
PODKARPACIE, KRAJ. Dziś przeciwnicy marginalizacji małych sądów spotkają się z członkami sejmowej komisji sprawiedliwości.
Wśród przeciwników rządowego pomysłu zamiany 79 najmniejszych sądów rejonowych w kraju w wydziały zamiejscowe większych są także przedstawiciele z Podkarpacia, m.in. burmistrz Lubaczowa, Maria Magoń. Samorządowcom z miast, gdzie sady mają stracić status „rejonówek”, nie podoba się marginalizacja małych sądów. Nie podoba się ona także niektórym sędziom w nich orzekającym. Dlatego podpisali się pod obywatelskim projektem ustawy zainicjowanym przez poselski klub PSL w celu „obrony” małych sądów.
Choć podpisane w październiku przez ministra Jarosława Gowina rozporządzenie przekształcające 79 sądów w niewielkich miastach kraju w zamiejscowe wydziały sądów większych ma rzekomo niczego nie zmieniać, to jednak przeciwnicy tej reorganizacji uważają, że to początek marginalizacji nie tylko sądów. – W naszym mieście mamy prokuraturę i komendę powiatową policji, a powiat jest przygraniczny i rozległy – mówi burmistrz Lubaczowa, Maria Magoń. – Ponadto mamy też ośrodek dla nieletnich – przypomina. – „Degradacja” naszego sądu spowoduje utrudnienia w rozpatrywanych sprawach, a także zwyczajnie narazi naszych mieszkańców na niedogodności – uważa pani burmistrz. – Dla przykładu: mieszkaniec Narola ma do Lubaczowa około 40 kilometrów, ale już do Jarosławia, w którym ma być po reorganizacji najbliższy sąd rejonowy musi dojechać 80 kilometrów – wyjaśnia M. Magoń. – Prezes sądu będzie w Jarosławiu, więc tam z jakimkolwiek odwołaniem, czy skargą będą się musieli zwracać lubaczowianie i mieszkańcy powiatu lubaczowskiego – zauważa.
Już teraz łatwo nie jest
Już teraz w małych sądach nie wszystko można na miejscu załatwić. Na przykład w „rejonówce” w Przeworsku kasa jedynie przyjmuje wpłaty. Jeśli ktoś ma zwrot kosztów dojazdu do sądu, gdzie występuje na przykład jako świadek, to wypłacić gotówkę może mu jedynie kasa jarosławskiego sądu. – Widziałam sytuację, kiedy starsza kobieta miała kilkuzłotowy zwrot za bilet PKS-u i nie wypłacono jej w przeworskim sądzie – opowiada nasza Czytelniczka. – Możliwy jest tylko przelew na konto, ale przecież wielu starszych ludzi kont nie ma, albo wysłanie przekazu, co bywa znacznie droższe niż wynosi suma do zwrotu – uśmiecha się kobieta.
Burmistrz Magoń widzi jeszcze inne absurdy wynikające z administrowania sądami. – Za finanse sądów naszego regionu odpowiada Kraków, a za administrację Lublin – mówi. – Kiedy w lubaczowskim sądzie potrzebna jest ryza papieru, zamawia się w Lublinie, a tam występują do Krakowa o pieniądze. Teraz czeka nas kolejne „ogniwo”, czyli sąd w Jarosławiu – wzdycha. – Dlatego nie chcemy tej reorganizacji i liczymy na owocne rozmowy z członkami komisji – dodaje.
Monika Kamińska



One Response to "Bronią małych sądów w swoich miastach i powiatach"