie wszystko będzie dobrze, to przynajmniej nie będzie aż tak źle. A mamy do dyspozycji potężne narzędzia: kilka prostych rytuałów higienicznych (mycie rąk, trzymanie dłoni z dala od twarzy, dezynfekcja często dotykanych przedmiotów i powierzchni), zachowywanie bezpiecznej odległości, ograniczenie do niezbędnego minimum wyjść i bezpośrednich kontaktów z innymi, częste wietrzenie pomieszczeń. I tak codziennie, od nowa, aż do skutku.

***
– Jest dziwnie. Liverpool zamienił się w miasto duchów – mówi Radosław Chmiel, którego pandemia zastała podczas przygotowań do ślubu. Ten ma się odbyć 28 sierpnia w Polsce. – Chcielibyśmy, aby wszystko doszło do skutku tak, jak sobie zaplanowaliśmy, ale w głowie pojawiają się też myśli, że będzie trzeba to przełożyć. W czerwcu mamy wykupione loty, by załatwić wszelkie formalności w urzędzie stanu cywilnego. Czy uda nam się dolecieć? Nie wiadomo. Najgorsze jest to, że nie można zbyt wiele robić, tylko czekać… – podkreśla. Relacja rzeszowianina, mieszkającego w Liverpoolu już jutro w dzienniku Super Nowości.

Martyna Sokołowska

8 Responses to "Bohaterskim lekarzom śpiewamy z balkonów"

Leave a Reply

Your email address will not be published.