„Boimy się o życie!”

17 pracowników objętych kwarantanną i jeden potwierdzony przypadek zakażenie w urzędzie. Sprawa jest bardzo poważna, ponieważ setki pracowników urzędu dojeżdżają do pracy z różnych miejscowości na Podkarpaciu. Istnieje zagrożenie rozprzestrzeniania się choroby w sposób niekontrolowany. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Dramatyczny telefon z Urzędu Marszałkowskiego. Pracownicy sparaliżowani strachem.

Mamy najprawdopodobniej do czynienia z nowym ogniskiem koronawirusa w Rzeszowie. Choć Urząd Marszałkowski studzi emocje, zapewniając, że wszystko ma pod kontrolą, to pracownicy instytucji są przerażeni ewentualnymi konsekwencjami, a zarząd województwa unika miejsca pracy.

Po tym, jak zarażenie koronawirusem potwierdzono u Anny Huk, członka zarządu województwa podkarpackiego, do naszej redakcji zgłosił się jeden z pracowników Urzędu Marszałkowskiego, który w dramatycznych słowach opisywał nastroje, jakie panują wśród jego kolegów z pracy. – Boimy się o swoje życie. Urząd nic nie robi z faktem zakażenia – słyszymy. Rzecznik prasowy urzędu stwierdził, że wszystkie procedury sanitarne są przestrzegane. – Postępujemy zgodnie z postanowieniami sanepidu – zaznacza Tomasz Leyko. Czy w istocie pracownicy mogą czuć się bezpieczni? Niekoniecznie. – Poza badaniem temperatury przy wejściu nikt nic nie robi. Jesteśmy stłoczeni. W takich warunkach nie da się przestrzegać żadnych zasad sanitarnych – podaje nasze źródło. Jedyną zmianą jest zamknięcie drzwi przed petentami.

Sprawa, co ciekawe, nie dotyczy jednego przypadku zakażenia, gdyż Anna Huk w momencie zarażenia uczestniczyła w wyborach na dyrektora Centrum Zdrowia Psychicznego w Jarosławiu, na których przebywało wiele osób. – Kwarantanną objęto 17 osób zatrudnionych w urzędzie oraz osoby wspólnie zamieszkujące. Dochodzenie epidemiologiczne jest w toku. – wyjaśnia w komunikacie Dorota Gibała z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Rzeszowie. Zaznaczmy, że od momentu zarażenia do ujawnienia tego faktu minęło trochę czasu a ww. osoby pracowały, chodziły po urzędzie i podróżowały do rodzinnych domów, zatem skala zakażeń, zważywszy na fakt, że większość pracowników pochodzi spoza Rzeszowa, może okazać się znacznie większa niż przypuszczamy.

Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że wszystkie działania sanitarne podejmowane przez urząd mają jedynie charakter czysto prowizoryczny, aby nie wywoływać niepotrzebnego zamieszania przed wyborami prezydenckim. Wybuch nowego ogniska w takim momencie wyborów mógłby źle wpłynąć na rzetelność państwowych doniesień, które przekonują, że rząd radzi sobie świetnie z wirusem. Wszystko to odbywa się kosztem życia i zdrowia obywateli. Należy też przypomnieć sytuację, jaka miała miejsce w jednym z zakładów pracy w Rzeszowie. Gdy u jednego z pracowników potwierdzono zarażenie koronawirusem, to szefostwo zdecydowało o zamknięciu całego oddziału. Urząd Marszałkowski i Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna wykluczają takie działania w tym przypadku. – Podejmowane są aktualnie działania adekwatne do zagrożenia i nie można nagle zamknąć wszystkich na kwarantannie. Są pewne kręgi i te kręgi badamy – wyjaśnia Jaromir Ślączka, powiatowy inspektor sanitarny.

Na sam koniec warto podkreślić, że w trakcie powstawanie tego artykułu żaden z członków zarządu nie był obecny w budynku urzędu – co potwierdził rzecznik Tomasz Leyko. Jedynymi osobami w budynku byli zwykli pracownicy, którzy apelują w imieniu naszej redakcji o pomoc, i którzy codziennie boją się o to, aby nie zarazić koronawirusem siebie i swoich rodzin.

rb

9 Responses to "„Boimy się o życie!”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.