
Wśród medyków wrze. Na 11 września wszystkie organizacje związkowe i samorządy grup zawodowych związanych z ochroną zdrowia planują ogromną manifestację. Najbardziej bojowe nastroje są obecnie wśród ratowników medycznych. W całej Polsce masowo składają wypowiedzenia lub przedstawiają zwolnienia lekarskie. Od 15 sierpnia ratownicy apelują do kolegów o rezygnację z dodatkowych dyżurów i do ograniczenia się do pracy w ramach jednego etatu. Dotychczas zdarzało się, że pracowali nawet po 400 godzin miesięcznie!
30 lipca stu dwudziestu pięciu pracowników pogotowia zatrudnionych na kontraktach w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku złożyło wypowiedzenia. Oznacza to, że jeśli nic się nie zmieni, od września WSPR będzie miała kadrę uszczuploną prawie o połowę. – Przyczyną są niskie stawki, które od lat pozostają takie same. Od 2012 roku wzrosły o złotówkę. Niską stawkę można sobie zrekompensować tylko większą liczbą przepracowanych godzin. W praktyce oznacza to, że ratownicy spędzają w pracy 400, a czasami i więcej godzin w miesiącu. Są przemęczeni i mają dość – mówi Wojciech Rogalski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego w Białymstoku.
Sfrustrowani ratownicy dzielą się w mediach społecznościowych swoimi wypłatami. „Godzina pracy ratownika medycznego, człowieka, od którego niejednokrotnie zależy czyjeś zdrowie, a nawet życie – największa wartość, wydzierana ze szponów śmierci w pocie, deszczu, upale i mrozie, w kombinezonie i masce, 24 godziny na dobę, 365 dni w roku wyceniana jest w przeliczeniu na…. 2 kalafiory i 2 kg ziemniaków” – pisze Komitet Protestacyjny Ratowników Medycznych.
Piotr Dymon, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych, przyznaje, że podobna sytuacja jest w całym kraju i ciężko jest sobie wyobrazić, co się będzie działo w Polsce, kiedy nadejdzie czwarta fala zakażeń. Może wówczas okazać się, że nie będzie miał kto przetransportować chorych do szpitali. – Już podczas poprzedniej fali epidemii sytuacja była zła. Na przyjazd karetki trzeba było czekać nawet 4 – 5 godzin. Tym razem może być jeszcze gorzej – ostrzega.
Protesty ratowników trwają już od dłuższego czasu. Mówią oni wprost, że zostali oszukani przez Ministerstwo Zdrowia. Kiedy im wydawało się że uzgodnili szczegóły i finalnie otrzymają 4972 zł podstawy, MZ scedowało realizację ustawy na pracodawców. Skończyło się to tym, że pracodawcy dodali do wypłat tylko niezbędne minimum, do którego zmuszała ich ustawa o minimalnych wynagrodzeniach. Są przypadki, kiedy ratownicy finalnie zaczęli nawet mniej zarabiać niż przed wejściem w życie ustawy. Na spotkaniu w ministerstwie, które traktowali jak ostatnią szansę na porozumienie, usłyszeli tylko od wiceministra Waldemara Kraski, że „niestawianie się ratowników do pracy było nieetyczne”. Skonfrontował to zachowanie z powołaniem i misyjnością pracy medyków. Podkreślił, że oprócz pieniędzy ważne jest sumienie.
– To poniżej pasa. Gdyby nagle spadł samolot z dziećmi, to ruszylibyśmy pierwsi do ratowania. Ale nie damy się już dłużej szantażować umierającymi pacjentami. Myśmy przez ostatnie 18 miesięcy wykazali się olbrzymią empatią i etyką – mówią.
Anna Moraniec



7 Responses to "Bunt ratowników"