Buchnął busa

Pewien młody (32 lata), pracowity i ambitny przedsiębiorca założył niedawno własną firmę, którą sukcesywnie rozwijał, zatrudniając coraz więcej pracowników. Aż wreszcie coś go podkusiło i zatrudnił też Filipa G., który tym różnił się od swego pracodawcy, że nie był ani ambitny, ani pracowity. Jeśli cokolwiek ich łączyło, to tylko tyle, że ten Filip też miał 32 lata.
Wkrótce po otrzymaniu angażu Filip G. przyszedł do pracy pijany, co natychmiast zauważył szef i kazał mu niezwłocznie oddalić się od firmy i wrócić dopiero wtedy, gdy wytrzeźwieje, co było z jego strony dużą wyrozumiałością i chęcią dania szansy nowemu pracownikowi. Kiedy ten jednak następnego dnia stawił się jeszcze bardziej wstawiony, to szef wywalił go z roboty, informując ponadto, że nie zapłaci mu ani grosza.
I tu rozpoczyna się akt drugi tej historii.
Filip rzucił na odchodne kilkoma wulgarnymi wyrazami, po czym udał się do swego koleżki Konrada Z., który niedawno wyszedł z pierdla i powiedział mu, że ma na oku łatwą i intratną robotę. Zapytał też, czy kumpel kryminalista jest gotowy do pomocy w tym przedsięwzięciu. Konrad Z. odrzekł, że nawet bardzo gotowy, bo od dawna marzy mu się jakaś solidna kradzież.
Wtedy Filip przemówił do niego mniej więcej tymi słowy: – Drogi przyjacielu! Mój parszywy szef wywalił mnie z roboty i nie dał ani grosza. Więc muszę dostać, co moje. Tak się składa, że przed odejściem udało mi się zwinąć kluczyki od firmowego busa, który parkuje na placu. Więc buchniemy ten pojazd, udamy się do warsztatu znanego nam pasera, który tego busa rozbierze na części, sprzeda i da nam godziwą dolę.
– Wyśmienity pomysł – krótko ocenił Konrad Z., który też nie był trzeźwy, po czym już najbliższej nocy obaj zakradli się na plac przed zakładem i ukradli auto. Okazało się jednak, że w baku jest mało paliwa, więc przejechali tylko kilka kilometrów, po czym zaparkowali w gęstych zaroślach, by rano pomyśleć, jak dojechać do warsztatu pasera. Po drodze zdążyli jednak kupić sporą ilość wódeczki, którą spożyli w skradzionym aucie za sukces i… usnęli.
Właściciel przyszedł rano do firmy, zobaczył, że nie ma auta i wezwał policję, a ta dość szybko odnalazła w chaszczach nie tylko busa, ale także śpiących w nim złodziei.
Bus wrócił do firmy, kumpel Filipa do pudła, a on sam niebawem do niego dołączy.
JAN M.

Leave a Reply

Your email address will not be published.