Burzliwa jesień Stali

4 października Stal pokonała 3-1 GKS Jastrzębie. To było pierwsze zwycięstwo pod wodzą trenera Dariusza Marca. Fot. Marta Badowska (stalmielec.com)

PGE STAL MIELEC. Kandydat do awansu zachwycał rzadziej, niż powinien, ale koniec końców po mistrzowsku wybrnął z kłopotów.

Trener zwolniony po zwycięskim meczu, porażki z drużynami zamykającymi tabelę, kapitalny finisz i niepewność jutra związana z planami miasta, które chce oszczędzać kosztem sportu – taka to była jesień 2019 roku w PGE Stali Mielec.

A jak awans. W Mielcu wyczekiwany od 1996 roku – to wtedy Stal po raz ostatni występowała wśród najlepszych. Sezon 2017/18 biało-niebiescy ukończyli na 8. miejscu, ze stratą 7 punktów do drugiego Zagłębia Sosnowiec. Poprzednia kampania to trzecia lokata i 5 punktów mniej od Łódzkiego KS, zimę 2020 roku najbardziej utytułowany klub Podkarpacia spędzi na pozycji wicelidera. Droga po dawny blask wydaje się być mniej kręta i wyboista niż w ostatnich latach. Awansować można – to nowość – również po barażach, startując z miejsc 3-6, lecz przy Solskiego woleliby uniknąć nerwówki.

B jak bramkarze. Trzynasta kolejka okazała się pechowa dla Seweryna Kiełpina, który nie zapobiegł utracie gola w meczu z Odrą Opole. Stal skompromitowała się na boisku ostatniej drużyny tabeli, a trzy dni później do bramki wskoczył Damian Primel. Mielczanie znów dali plamę, przegrali 0-1 z Chrobrym Głogów, lecz wychowanek Zagłębia Lubin pozostał między słupkami. Primel był bohaterem zwycięskiego pojedynku na szczycie z Podbeskidziem kończącego ligowe zmagania w 2019 roku, jego konkurent trafił natomiast na… listę transferową.

C jak cięcia. Choć klub stoi przed historyczną szansą, stosunki na linii miasto – Stal posiadają temperaturę kanadyjskiego Wielkiego Jeziora Niedźwiedziego. Szukając oszczędności radni wpadli na pomysł likwidacji stypendiów piłkarzy, wzrosnąć miałyby również opłaty za wynajem boisk i obiektów sportowych. Stal straciłaby na cięciach ok. 1 milion zł rocznie, zagrożone zostałoby funkcjonowanie Akademii. – To prosta droga do zlikwidowania sportu w mieście – napisał w oświadczeniu mocno zaniepokojony sytuacją europoseł Tomasz Poręba.

E jak europoseł. Tomasz Poręba – jeśli nie najważniejszy element w klubowej układance, to na pewno kluczowy. Wpływowy polityk PiS, po raz trzeci wybrany na europosła, przyprowadził do Stali najpotężniejszych sponsorów: PGE i LHS. Uczestniczy w podejmowaniu strategicznych decyzji. Tajemnicą poliszynela jest, że Poręba stracił cierpliwość do trenera Artura Skowronka.

F jak frekwencja. 3400 – tyle osób oglądało średnio mecze Stali przy ul. Solskiego w tym roku. To piąta najwyższa frekwencja w lidze, po Podbeskidziu (4000), Radomiaku i GKS Tychy (3800) oraz Miedzi Legnica (3600).

G jak „Getek”. Ośmiu piłkarzy grało jesienią od deski do deski, w zacnym gronie niezbędnych i niezniszczalnych znalazł się Krystian Getinger (1800 minut spędzonych na boisku). Kapitan Stali do dwóch bramek dołożył dwie asysty, ale jego wpływ na drużynę jest dużo większy niż wskazują na to suche liczby.

J jak Josip. To od 32-letniego Josipa Soljica trener Artur Skowronek zaczynał ustalanie składu. Po przyjściu Dariusza Marca Chorwat usiadł na ławce i musiał na nowo przekonywać o swojej przydatności dla drużyny. Szło mu różnie. W ostatnim meczu z Podbeskidziem interweniował tak niezgrabnie, że zatrzymał piłkę ręką i „Górale” zdobyli z karnego kontaktowego gola. Na drugą połowę Soljić już nie wyszedł, a kilka dni później jego nazwisko znalazło się na liście transferowej. Aktualnie Chorwat negocjuje warunki kontraktu z Wisłą Kraków, w której pracuje Skowronek. Josip rozegrał w barwach Stali 61 ligowych spotkań, zdobył 8 bramek, był czas, gdy walczył za trzech, ale zostanie zapamiętany również jako wyjątkowy pechowiec. W pierwszym spotkaniu obecnego sezonu z Wartą Poznań zmarnował bowiem dwa rzuty karne.

K jak Korea. To od azjatyckich gwiazd piłki swoje pseudonimy wzięli bracia Michał i Mateusz Makowie. Grający w Wiśle Michał to Son, pomocnik Stali Mateusz – Park. Bliźniaków obdarzonych skośnymi oczami Kamil Kosowski nazywał Chińczykami.

L jak lojalność. Niedzielny wieczór, 22 września. Stal wysyła w świat komunikat o zwolnieniu Artura Skowronka. To sytuacja bez precedensu: kilka godzin wcześniej mielczanie ogrywają GKS Bełchatów, w tabeli znajdują się na 3. miejscu. Szefowie podkarpackiego klubu mówią o braku lojalności ze strony szkoleniowca, który co prawda ofertę Wisły Płock odrzucił, ale Zagłębiu Lubin oprzeć się nie potrafił. Skowronek zdążył się już pożegnać z piłkarzami Stali, by za chwilę pozostać na lodzie, bo do przeprowadzki na Dolny Śląsk nie doszło. Transfer zablokowano w gabinetach bardzo wpływowych osób, a „Miedziowych” przejął Martin Sevela.

M jak młodzieńcy. Przed rozpoczęciem sezonu Kacper Sadłocha został sprzedany do II-ligowego RC Lens. Do Francji wyjeżdżał jako najmłodszy strzelec gola w historii I ligi – gdy pokonywał bramkarza Stomilu Olsztyn miał dokładnie 15 lat i 337 dni. Inny zawodnik Akademii Stali Bartosz Bajorek był o 24 dni młodszy, gdy debiutował w drużynie seniorów 30 listopada br. przeciwko Podbeskidziu. – Tej chwili nigdy nie zapomnę – przyznał po meczu małoletni napastnik, który w 90 minucie zmienił Grzegorza Tomasiewicza.

N jak niewypały transferowe. Jak na klub aspirujący do gry na najwyższym poziomie, w Stali zbyt często mylą się w ocenie piłkarzy. Peter Dungel, Davi, Mendi, Ziga Skoflek, Denis Gojko, Dejan Djermanović, Edgar Bernhardt, Niklas Zulciak, Momcził Cwetanow – oto wcale niepełna lista graczy, którzy w ostatnich kilku latach przemknęli przez szatnię niczym meteoryt. Tej jesieni największą pomyłką okazał się chyba Josip Barisić. Były napastnik Piasta Gliwice i Arki Gdynia spędził na boisku raptem 197 minut. Nie strzelił gola, nie zaliczył asysty, nie otrzymał nawet żółtej kartki. Za transferowe niewypały płaci się i to całkiem słono. – W ostatnich meczach na ławce i trybunach siedziało 120 tysięcy brutto – frapował się w rozmowie z Polsatem Sport Bartłomiej Jaskot, dyrektor Stali, mając na myśli kontrakty zawodników.

P jak pomniki. Polski Związek Piłki Nożnej świętuje 100-lecie istnienia. W stworzonej na tę okazję Drużynie Stulecia znaleźli się gwiazdorzy Stali z lat 70. Grzegorz Lato i Henryk Kasperczak.

R jak reżyser. Osiem goli, siedem asyst – to dorobek Bartosza Nowaka. Najjaśniejszego punktu Stali, reżysera gry, o sprowadzeniu którego do Wisły głośno mówił trener Skowronek. Za 27-letniego piłkarza trzeba jednak zapłacić 1 mln zł (tyle wynosi suma odstępnego), co raczej zamyka temat przenosin. Nowak też by się pewnie zastanowił nad zimowym transferem do ekstraklasy (gdzie musiałby walczyć o miejsce w składzie), skoro za kilka miesięcy może przejść do kronik jako ten, który wprowadził mielczan na salony.

Bartosz Nowak to największy skarb PGE Stali. Kibice w Mielcu mają nadzieję, że zimą nie wyfrunie do któregoś z klubów PKO Ekstraklasy. Fot. Piotr Podsiadły (Szlakiem Futbolu)

S jak spór z kibicami. Po spotkaniu z Podbeskidziem doszło do gorszących scen: wściekli kibice obrażali piłkarzy, pewien jegomość wdarł się nawet do budynku klubowego i pognał w stronę szatni. – Nie może być tak, że zawodnicy nie dziękują za doping – irytowali się fani. – Mieliśmy przybijać piątki z ludźmi, którzy wcześniej nas obrażali, śpiewając pajacyki-piłkarzyki? – argumentowała druga strona. Na szczęście dobry wynik działa kojąco na rozgrzane głowy.

T jak trener. Niełatwo znaleźć szkoleniowca z głośnym nazwiskiem i bogatym CV w środku sezonu. W chwili gdy mielczanie postawili na Dariusza Marca, dziennikarze i kibice rzucili się do Internetu w poszukiwaniu wiadomości o nim. Przeczytali, że ma 50 lat, prowadził juniorów Wisły Kraków (w barwach Białej Gwiazdy grał w piłkę), potem był asystentem Franciszka Smudy w Górniku Łęczna, aż podjął samodzielną pracę w KKS Kalisz. Z III-ligowca trafił do Stali i po początkowych kłopotach radzi sobie całkiem dobrze. Jego bilans w lidze to: 6 zwycięstw, 1 remis i 3 porażki. W Pucharze Polski wygrał trzy mecze, a Stal po raz pierwszy od 1995 roku dotarła do ćwierćfinału tych rozgrywek (losowanie par w czwartek).

U jak urodziny. Stali stuknęło właśnie 80 lat. To najbardziej utytułowany klub Podkarpacia, piłkarska drużyna zajmuje 17 miejsce w tabeli wszechczasów ligi, grający tu zawodnicy rozsławiali Stal i region podczas igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata. W niewielkim mieście powinno się o tym wszystkim pamiętać i wiosłować w jednym kierunku. Zgoda buduje, niezgoda rujnuje.

Z jak Zieloni. To przydomek Warty, czarnego konia rozgrywek, niespodziewanego lidera I ligi. Poznaniacy przegrali w tym sezonie cztery mecze i przy okazji nabawili się kompleksu Stali, która ograła ich u siebie i na wyjeździe. Jednak więcej jest cech wspólnych: Wartę i Stal prowadzą trenerzy na dorobku, w środowisku praktycznie anonimowi. Ich drużyny straciły po 18 goli, najmniej w lidze. No a w przeszłości dwukrotnie sięgały po mistrzostwo Polski.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.