KOLARSTWO. TOUR DE POLOGNE. Holenderski sprinter wygrywa w Rzeszowie.
Theo Bos z grupy Belkin wygrał 3. etap (174 km z Kielc do Rzeszowa) Tour de Pologne. Bos, jeden z najlepszych kolarzy torowych świata przed laty, wygrał finisz z peletonu na mecie w stolicy Podkarpacia. Pół długości roweru za Holendrem finiszował Słoweniec Luka Mezgec (Giant-Shimano), a trzeci był Australijczyk, Michael Matthews (Orica GreenEdge).
Bos to utytułowany kolarz torowy, srebrny medalista igrzysk w Atenach, który od 2010 roku przekwalifikował się na szosę. Odniósł sporo zwycięstw, a to w Polsce jest jednym z najcenniejszych.
Najlepsi z Polaków – Grzegorz Stępniak i Konrad Dąbkowski zajęli odpowiednio 11. i 12. miejsce, a Rafał Majka ukończył 3 etap na 62. miejscu. Koszulkę lidera utrzymał Czech Petr Vakoc z grupy Omega Pharma-Quick Step. W klasyfikacji łącznej ma on 27 sek. przewagi nad Białorusinem Jewgienijem Hutarowiczem (AG2R); tyle samo traci Theo Bos, który awansował z 25. miejsca na trzecie. Najlepszy z Polaków, Maciej Paterski (CCC Polsat Polkowice), spadł z szóstej na 8. lokatę (35 sekund straty).
Uciekali 160 km
Już na samym początku 3 etapu tuż za Kielcami na ucieczkę zdecydowało się czterech kolarzy: Salvatore Puccio (Team Sky), Bjorn Thurau (Europcar), Mateusz Taciak (CCC Polsat Polkowice) i Paweł Franczak (reprezentacja Polski). Peleton początkowo nie chciał odpuścić ucieczki i gonił ją z prędkością 65 km/h. Ale w końcu dał za wygraną i atakujący kolarze powiększali przewagę. Doszła ona maksymalnie do sześciu minut. Czwórka śmiałków uciekała niemal przez cały etap i została wchłonięta na ulicach Rzeszowa – 11,5 km przed metą 3. etapu.
Było nerwowo
Tuż przed finiszem na czele peletonu doszło do małej kraksy, która podzieliła główną grupę. Spowolniło to m.in. Rafała Majkę, ale nasz faworyt ma zaliczony czas zwycięzcy dzięki neutralizacji na ostatnich trzech kilometrach. Wcześniej cudem nie doszło do katastrofy, kiedy na trasę już w Rzeszowie podczas rund finałowych upadły balony reklamowe. Kibice jednak uprzątnęli trasę na sekundy przed wjazdem peletonu.
Na trasie wtorkowego etapu nie było tak wielu kibiców, jak we wcześniejszych dniach. Ale już na w okolicach Rzeszowa, a szczególnie na samej mecie pojawiły się jak zwykle tłumy, którym kolarze zafundowali efektowny finisz sprinterski.
W środę najdłuższy etap tegorocznego TdP z Tarnowa do Katowic o długości 236 km.
rm
[print_gllr id=123352]



4 Responses to "Bos jak prawdziwy boss (ZDJĘCIA)"