
Mówią, że przyjaciel bywa lepszy niekiedy niż brat, gdyż przyjaciela można sobie dobrać. Są zresztą na to liczne dowody, od Kaina i Abla począwszy, na Bronisławie i Adamie P. skończywszy – przy czym ci drudzy są na ogół mniej znani, więc o nich będzie…
Tak to już w sądach bywa, że istnieją tzw. stali klienci, do których zaliczyć również trzeba obydwu braci P., którzy pierwszą sprzeczkę mieli podobno jeszcze w kołysce. Później, gdy dorośli, stawali przed sądem trzykrotnie, za każdym razem wzajemnie się oskarżając, mimo że mieszkali w różnych wioskach i w zasadzie nic ich, poza więzami krwi, nie łączyło. Ilekroć jednak spotkali się oko w oko, tylekroć mieli sobie coś do powiedzenia, a każda, taka rozmowa kończyła się w najlepszym wypadku wymianą wyrazów nieumieszczanych na ogół w słownikach poprawnej polszczyzny.
W tej samej wsi co Bronisław mieszkał również ojciec obydwu zwaśnionych braci – Michał P., który liczył sobie wiosen blisko osiemdziesiąt i od kilkunastu lat był wdowcem. Schorowany staruszek potrzebował opieki, ale żaden z synów mu jej nie zapewniał, pozostawiając go własnemu losowi.
Czasem tylko wpadali p o ż y c z y ć od tatusia parę groszy, a były to przeważnie pożyczki bezzwrotne.
Michał P. był kiedyś zamożnym gospodarzem i do tej pory posiadał jeszcze spore oszczędności, ale wiadomo było, że postanowił zapisać je zupełnie obcej osobie – sąsiadowi, który pomagał mu w cięższych pracach domowych. Jak więc widać, synkowie nie tylko siebie, ale i tatusia także nie bardzo lubili…
Pewnego dnia Adam P. postanowił odwiedzić ojca, jak zwykle w tym samym celu: potrzebował pieniędzy. Pekaes był trochę spóźniony, więc przyjechał pod wieczór. Zapukał raz i drugi, ale nikt nie otwierał. Pchnął zatem mocniej drzwi i wszedł do mieszkania.
Zaświecił światło i zobaczył ojca siedzącego w starym fotelu i śpiącego.
– Tato! – krzykną głośniej, ale nie usłyszał odpowiedzi. Poruszył więc ojca, a wtedy Michał sztywno osunął się na ziemię. Adam odskoczył przerażony. Popatrzył na pobladłą twarz, dotknął zimnej ręki i zrozumiał prawdę: ojciec nie żył!
Początkowo nie wiedział, co robić, chciał nawet po kryjomu opuścić mieszkanie, ale wtedy usłyszał, ja k zaskrzypiały drzwi i jakiś cień wślizgnął się do wewnątrz.
– Dobry wieczór – usłyszał męski głos. – Boże! A to co znowu?
Przerażony Adam poznał głos swego dawnego sąsiada, Wincentego Z.
– Cóż to się ojcu stało? – drżącym głosem powtórzył sąsiad.
Adam opowiedział mu o wydarzeniu, które przed chwilą się tu rozegrało.
– Chwileczkę… – rzekł na to Wincenty Z. – Przecież wczoraj widziałem, jak pański brat prowadził ojca do domu, a obaj byli mocno nietrzeźwi.
Szczególnie ojciec wyglądał na kompletnie pijanego.
– Co słyszę… – mruknął pod nosem Adam. – Ten drań zamordował ojca i na pewno ukradł pieniądze!
W chwilę potem zgłoszono o całym zajściu w miejscowym posterunku MO.
Podejrzany o dokonanie,zabójstwa Bronisław P. został nazajutrz zatrzymany w sąsiedniej wiosce, gdzie przebywał u swoich znajomych. Znaleziono przy nim pieniądze w kwocie ponad 10 tysięcy zł, należące prawdopodobnie do nieżyjącego już ojca.
Bronisław P. nie przyznał się jednak do winy i wyjaśnił, że krytycznego wieczoru Michał upił się i on odprowadził go do domu. Następnie wziął 10 000 zł, które ojciec miał przy sobie, a uczynił tak dlatego, aby pieniądze przechować, gdyż obawiał się, że ojciec może je zgubić.
Wyjaśnieniom tym nie można jednak było dać wiary. W krwi pobranej od denata nie stwierdzono bowiem zawartości alkoholu.
Mimo tak wydawałoby się oczywistej sytuacji, organa śledcze stanęły jednak w obliczu trudnej do rozstrzygnięcia zagadki. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu Michała były daleko posunięte zmiany sklerotyczne i – mówiąc popularnie – śmierć nastąpiła po prostu wskutek starości.
Postanowiono raz jeszcze przesłuchać Bronisława, przedstawiając mu jednocześnie – jako zachętę do praw dziwnych zeznan wynik sekcji. I wtedy
Bronisław wyznał całą prawdę.
Owego dnia, ojciec przyszedł do niego wieczorem, skarżąc się na ból głowy i ogólne osłabienie.
Kiedy rozmawiali, w pewnym momencie Michał usiadł na krześle, wykrzywił usta, począł z trudem oddychać – i wreszcie osunął się na ziemię.
Bronisław chciał podać mu szklankę wody, ale było już za późno na wszelką pomoc. Michał P. nie żył… . Po naradzie z żoną postanowił przetransportować ojca w nocy do jego mieszkania, gdyż bał się plotek, jakie na ten temat mogłyby później krążyć we wsi, podsycane jeszcze przez brata Adama.
Tak też i uczynił.
Gdy zapadła noc, wziął ojca mocno pod ramiona i naśladując pijanego zaniósł do mieszkania.
Następnego dnia wieczorem zamierzał go niby odwiedzić i wtedy stwierdzić jego zgon. Przeszkodził mu w tym przyjazd brata…
Zeznania Bronisława wydawały się bardzo prawdopodobne, co zresztą w identyczny sposób potwierdziła jego żona.
Bronisław został więc zwolniony, a postępowanie umorzone.
Jeden tylko człowiek dotąd nie wierzy wyjaśnieniom Bronisława, twierdząc, że swym postępowaniem zabił on ojca. Człowiekiem tym jest oczywiście jego brat Adam.
A na marginesie tej historii warto jeszcze dodać, że pomiędzy braćmi toczy się w chwili obecnej proces cywilny. Michał nie pozostawił bowiem testamentu i można by przypuszczać, że staruszek uczynił tak umyślnie, żeby chociaż z tamtego świata popatrzeć, jak jego niewdzięczni synowie s p a l a ć się będą z wzajemnej nienawiści i włóczyć bez końca po sądach…
Jan Miszczak



One Response to "Bracia"