Budżetówka wszczyna bunt. Ultimatum dla rządu

Pielęgniarki swoje niezadowolenie z warunków pracy i płacy manifestowały podczas pikiety przed Urzędem Marszałkowskim. Fot. Wit Hadło
Pielęgniarki swoje niezadowolenie z warunków pracy i płacy manifestowały podczas pikiety przed Urzędem Marszałkowskim. Fot. Wit Hadło

KRAJ, PODKARPACIE. Propaganda sukcesu głoszona przez PiS doprowadziła do tego, że kolejne grupy zawodowe żądają od rządu podwyżek. Bo skoro jest tak cudownie w gospodarce, to ludzie chcą lepiej zarabiać.

Jeśli rząd nie odmrozi płac w budżetówce i nie znajdą się pieniądze na podwyżki, Polskę może czekać paraliż. Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych grozi strajkiem generalnym. 10 lipca zaczęli protestować policjanci. Od dziś dołączają do nich pozostałe służby mundurowe. Od dawna wrze wśród nauczycieli i pielęgniarek. Protestu nie wykluczają też lekarze, ratownicy medyczni, a nawet pracownicy sanepidu.

Związkowcy postawili rządzącym trzy postulaty: wzrost wynagrodzeń o 12 proc. (wyliczyli, że o tyle skurczyły się płace przez lata bez waloryzacji), powiązanie wzrostu płac z tempem wzrostu PKP, a także podniesienie minimalnego wynagrodzenia do wysokości 50 proc. średniej płacy.

Sprzeciw mundurowych i nauczycieli
Policjanci protestują już od 10 lipca. Domagają się m.in. przywrócenia 30 dni płatnych za zwolnienia lekarskie, waloryzacji uposażeń, płatnych nadgodzin i zmiany systemu emerytalnego. Chcą także podwyżki o 650 zł. W ubiegłym tygodniu Rada Federacji Związków Zawodowych Służb Mundurowych poinformowała, że do policjantów przyłączają funkcjonariusze pozostałych służb mundurowych. Protest rozpocznie się 16 lipca i oprócz Policji obejmie Służbę Więzienną, Straż Graniczną, Państwową Straż Pożarną oraz Służbę Celno-Skarbową. Powodem podjęcia tej decyzji jest brak porozumienia gwarantującego realizację żądań jakie zostały mu przesłane szefowi MSWiA Joachimowi Brudzińskiemu jeszcze 12 marca 2018 r.

– Borykamy się z potężnymi problemami. Największym kłopotem wszelkich służb w tej chwili jest brak kandydatów do tych służb. W policji nigdy wcześniej to nie miało miejsca. Dlaczego tak jest? Bo etos funkcjonariusza podupadł. Wiąże się to m.in. z płacą i uregulowaniami emerytalnymi – mówi Rafał Jankowski, przewodniczący NSZZ Policjantów. – Chcemy, żeby służby były sprawne, silne, szybkie, ale żeby tak było trzeba ściągnąć najlepszych ludzi i trzeba im dobrze płacić – nie ma złudzeń Jankowski. Rozmowy policjantów z ministerstwem nadal trwają. – Myślę, że to iż do protestu dołączyła Straż Pożarna, Straż Graniczna czy Służba Więzienna wzmocni naszą pozycję i będziemy się powoli zbliżać do brzegu negocjacji. Dla dobra społeczeństwa i państwa nasze postulaty powinny zostać spełnione – przekonuje przewodniczący NSZZ Policjantów. Jak twierdzi, jest optymistą i wierzy, że uda się porozumieć.

Niezadowolenia od dawna nie kryją również nauczyciele. – Są zwolnienia z pracy, wielu nauczycieli jest zatrudnionych na części etatu. Do tego wynagrodzenie, które otrzymują w rzeczywistości jest wynagrodzeniem żadnym – podkreśla Stanisław Kłak, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego na Podkarpaciu. – Mówi się, że nauczyciele dostają średnio ponad 5 tys. zł., podczas gdy faktycznie ponad 70 proc. bierze niewielkie wynagrodzenia – zaznacza. Wyższe pensje dyrektorów,  pieniądze za zastępstwa, odprawy, czy nadgodziny powodują, że średnia pensja jest dużo niższa. ZNP nadal optuje za podwyżkami płac na poziomie 10 proc., a nie jak zaproponowała minister Zalewska – 5 proc. – Koledzy z Solidarności zapowiedzieli 15 września protest w Warszawie. Dlaczego nie byli z nami, gdy my protestowaliśmy? Gdybyśmy wszyscy jako 3 centrale związkowe byli razem, dzisiaj sytuacja wyglądałaby inaczej – zapewnia prezes Kłak.

Najprawdopodobniej w sierpniu odbędzie się posiedzenie Zarządu Głównego i zapadną decyzje o dalszych działaniach. – Widzimy, co zaczyna się dziać także na Podkarpaciu – w regionie, gdzie najmniej spodziewano by się protestów. Protestują pielęgniarki, lekarze, policjanci. Teraz na pewno pójdziemy my, bo jeśli jeden związek coś wywalczy, również będziemy o to zabiegać – zauważa prezes ZNP.

W ochronie zdrowia też wrze
„Minister Zdrowia i Rząd PiS zerwali porozumienie (z dnia 8 lutego br.) z lekarzami. Czeka nas w najbliższym czasie fala protestów i strajków w ochronie zdrowia. Przepraszamy pacjentów za to co nastąpi. Wszystkie inne sposoby zawiodły. Nie możemy już inaczej walczyć o normalność w systemie opieki zdrowia w Polsce. Na przełomie lipca i sierpnia br. odbędzie się zebranie wszystkich organizacji lekarskich i ustalenie planu działania” – czytamy na stronie Porozumienia Rezydentów. Porozumienie o którym mowa przewidywało przede wszystkim wzrost nakładów na służbę zdrowia jeszcze w tym roku do 4,78 proc PKB, i podwyżki dla lekarzy. Od lipca 2018 roku rezydenci zarabiać mieli na etacie w szpitalu 4 tys. zł brutto. Ci, którzy mają specjalizację w dziedzinie tzw. deficytowej zarobić mieli 4700 zł brutto. Pobory miały im się zwiększyć o kolejne 500 i 600 zł (dla specjalizacji deficytowych) od trzeciego roku szkolenia. Tym lekarzom, którzy po skończonej rezydenturze zdecydują się pracować w Polsce przez co najmniej dwa lata, przysługiwałoby dodatkowo 600 i 700 zł brutto, w zależności od specjalizacji. Wyższe pensje mieli dostać też specjaliści, czyli nie mniej niż 6750 zł brutto pensji zasadniczej, ale pod warunkiem, że zobowiążą się nie wykonywać „tożsamych świadczeń medycznych w innej placówce niż główne miejsce zatrudnienia”. Minister zobowiązał się też w lutym do stopniowej likwidacji klauzuli opt-out, pozwalającej lekarzom na pracę powyżej 48 godz. tygodniowo.

Wrze również w środowisku pielęgniarek i położnych. Na Podkarpaciu, na zwolnieniu chorobowym, od 2 lipca, z małymi wahaniami jest ponad 500 pielęgniarek. Porozumienia wciąż nie ma. Cztery placówki pracują w systemie ostrodyżurowym, praca na niektórych oddziałach została zawieszona. W Mielcu już dwa tygodnie nie działa szpitalny oddział ratunkowy i oddział dermatologii, w Tarnobrzegu „po szpitalu wiatr hula”, pracuje tylko oddział chirurgii, intensywnej terapii, SOR i onkologia, w Stalowej Woli zamknięto oddział intensywnej terapii. Działa natomiast szpitalny oddział ratunkowy, bo decyzją starosty został wzmocniony personelem z zewnątrz. Od 13 lipca wstrzymano przyjęcia na wszystkie oddziały w Szpitalu Miejskim w Rzeszowie, gdzie pielęgniarki swoje żądania określiły na podwyżkę w wysokości 1500 zł. – Wykonujemy ciężką i odpowiedzialną pracę. Zarabiamy najmniej ze wszystkich szpitali w regionie. My też chcemy być godziwie wynagradzane – mówi Agnieszka Bajrasz, przewodnicząca zakładowego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych SP ZOZ nr 1. Największy na Podkarpaciu Kliniczny Szpital Wojewódzki nr 2 w Rzeszowie od dwóch tygodni pracuje jak na ostrym dyżurze, przyjmując tylko pacjentów w zagrożeniu życia. Mediacje, które rozpoczęły się tam w czwartek, zostały odłożone na środę, 18 lipca.

Niezadowolenie wyraziło też Porozumienie Zawodów Medycznych (zrzesza diagnostów laboratoryjnych, fizjoterapeutów, psychologów, dietetyków, techników radioterapii, elektroradioterapii, ratowników medycznych), które zorganizowało akcję protestacyjną pod hasłem „Czarny piątek. Czujemy się oszukani”. W ramach protestu zrzeszeni w Porozumieniu pracowali w czarnych koszulkach lub z czarnymi opaskami na fartuchach. W razie braku realizacji ich postulatów grożą zaostrzeniem formy protestu.

Szef OPZZ zapowiedział, że o ogólnopolskiej manifestacji związek podejmie we wrześniu. Strajk może okazać się dla rządzących znacznie poważniejszym problemem, niż zawieszony pod koniec maja protest niepełnosprawnych.

Anna Moraniec, Wioletta Kruk

13 Responses to "Budżetówka wszczyna bunt. Ultimatum dla rządu"

Leave a Reply

Your email address will not be published.