
STALOWA WOLA. Do zimy jeszcze daleko, ale tradycyjnie zimowe kłopoty służb miejskich już się zaczęły.
Śpią w namiotach, na klatkach schodowych czy pod mostami. Służbom miejskim prawie wszyscy są znani. Może dlatego, że Stalowa Wola jest stosunkowo młodym miastem. W mieście jest schronisko dla bezdomnych, ale rzadko który z potencjalnych jego podopiecznych daje się namówić na noc w cieple i ciepłą strawę.
Niedawno odbyła się narada wszystkich służb, które w mieście pomagają bezdomnym. Padły podczas niej konkretne liczby osób bez stałego adresu. Jest ich mniej niż sto. Zostały podane też miejsca, w których tradycyjnie koczują bezdomni. Policja zaapelowała do mieszkańców, by nie byli bezduszni wobec ludzi nocujących w nietypowych miejscach i odzew był natychmiastowy.
Śpią gdzie popadnie
W środę na ławce przy Rynku w Rozwadowie spał jakiś mężczyzna. To nie jest dla rozwadowian egzotyczny widok, bowiem nieopodal jest schronisko dla bezdomnych mężczyzn. 47-latek został zapamiętany przez policjantów choćby przez to, że był tak pijany, iż nie miał siły dmuchnąć w alkomat. Był jednak im znany i noc, podczas której mógł zamarznąć, spędził w policyjnej celi. Wkrótce na sąsiedniej pryczy został położony 50-latek. Też bez adresu, ale ten przynajmniej miał tyle siły, że dmuchnął w alkomat. Wynik 3,12 prom. Jeszcze tej samej nocy policjanci – po sygnale mieszkańców – obudzili śpiącego na blokowej klatce 63-letniego bezdomnego. Ku ich zdziwieniu, ten był trzeźwy. Nie chciał jednak do schroniska.
Schronisko Św. Brata Alberta w Stalowej Woli dysponuje zaledwie kilkunastoma miejscami, ale w nagłych przypadkach pod dach przyjmuje kilka razy więcej potrzebujących. Rzadko który bezdomny godzi się jednak na dowóz do schroniska. Odstrasza ich zazwyczaj abstynencja, która w schronisku jest obowiązkiem.
jam


