
Sobotni protest medyków w Warszawie ma być największą tego typu akcją w historii tej grupy zawodowej. Do stolicy zjadą m.in.: lekarze, pielęgniarki i położne oraz ratownicy medyczni – wszyscy mają dość dotychczasowej polityki rządu. Domagają się podwyżek i zmian systemowych, w przeciwnym razie – jak ostrzegają – polskiej służbie zdrowia grozi zapaść, a jej konsekwencje odczują przede wszystkim pacjenci.
Zanim jednak medycy ogłosili wielki protest, wielokrotnie apelowali do premiera polskiego rządu Mateusza Morawieckiego i ministra zdrowia Adama Niedzielskiego o spotkanie i negocjacje warunków pracy oraz wynagrodzeń w służbie zdrowia. Jednak z rozmów, jak informuje Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, nic właściwie nie wynikało, bo postulaty i argumenty związkowców trafiały w próżnię.
Medycy domagają się wzrostu wynagrodzeń, zwiększenia kadry pracowniczej i stworzenia warunków pracy atrakcyjnych dla młodych ludzi oraz większych nakładów na służbę zdrowia – w przeciwnym razie grozi jej zapaść, a konsekwencje tego poniosą przede wszystkim pacjenci, bo to oni zostaną pozbawieni dostępu do lekarzy, profesjonalnej opieki pielęgniarskiej i świadczeń.
Głównym powodem obecnego kryzysu jest przyjęta przez rząd ustawa o wynagrodzeniach, nazywana potocznie „ustawą Niedzielskiego”, która uzależniła wynagrodzenia od wykształcenia, co, zdaniem medyków, jest bardzo krzywdzące, bo dyskryminuje pracowników z wieloletnim doświadczeniem, ale bez wykształcenia. To dlatego w sobotę na ulice stolicy wyjdą przedstawiciele prawie wszystkich zawodów medycznych.
„Jesteśmy wściekłe”
Do stolicy przyjedzie około pół tysiąca pielęgniarek i położnych z Podkarpacia, w tym także pielęgniarki z sanockiego szpitala. – Jesteśmy tak po ludzku wściekłe – mówi Małgorzata Sawicka, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w sanockim szpitalu. – Przyjęta przez rząd ustawa o wynagrodzeniach doprowadziła do potwornego chaosu i dyskryminacji grupy pracowników. Pielęgniarka świeżo po studiach zarabia teraz o około dwa tysiące złotych więcej od pielęgniarki z 30-letnim stażem, która nie ma studiów, ale ma za to coś cenniejszego – wieloletnie doświadczenie w pracy z pacjentem – podkreśla Małgorzata Sawicka.
Pielęgniarki mają żal do polityków, którzy od lat ignorują ich głos. – I to nie tylko rząd PiS. Żaden wcześniej nie zrobił nic, aby uzdrowić sytuację w służbie zdrowia. Rządzący pudrowali rzeczywistość, działali i działają doraźnie na chwilę „gasząc pożary”. Nikt do tej pory nie przedstawił konkretnego planu rozwiązania realnych problemów, z którymi borykamy się od lat – mówi Sawicka i dodaje.: – Rząd ma pieniądze na dziwne inwestycje czy imprezy, a na służbę zdrowia nie. Ludzie odchodzą od zawodów medycznych. Jeśli rząd natychmiast nie zmieni strategii działania i nie wsłucha się w głos medyków, grozi nam zapaść.
Ratownicy: – Jesteśmy ignorowani od lat
Do Warszawy pojedzie także grupa ratowników medycznych z Podkarpacia. Łukasz Zygmunt z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratownictwa Medycznego działającego w Bieszczadzkim Pogotowiu Ratunkowym SP ZOZ w Sanoku przyznaje, że w ciągu kilku ostatnich lat praca ratownika medycznego przeszła prawdziwą rewolucję. Z karetek zniknęli lekarze, a ich obowiązki przejęli właśnie ratownicy. – Wykonujemy bardzo odpowiedzialną i ciężką pracę, bo to często od nas zależy zdrowie i życie ludzi – podkreśla ratownik.
Za tą odpowiedzialną pracą nie idą zarobki. Aby godnie żyć, ratownicy wypracowują dziesiątki nadgodzin, a często pracują w kilku miejscach. Są przepracowani i zmęczeni. Dlatego domagają się przede wszystkim podwyżek płac, do tego godnych warunków pracy i ustawy o zawodzie ratownika. – W karetce pracujemy we dwóch, często z ratownikiem, który ukończył 60 lat, a nadal jest w systemie i pracuje. To nie powinno tak wyglądać. Potrzebne są zmiany, w przeciwnym razie system się zawali – podkreśla Łukasz Zygmunt.
60 mln od ministra na ratownictwo
Minister zdrowia Adam Niedzielski próbował załagodzić bunt ratowników. W minioną środę zapowiedział wprowadzenie nowej wyceny funkcjonowania karetek. Obiecał, że w tym roku trafi do ratownictwa medycznego dodatkowych 60 milionów złotych. – To nie jest propozycja, która by nas satysfakcjonowała, dlatego nie odpuszczamy protestu i jedziemy do stolicy. Liczymy, że ktoś z rządu do nas wyjdzie i przedstawi lepszą ofertę, w przeciwnym razie protest będzie kontynuowany – podsumowuje ratownik.
W sobotnim proteście, według zapowiedzi lidera AgroUnii Michała Kołodziejczyka, udział wezmą także rolnicy i hodowcy, którzy przeciwko działaniom rządu protestują od wielu miesięcy na ulicach całego kraju.
Martyna Sokołowska



15 Responses to "Bunt medyków"