Bródka będzie trenować w Sanoku?

Czy tor Błonie w Sanoku wygra wyścig o zadaszenie? Fot. Archiwum
Czy tor Błonie w Sanoku wygra wyścig o zadaszenie? Fot. Archiwum

ŁYŻWIARSTWO SZYBKIE. Są plany, by w Grodzie Grzegorza powstało Polskie Centrum Sportów Zimowych.

Po złotym medalu Zbigniewa Bródki dziennikarze i kibice zaapelowali do polityków, by ci sypnęli groszem na okrutnie zaniedbane polskie panczeny. Sanok od dawna uczestniczy w wyścigu o pieniądze, które pozwolą przykryć tor lodowy.

– Pierwszy na mecie wygra w obszarze łyżew szybkich. Będzie mógł gościć naszych kadrowiczów, którzy teraz przygotowują się w Niemczech albo w Holandii. Przykrycie naszego toru Błonie to wydatek ok. 30 mln zł. Miasto nie dysponuje takimi pieniędzmi. W sprawę muszą się więc zaangażować władze wojewódzkie, choć walczymy oczywiście o finanse z centrali. Rywalami są Tomaszów Mazowiecki, Warszawa i Zakopane. W Polsce bowiem tylko cztery miasta dysponują torami do jazdy szybkiej – mówi Damian Delekta, dyrektor MOSiR w Sanoku.

Nie poznała toru
Niewielki Gród Grzegorza posiada duże tradycje (olimpijczycy Katarzyna Bachleda-Curuś, Maciej Biega), całkiem porządną bazę i jeszcze większe ambicje.
– Mamy marzenie, by właśnie u nas powstało Polskie Centrum Sportów Zimowych. Jest Arena Sanok dla hokeistów, tor dla panczenistów i short-tracku, w planach jest budowa toru bobslejowego w pobliskim Arłamowie. Od 15 lat modernizujemy ośrodek, który teraz spełnia międzynarodowe standardy. Kaśka Bachleda-Curuś przyjechała tu przed rokiem i nie mogła poznać toru, na którym się wychowała – podkreśla Delekta.

– Hala i kryty tor? Chciałbym, żeby w końcu skończyło się mówienie o tym, a zaczęła realizacja projektu. Nie wyobrażam sobie tego inaczej. Jeżeli hala nie powstanie, to większość z nas straci motywację i wiarę w to, że może być lepiej – przyznawał Bródka w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” już po zdobyciu pierwszego złotego medalu olimpijskiego w historii polskich panczenów.

6 milionów na olimpijczyka
Przy okazji warto spytać o cały system szkolenia, bo przecież Bródka wyskoczył trochę jak diabeł z pudełka. Holendrzy, którzy w Soczi biją wszystkich jak leci, nie mogli uwierzyć, że Polak musi dorabiać jako strażak, że we własnym kraju nie ma gdzie trenować.

– Przyjmuje się, iż w każdym społeczeństwie zaledwie 5 procent ludzi posiada predyspozycje, by być zawodowym sportowcem. I te 5 procent trzeba znaleźć, zachęcić do wysiłku, odpowiednio przygotowywać i wynagradzać. Najpierw proces selekcji, potem opieka. U nas to kuleje. W dużej mierze z powodu braku pieniędzy, bo szacuję, że wychowanie olimpijczyka kosztuje ok. 6 mln złotych – przedstawia sytuację Romuald Kaszubowicz, prezes Podkarpackiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, zwracając uwagę, że największy problem leży gdzie indziej.

– Ciągnie się od pokoleń. To przejście z wieku juniora do seniora. Jeśli w Polsce młody sportowiec w pierwszym sezonie w seniorach nie zdobędzie medalu, zostaje bez środków do życia. Na Zachodzie ma 5-6 lat na pokazanie swoich możliwości. Zostaje zatrudniony w straży, wojsku albo policji, nie martwi się o kasę i spokojnie ćwiczy w doskonałych warunkach. Na koniec pokazuje, co potrafi. Jeśli nie osiągnął poziomu dającego nadzieję na medal w najważniejszych imprezach, to się mu dziękuje za współpracę – tłumaczy Kaszubowicz.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.