Brak śladu też jest śladem

Mł. insp. Konrad Wolak służył w Policji przez 27 lat. Przez większość kariery związany z Komendą Miejska Policji w Rzeszowie. Policjant pionu kryminalnego, a następnie szef wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą. Od 2010 r. do 2018 pełnił funkcję I zastępcy Komendanta Miejskiego Policji w Rzeszowie ds. kryminalnych. Obecnie pracuje jako wykładowca Katedry Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Kryminalistyki i Kryminologii w WSPiA Rzeszowskiej Szkole Wyższej. Fot. Wit Hadło

SuperWywiad z Konradem Wolakiem, byłym I zastępcą Komendanta Miejskiego Policji w Rzeszowie ds. kryminalnych.

– Do 513 zabójstw doszło w Polce w 2017 r. Według policyjnych statystyk, 501 sprawców wykryto. Czy to oznacza, że pozostałe 12 przypadków to zbrodnie doskonałe?

– Nie (śmiech) Nie ma zbrodni doskonałych. To mit, z którym się zmagamy. To zbrodnie, które pozostają niewykryte, ale i one pozostawiają ślady. Te 513 spraw są to przestępstwa określane dla potrzeb statystyki jako „stwierdzone”, czyli te, które policja i prokuratura zakończyła, stwierdzając, że doszło do przestępstwa. Natomiast różnice pomiędzy liczbami to sytuacja, kiedy wyczerpały się możliwości procesowe. Sprawa została umorzona, bo nie zdołano zebrać wystarczających dowodów, żeby przedstawić sprawcy zarzuty. W czynnościach operacyjnych prowadzonych przez policję sprawca zwykle jest wytypowany, wiemy, lub mamy informacje, kto dokonał przestępstwa, jest tylko problem z udowodnieniem, czyli zebraniem wystarczających materiałów. Pamiętam kilka takich postępowań, kiedy wiedzieliśmy, że sprawcą jest dana osoba, ale kodeks postępowania karnego daje określony czas na przeprowadzenie dochodzenia albo śledztwa. Jeśli w tym czasie nie zbierze się odpowiedniego materiału, musimy je zakończyć. To, o czym ludzie nie wiedzą, a często się pisze w decyzjach kończących postępowania, to to, że mimo zakończenia procesowego, sprawa pozostaje nadal w zainteresowaniu policji. Czynności operacyjne cały czas trwają.

– Odpowiedź na pytanie, kto zabił musi potrwać?
– Organy ścigania zawsze traktują śmierć człowieka bardzo poważnie. Nawet jeśli jakieś okoliczności na miejscu zdarzenia wskazują, że mogło dojść do zgonu z przyczyn naturalnych, trzeba zabezpieczyć ślady i rozpocząć ustalanie stanu faktycznego. Najwięcej odpowiedzi na pytanie, czy doszło do zgonu bez udziału osób trzecich, przynosi sekcja zwłok. Tak było np. w przypadku zabójstwa dokonanego w Rzeszowie przez ratownika medycznego na własnej żonie, który upozorował śmierć z przyczyn naturalnych. Sekcja zwłok ujawniła delikatne nakłucie na ciele ofiary i ustalono, że do śmierci kobiety przyczyniła się osoba trzecia. Czasami bywa odwrotnie. Musimy odróżnić sytuację, kiedy ktoś popełnił samobójstwo np. przez powieszenie się od zabójstwa. Pętla wisielcza zostawia charakterystyczny ślad, tzw. bruzdę wisielczą. Jej przebieg wskazuje, czy osoba mogła się sama powiesić czy nie. Z kolei sekcja zwłok wykazuje, czy został przerwany rdzeń, złamana kość gnykowa lub doszło do uduszenia na skutek braku powietrza. Nie można wyrokować, choć oczywiście w przypadku urazów głowy bądź np. ran ciętych, widocznych podbiegnięć krwawych, umiejscowienia plam opadowych i ich wysycenia w określonych miejscach już podczas badania miejsca zdarzenia i wstępnych oględzin ciała denata możemy już wstępnie przyjąć, z czym mamy do czynienia.

– Czy, kiedy dochodzi do mniej wyrafinowanych morderstw niż ukłucie, rodzaj obrażeń może powiedzieć coś na temat emocji, jakie łączyły zabójcę z ofiarą, albo o samym mordercy?
– Zdecydowanie. To specyfika miejsca, w którym doszło do zdarzenia, np. domu, w którym od dłuższego czasu dochodzi do przemocy domowej, jest założona niebieska karta. Wtedy kiedy dochodzi do walki między napastnikiem a ofiarą obrażenia są charakterystyczne dla sytuacji. Z mojego doświadczenia wynika, że kobiety w większości przypadków pozbawiały życia, działając w obronie własnej – kiedy partner nadużywał alkoholu, znęcał się nad nimi. Coś pękało w psychice kobiety lub została doprowadzona do stanu, kiedy musiała walczyć o własne życie, a wtedy zadawała cios przedmiotem, który miała w zasięgu ręki, starając się odeprzeć atak. Jedną z pierwszych takich spraw miałem w latach 90. Mąż był alkoholikiem i po wypiciu alkoholu bił swoją żonę. W trakcie kolejnej awantury kobieta, broniąc się, użyła butelki, którą rozbiła. Zadała mu dwa ciosy tzw. tulipanem. To doprowadziło go do śmierci. Policjanci zbadali miejsce, ustalili okoliczności, przesłuchali świadków, przeprowadzili oględziny miejsca zdarzenia i ciała denata. Mężczyzna miał rany kłute i szarpane po tej butelce. Sekcja zwłok wykazała, która z ran była śmiertelna. Doszło do przecięcia tętnicy szyjnej i wykrwawienia się.

– W takich wypadkach dochodzi do jednego uderzenia?
– Zwykle kilku, ponieważ nasza psychika jest nastawiona na to, że mamy się bronić skutecznie i zneutralizować atakującego. Z drugiej strony mamy naturalną skłonność do tego, żeby nie przesadzać. Musimy sobie zapewnić bezpieczeństwo, bo to jest podstawowa potrzeba człowieka, ale walczymy do momentu, kiedy ustępuje atak.

– Zdarza się, że sprawca dosłownie masakruje ciało. Co go do tego motywuje?

– Trudno powiedzieć. Kryminologia zajmuje się badaniem przestępstwa i sprawcy, natomiast nie ma reguły, która by powiedziała, że brat zabije brata np. siekierą. Kilka lat temu w jednej z podrzeszowskich miejscowości, syn zabił matkę kilkoma nożami i tasakiem. Kryminalistyczne badanie miejsca, w którym doszło do przestępstwa pozwala wywnioskować, w jakich okolicznościach doszło do zabójstwa. Natomiast oględziny wewnętrzne ciała dają odpowiedzi na pytania o sam mechanizm powstania obrażeń, ran śmiertelnych. Pozwala to wnioskować, jak zadawano te obrażenia, ciosy – mówi, w jakiej kolejności powstały, które powstały za życia, a jakie już po śmierci, a przede wszystkim, które spowodowały zgon. Na tych ustaleniach opiera się kierunek śledztwa, od nich zależy kwalifikacja czynu i rodzaje przyjmowanych wersji śledczych oraz dalszych czynności. Aktualnie media i minister sprawiedliwości głośno i z oburzeniem komentują orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Sieradzu w sprawie zabójstwa 3-letniego chłopca. Tu mamy przykład tego, jak istotną rolą w określeniu kwalifikacji czynu mają obrażenia ustalone przez biegłego z zakresu medycyny sądowej. Ich charakter decyduje, czy prokurator zdecyduje zakwalifikować to jako zabójstwo czy ciężkie uszkodzenie ciała ze skutkiem śmiertelnym.

– Co Pan myśli o tym wyroku?
– Nie znamy szczegółów ustaleń, natomiast granie na emocjach i wzbudzanie atawizmów w stosunku do sędziów wydaje mi się bardzo nie na miejscu. Sąd bierze pod uwagę, czy zabójstwo było zaplanowane. Jeśli ktoś kogoś uderzy, może to spowodować ciężki uszczerbek ciała mogący skutkować nawet śmiercią. W tym przypadku – z relacji prasowych słyszymy, że było jedno uderzenie i trudno opinii publicznej ustalić, jaki był jego mechanizm, jak zostało zadane, w jakich okolicznościach. Za spowodowanie ciężkiego uszczerbku ciała skutkującego śmiercią kodeks karny także przewiduje wysoką karę:  od lat 5 do 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocie. Musi być gradacja kary odpowiednia do popełnionych, ale i precyzyjnie określonych czynów. Nie można wszystkiego nazwać zabójstwem. To można spokojnie i rzeczowo ocenić, a emocjonalne podgrzewanie nastrojów nie służy rzetelnej ocenie. 3 lata temu w Rzeszowie miało miejsce zabójstwo 6-miesięcznego Maksa. Na tej sprawie też można by grać emocjami. Przypomnę, że to właśnie m.in. charakter obrażeń, które opisał biegły, pokazały mechanizm działania sprawcy. Dowiedzieliśmy się, czy wyjaśnienia składane przez zatrzymanego wskazują prawdziwy przebieg zdarzenia. Obrażenia opisane przez biegłego wskazały, że nie mogło do nich dojść w wyniku zwykłego upadku. Ich rodzaj i ilość wykluczały przypadek. Dzięki tym informacjom mogliśmy również ustalić właściwego sprawcę tej makabrycznej zbrodni. Charakter obrażeń ustalony przez biegłego, zebrane ślady na miejscu zdarzenia, ekspertyzy kryminalistyczne i zeznania świadków dały obraz całości, który bez wiedzy o tych szczegółach, może być zupełnie różnie przedstawiany – w zależności kto, jaki cel chciałby osiągnąć. Najgorzej, jeśli za sąd sądzą politycy.

– Czy nie ze względów nacisków politycznych i społecznych Komenda trafił do więzienia?
– Do tej pory żyłem w przekonaniu, że coś takiego nie może się zdarzyć. W europejskim systemie prawnym i praktyce obowiązuje zasada, iż „lepiej uniewinnić jednego winnego, niż skazać jednego niewinnego”. Częściej spotykałem się z sytuacją, kiedy prokurator mówił: „Nie, ja z tym nie pójdę do sądu”, bo miał za mało dowodów, niż bez względu na zebrany materiał w sprawie, sporządzał akt oskarżenia, aby np. „się wykazać”. Innym razem sąd stwierdzał, że materiał dowodowy wzbudza wątpliwości i uniewinniał. Samo przyznanie się do winy, albo czyjeś pomówienie nigdy nie stanowiło argumentu, żeby iść z tym do sądu. To nie jest niepodważalny dowód, bo przecież zawsze można odwołać wyjaśnienia. Trzeba mieć inne dowody, żeby mieć stuprocentową pewność, że człowiek jest winny.

– Problem w tym, że widząc cierpienie dziecka, najchętniej skazalibyśmy oprawcę na dożywocie…
– Śmierć dziecka dla każdego z nas jest wstrząsem. Policjanci, prokuratorzy, sędziowie lub adwokaci nie mogą poddawać się emocjom. Rozumiemy rodzinę, ale ona nie wie o wszystkich ustaleniach. Nie informujemy rodziny o ustaleniach operacyjnych, które są niejawne.

– A wtedy słyszymy „policja nic nie robi”.
– Tak to może wyglądać. Wykorzystujemy w pracy informacje niejawne stanowiące o naszej „kuchni policyjnej”. Nie możemy tego ujawniać. W zbrodniach, w których ofiarami są dzieci jest dużo emocji. Mało tego, sytuację starają się wykorzystywać strony procesowe – obrońca podejrzanego i pełnomocnik rodziny – grając tymi emocjami. Najgorzej, jeśli ktoś próbuje na tym zebrać kapitał polityczny. Wtedy jest już dramat. Profesjonalizm nie pozwala nam, żeby ulegać naciskom.

– Czyli, kiedy kilka miesięcy temu zaginął 5-letni Dawid i wiele osób mówiło, że policja nie ma pojęcia gdzie szukać, to tak nie było?
– Nie znam szczegółów, ale sytuacje, kiedy dochodzi do zaginięć dzieci są priorytetowo traktowane. Jeśli wskazane przez zgłaszającego zaginięcie okoliczności wskazują, że zaginionemu grozi niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia, w jednostce Policji ogłoszony zostaje alarm i wszyscy policjanci są wzywani do stawienia się w jednostce. „Uruchamiane” są także media. Proszę mi wierzyć, że policja robi wszystko, żeby przynajmniej pozyskać informacje kierunkujące dalsze czynności. Policja musi być skuteczna, a działanie przy „otwartej kurtynie” może doprowadzić do czegoś zupełnie odwrotnego. To, co przekazuje, ma dać określony efekt. Jeśli powiemy, że „tu i tu było widziane dziecko”, aktywizuje to społeczeństwo.

– A czy policja może wykorzystać media, żeby przekazać określony komunikat mordercy?
– Jak najbardziej. Może przekazać sygnał, który ma na celu sprowokowanie typowanego sprawcy  do określonego działania. Wszystko zależy od okoliczności, ale media mogą być takim przekaźnikiem.

– Zdradzi Pan, jak policjanci mogą wpłynąć na przestępcę?
– Przypominam sobie, że oddziaływaliśmy na sprawcę, wysyłając do niego list, który sprowokował go do pewnego działania. To był anonim, ale skonstruowany tak, żeby domyślał się od kogo może pochodzić. Zrobił coś, co potwierdziło naszą wersję, a jego działanie pozwoliło uzyskać materiał dowodowy. Nie mogę więcej zdradzić. To jedna z dopuszczalnych metod pracy operacyjnej.

– Dawida w końcu znaleziono. Co jeśli – tak jak w przypadku pielęgniarki z Jasła – nie ma ciała?
– Rzadko się zdarza, że prokuratura decyduje się postawić zarzuty, nie mając ciała. W tym wypadku musi być logicznie ze sobą powiązany mocny łańcuch poszlak, dlatego przyjęto, że doszło do zabójstwa. Przypomnę, że w takich sprawach, gdzie nie odnaleziono ciała ofiary, również zapadały prawomocne wyroki skazujące – i to na dożywocie. Np. Sąd Apelacyjny w Warszawie w listopadzie 2019 r. za zabójstwo czterech osób skazał Mariusza B. na wyrok dożywotniego pozbawienia wolności za każde z nich. Był on oskarżony o zamordowanie męża i córki swej kochanki, partnera z kursu tańca oraz księdza, który przed laty miał molestować Mariusza B. Ciał tych ofiar nie odnaleziono.

– Co może świadczyć o zbrodni, jeśli nie ma zwłok?
– Miejsce, w którym mogło dojść do zdarzenia oraz znajdujące się tam ślady. Jeśli mamy informacje o narzędziu zbrodni – czy była nim broń palna, nóż, czy np. siekiera to też kierunkuje nasze czynności, bo od uderzeń np. siekierą powstają ślady rozbryzgowe krwi. Na obuchu narzędzia szukamy krwi, włosów, naskórka. Wszystkie ślady biologiczne pochodzące i od ofiary i od sprawcy tam są, nawet jeśli przestępca stara się wyczyścić to miejsce i ich pozbyć. Nie ma zbrodni doskonałej. Ślady zawsze będą, a brak śladów też jest śladem. Kolejna sprawa to ukrycie zwłok. Ludzkie ciało to biologia. Podczas transportu ślady biologiczne zawsze zostają. Nawet, gdy mamy do czynienia ze sprawcą, który miał na sobie kombinezon i nie zostawi naskórka, to zostawi swój zapach. Osmologia jest niedoceniana, ale bardzo skuteczna. Spektrum śladów jest naprawdę ogromne – począwszy od biologicznych, w tym badanie śladów DNA, daktyloskopijnych, poprzez traseologiczne, fizykochemiczne, fonoskopijne, pamięciowe, mechanoskopijne aż po balistyczne czy ostatnio informatyczne.

– To prawda, że w ustaleniu winnego najważniejsze na miejscu zbrodni jest narzędzie?
-Nie przeceniałbym tego, ale jest istotnym dowodem. To przedmiot, który bezpośrednio przyczynił się do śmierci. Po za tym to zwykle sprawca zostawia na nim ostatni ślady. Jeśli nie mamy narzędzia zbrodni, możemy ją udowodnić w inny sposób, ale byłoby bardzo dobrze, gdyby było ono wśród materiału dowodowego (śmiech).

– Co narzędzie może powiedzieć o sprawcy?
– Sposób jego użycia może nam wskazać, czy to była osoba praworęczna czy leworęczna. Jeśli to był nóż, ważne jest, czy zabójca o niego dbał, miał wprawę w jego używaniu i może być np. rzeźnikiem, czy też narzędzie było przypadkowe. W przypadku broni palnej istotny jest jej rodzaj, czy np. jest myśliwska, broń krótka czy w końcu kaliber broni. Czy mogła być też używana na miejscu innego przestępstwa. To może świadczyć o tym, czy planował zabójstwo, a może skorzystał z narzędzia w zasięgu ręki używając np. rozbitej butelki, kamienia, czy noża.

– W Polsce więcej jest zabójstw zaplanowanych czy tych popełnionych pod wpływem impulsu?
– Nie mam aktualnie statystyk, ale z doświadczenia wiem, że większość zabójstw dokonanych przez kobiety wynikała z obrony przed atakiem mężczyzny. Nie pamiętam z praktyki wcześniej sytuacji, żeby kobieta zaplanowała dokładnie zbrodnię zabójstwa. Choć ostatnie dni pokazują, że tak też bywa, bo jeśli chodzi o zlecenie komuś zabójstwa, mogła nie planować w szczegółach zbrodni, natomiast zleciła jej wykonanie komuś innemu. To rzeczywiście wyrachowane, przemyślane działanie. Był też przypadek, kiedy w Białymstoku żona zleciła podłożenie ładunku wybuchowego pod samochód męża. Odrębną kategorią jest sytuacja, kiedy kobieta w szoku poporodowym pozbawia życia swoje dziecko, ale tu nie mamy do czynienia z wyrachowanym postępowaniem. Najczęściej dochodzi do tego pod wpływem emocji, które zaburzyły funkcjonowanie psychiki kobiety.

– A mężczyźni?
– Oni się tym czasami trudnią. W końcówce lat 90. i na początku 2000 r. kiedy dochodziło do walk gangów, był to sposób na życie ich członków oraz wyeliminowanie konkurencji. Wtedy raz w tygodniu w Warszawie, Gdańsku czy gdzieś na Śląsku wybuchały ładunki wybuchowe i dochodziło do strzelanin. Te zabójstwa były najczęściej zaplanowane i wyrachowane. Jest też grupa przestępstw na tle seksualnym, kiedy mężczyzna w wyniku niepohamowanego popędu, wynikającego z niestabilności psychicznej dokonuje innej czynności seksualnej czy zgwałcenia. Zaburzona psychika popycha go do pozbawienia życia ofiary w obawie przed tym, że może mu zagrozić, donosząc na policję.

– Zbrodnia ma płeć?
– Kobiety stanowią duży mniejszy odsetek sprawców zabójstw niż mężczyźni. Od 1992 do 2011 r. kształtowało się to na poziomie 12-13 proc. spraw. Trzeba pamiętać, że to są podejrzani, czyli osoby, które w trakcie postępowania przygotowawczego miały postawione zarzuty. Mężczyźni z pewnością dominują. Są na ten temat teorie, m.in. o więzi społecznych czy samokontroli Travisa Hirschiego, która mówi o tym, że w ogóle jeśli chodzi o przestępczość, płeć kobieca popełnia mniej czynów przestępczych. Badania Hirschiego wskazują, że kobiety są socjalizowane w sposób bardziej relacyjny, skoncentrowany na budowaniu i podtrzymywaniu więzi i relacji, niż mężczyźni, a to prowadzi do konstatacji, że płeć społeczno-kulturowa wpływa na kształt więzi społecznych, warunkujących przestępczość.

– Kobiety są mniej wybuchowe? To by się chyba kłóciło z rzeczywistością?
– Mężczyźni też mają wybuchowe charaktery. Do tego dochodzi wysoki poziom testosteronu. W innych przestępstwach – bójkach, pobiciach uszkodzeniach ciała mężczyźni też dominują. Na co dzień to jednak kobiety są bardziej opanowane.

– Czy to prawda, że ofiara najczęściej znała mordercę?
– W zabójstwach na zlecenie nie zawsze (śmiech), natomiast z reguły tak. Zabójstwo jest najczęściej dokonywane na osobie, która zdaniem mordercy może mu zagrażać, albo wyładowuje na niej swoje frustracje spowodowane jej zachowaniem. Może mu np. przypomnieć o jakimś zdarzeniu. Są też inne powody. Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy mężczyzna nie chce już być z kobietą. Wydawałoby się nic prostszego, jak powiedzieć „Rozstajemy się”, ale on pozbawia kobietę życia. Jedno z zabójstw, które mocno zapadło mi w pamięć, dokonał czynny policjant. Był w związku z dziewczyną, spodobała mu się inna, ale okazało się, że z obecną był w ciąży, więc postanowił „rozwiązać problem”. Upozorował napad na tle rabunkowym, w którym sprawca ranił i udusił jego partnerkę. Zachowywał się jak ofiara przestępstwa. Miał z nimi do czynienia, więc wiedział, co robić. Pomijając mało spójną opowieść o zdarzeniu, która zaniepokoiła kolegów, to sekcja zwłok oraz informacja o ciąży ukierunkowała dalsze czynności, które doprowadziły do zatrzymania policjanta. Nigdy nie wiadomo, na co stać drugiego człowieka.

– Zazwyczaj, gdy sąsiedzi mówią w mediach o mordercach, słyszymy: „To był miły i spokojny chłopak, zawsze mówił dzień dobry”. Ci ludzie przestają być mili, czy my nie zauważamy, że mieli drugą twarz?
– Chyba do głosu dochodzi druga część natury. Bywają sytuacje, kiedy tę „zapadkę” przestawi drobne zdarzenie, informacja i ten grzeczny człowiek podejmie czynności, o które nikt by go nie podejrzewał. Wiemy, jakie są wzorce kulturowe, kanony zachowań, a jednak dana osoba decyduje się zlikwidować drugą osobę. Psychika ludzka jest niezbadana.

– Myśli Pan, że niektórzy rodzą się mordercami, a może to wpływ wychowania, społeczeństwa?
– Można tak zakładać, jednak nikt tego nie udowodnił. Moim zdaniem, nikt nie rodzi się mordercą. Z pewnością nasze zachowania determinuje nasze środowisko, w którym odbieraliśmy wychowanie – socjalizacja, czynniki osobowościowe, charakter, temperament, samokontrola, hormony, czy w końcu zażywane używki, środki psychotropowe itp. Do każdej tragedii prowadzi splot wielu czynników i okoliczności, więc trudno na kogoś wskazać i stwierdzić – on jest urodzonym mordercą. Chociaż być może i tak jest.

Rozmawiała Wioletta Kruk

3 Responses to "Brak śladu też jest śladem"

Leave a Reply

Your email address will not be published.