Brawo francuski sąd! A my nie bądźmy obojętni

Valérie Bacot wyszła z budynku francuskiego sądu wolna i wróciła do swoich dzieci. Tylko tyle i aż tyle. Ale czy tak powinno być? Czy sąd powinien uwolnić kogoś, kto całkiem świadomie i z premedytacją pozbawił życia inną osobę, własnego męża, ojca swoich dzieci?
Wiemy, co ów mąż i ojciec jej czworga dzieci robił 40- letniej dziś Francuzce. Od 12. roku jej życia gwałcił ją, bił, torturował, więził i zmuszał do prostytucji. Przez dwie dekady nikt nie pomógł dziewczynce i kobiecie, włącznie z jej matką, która była wcześniej konkubiną jej oprawcy!
Matka kobiety mogła być bezdusznym, podłym potworem, tak samo jak jej konkubent, a późniejszy mąż Valérie, Daniel Polette. Mogła, bo niektórzy ludzie są podłymi potworami. Ale przecież dramat Valérie rozgrywał się przez dwadzieścia lat nie w jakimś kraju III świata, nie w dżungli czy na pustyni, tylko w sercu Europy! Naturalne jest pytanie: gdzie byli inni ludzie? Gdzie były służby i instytucje, których obowiązkiem było chronić kobietę przed jej mężem
– oprawcą?
Otóż ludzie byli wokół, a służby i instytucje teoretycznie pracowały. Teoretycznie, bo kobieta zakończyła swoją gehennę sama. Po tym zgwałcił ją kolejny klient jednoosobowego „domu publicznego”, którym uczynił Valérie jej mąż, wzięła do ręki pistolet, wymierzyła w Daniela Polette’a i nacisnęła spust. Polette nie żył, już nie zagrażał ani jej, ani jej dzieciom, już nie mógł ich skrzywdzić.
Czy naprawdę tak musiało być? Czy Polette nie powinien gnić od dawna w więzieniu za zgwałcenie 12-letniej Valérie? Powinien, ale nie gnił, bo choć aparat państwa doskonale wiedział co zrobił, oskarżono go jedynie o napaść seksualną i po odbyciu krótkiej kary wrócił do domu. Do tego samego domu, gdzie z matką, podłą i bezduszną kobietą, mieszkała jego ofiara! Jak to możliwe, że nikt nie zainteresował się 17- letnią Valérie, gdy zaszła z Polette w ciążę i została wyrzucona z domu, a następnie zmuszona do poślubienia swego oprawcy. Czy nikt z sąsiadów nie widział i nie słyszał, że kobieta jest maltretowana fizycznie i psychicznie oraz zmuszana do prostytucji? W końcu, co kierowało policjantami, którym przerażone dzieci Valérie i Polette’a doniosły o sytuacji matki, a ci upierali się, że „to nie ich rewir” i żądali, by zastraszona do granic, śledzona, bita i gwałcona kobieta sama przyszła na posterunek?
Po zabójstwie męża Valérie napisała książkę o swoim życiu z nim. Ma ona nader znamienny tytuł: „Wszyscy wiedzieli, ale nikt nic nie powiedział”. Tak, wszyscy wiedzieli od dawna, od niemal zawsze. Ale nikt nie zareagował. Ci, którzy nie mają pojęcia, czym potrafi być i jak działać przemoc domowa, często mówią, że ofiara takiej przemocy mogła przecież odejść od swego oprawcy. Bo to przecież takie proste jest: podnieść się z podłogi po kolejnym gwałcie, poprawić ubranie, powiedzieć „do widzenia” mężowi, który bije młotkiem po głowie i wyjść sobie, kierując swe kroki na policję. Otóż nie! Wcale nie jest proste. jest dla kogoś w stanie, w jakim była Valérie, nierealne…
Groziło jej dożywocie, a odsiedziała w sumie rok w areszcie śledczym, bo sąd
– zgodnie zresztą z oczekiwaniami pani prokurator – skazał Valérie na 5 lat więzienia, w tym na cztery w zawieszeniu. Pod petycją, by uwolniono kobietę, która zabiła męża – potwora podpisało się 705 tys. ludzi. Sporo…Szkoda tylko, że nikt z tych ludzi nie stanął na drodze Valérie, gdy jej koszmar z Polette’em trwał. A może stanął i nic nie zrobił wtedy?
Możemy wszyscy cieszyć się z takiego wyroku francuskiego sądu, niewątpliwie. Brawo francuski sąd! Ale żaden sąd nie zwróci 40-latce ponad 20 lat jej życia. Żaden sąd nie sprawi, że zapomni gwałty, bicie, upokorzenie, strach… Valérie jest wolna – jej oprawca nie żyje, a ona opuściła areszt śledczy. Jednak nigdy nie będzie wolna od tego, przez co musiała przejść przez obojętność ludzi. Zapamiętajmy jej historię nie tylko w kategoriach słusznego wyroku sądu i osobistej tragedii Valérie. Pamiętajmy o tym, że taka właśnie Valérie może mieszkać za ścianą, być naszą koleżanką z pracy, czy krewną. Nie bądźmy tymi, którzy wiedzą, ale nic nie mówią …

Redaktor Monika Kamińska

10 Responses to "Brawo francuski sąd! A my nie bądźmy obojętni"

Leave a Reply

Your email address will not be published.