Byle z wolna i z ostrożna

- Na peryferiach miasta mamy w Przemyślu na przykład taki „bar”. Bar, a płot jak w jakiejś rezydencji, albo miejscu odosobnienia... - Bar? Chyba inne słowo na „be” - śmiał się nasz rozmówca zagadnięty o to miejsce. - Z Księżyca jesteście, czy z Przemyśla? Każdy wie co to jest i kto to prowadzi. Fot. Monika Kamińska
– Na peryferiach miasta mamy w Przemyślu na przykład taki „bar”. Bar, a płot jak w jakiejś rezydencji, albo miejscu odosobnienia… – Bar? Chyba inne słowo na „be” – śmiał się nasz rozmówca zagadnięty o to miejsce. – Z Księżyca jesteście, czy z Przemyśla? Każdy wie co to jest i kto to prowadzi. Fot. Monika Kamińska

Mówi się że w Przemyślu: wszystko można, co nie można…

Powiadają, że wszystko jest dla ludzi i trochę prawdy w tym jest. Na przykład takie domy publiczne, zwane ładniej „agencjami towarzyskimi”, też są dla ludzi, a jakże. Nie inaczej jest w Przemyślu, mieście tak wszelako bogobojnym, że król Kazimierz Wielki nie mógł ongiś tu zostać patronem szkoły, bo się źle prowadził za życia. A propos prowadzenia – w Przemyślu wcale nietrudno poprowadzić „agencję towarzyską” bez najmniejszych problemów z czyjejkolwiek strony. Wystarczy znać paru ludzi i mieć tzw. układy, a te łatwo było zdobyć, będąc wcześniej na przykład funkcjonariuszem policji, albo wcześniej – bezpieki.

Nasi Czytelnicy z tematem, jak to określili, może niezbyt ładnie, ale za to po imieniu, „regularnych burdeli” przyszli do nas po tym, jak interweniowali tu i tam i dowiadywali się, że fantazjują, albo radzono im, by sami poszli i sprawdzili, czy dany przybytek jest miejscem kupowania usług cielesnych. – Jedna osoba taka bardzo bogobojna, a w Przemyślu wpływowa zwyczajnie powiedziała nam, że to niemożliwe, by w naszym szacownym mieście, stolicy kurii metropolitalnej było parę takich przybytków – opowiadają nam Czytelnicy. – Usłyszeliśmy: „Co też panom do głowy przychodzi, wstyd!” – śmieją się ironicznie. Ta bogobojna, a naiwna osoba nie była jedyną, która nie przyjmowała do wiadomości, że w Przemyślu można sobie kupić seks. – Od innej osoby usłyszeliśmy, że nie można tak sobie mówić, bo to nie wypada, trzeba tam iść, sprawdzić, jak jest – relacjonują nasi Czytelnicy.

Koniec języka za przewodnika
Nauczający dziennikarzy ich fachu zaczynają zwykle od tego, by uświadomić studentom, że najprostszym sposobem zasięgnięcia jakiejkolwiek informacji jest zwyczajnie zapytać. Skorzystaliśmy z tej jakże trywialnej, ale skutecznej metody zdobywania wiedzy i zapytaliśmy. W ciągu kilku dni udało nam się ustalić miejsca w Przemyślu, gdzie można kupić usługi seksualne, a także dane tych, którzy takie przybytki prowadzą. Oczywiście tego nie ujawnimy na łamach, ale już na przykład to, że są to osoby blisko powiązane z policją, konkretnie byli jej funkcjonariusze, żadną tajemnicą nie jest, bo w Przemyślu całkiem sporo ludzi o tym wie i mówi. – Najciemniej nomen omen pod latarnią – śmiał się jeden z naszych rozmówców pragnący zachować anonimowość. – Każdy orze, jak może, ja tam tego nie oceniam, a w końcu w policji już nie są – dodał.

– „Niewiarygodne, nigdy nie słyszałem”
W Polsce prostytucja nie jest zakazana, wolno się de facto prostytuować, ale nieoficjalnie. A nieoficjalnie, bo takiej działalności gospodarczej państwo nie zarejestruje. Z prostej przyczyny: zabrania się czerpania korzyści z cudzego nierządu, a gdyby prostytutka zarejestrowała swą działalność, to płaciłaby podatki i państwo czerpałoby korzyści z jej nierządu. Zatem w majestacie prawa i nie czyniąc nic nielegalnego tego rodzaju nieopodatkowane usługi świadczą w większych miastach co niektóre ładne i młode panienki. Jak wyjaśniają nam nasi informatorzy: – W Przemyślu ciałem zarabiają głównie panie zza wschodniej granicy – precyzują.

Takie panie, owszem, zarabiają, ale nie tylko one. Bo to już nie jest działalność na własny rachunek, panie mają szefów i ochroniarzy, przygotowane miejsca do swej pracy. I panie co zarobią, to zarobią, ale zarabiają też i to niemało właściciele takich przybytków, a to już jest karalne, bo jest czerpaniem korzyści z cudzego nierządu. Nikt się jednak tym za bardzo nie interesuje. – W Przemyślu „dom publiczny”? Niewiarygodne! Nigdy nie słyszałem, przysięgam – zarzeka się nasz rozmówca, lokalny polityk. – Nie bywam w takich miejscach, ani ich nie szukam – zastrzega. – Ano, wierzymy, że ten pan akurat nie korzysta i nie szuka – zapewniają nasi Czytelnicy. – Ale żeby nigdy nie słyszał o tym, to nieprawdopodobne, musiałby być ślepy, głuchy i na dobitkę jeszcze sparaliżowany – ironizują. – Jakby dopuszczał w ogóle taką myśl i chciał się dowiedzieć, to nie miałby problemu z tym, tylko że tu działa metoda chowania głowy w piasek i udawania, jak za PRL-u, że „u nas prostytucji niet” – stwierdzają. – Bo jeśli tu miałyby działać jeszcze jakieś „układy” lokalne, to aż strach pomyśleć – dodają.

W Przemyślu też można się „zabawić”
Nam ustalenie szczegółów, bez korzystania z przybytku udaje się zupełnie bez problemu. Potrzebujemy tylko kogoś, kto nie jest jakiś rzucający się w oczy i zapyta o możliwość miłego spędzenia czasu z ładną panią  w barze, albo u taksówkarza. – A jaka cię interesuje? Starsza, młodsza? Wybór jest, może nie jakiś wielki, ale jest i fajne dziewczyny, Ukrainki chyba wszystkie – z taką reklamą spotkał się nasz znajomy wcielający się w poszukiwacza pani na noc. Dowiedział się też wszelkich szczegółów dotyczących cen usług w zależności od oczekiwań i czasu, jaki chciałby na nie przeznaczyć. Te szczegóły przekazał nam, oszczędzimy ich naszym Czytelnikom, ale po tych cenach usług dość łatwo zorientować się, że „opiekunowie” pań „do towarzystwa”, zwani dawniej zwyczajnie „alfonsami” lub po prostu sutenerami muszą na tym zarabiać niemało, oczywiście, bez podatku od prawdziwych obrotów.

– Dlaczego to się tak dobrze ma w mieście, gdzie szkoły nie nazwano imieniem Kazimierza Wielkiego, bo ponoć był zbyt rozwiązły? – zastanawia się nasz kolejny informator. – Ano, wiadomo, ręka rękę myje, a kolega kolegę kryje – wyjaśnia. – Jeden  z prowadzących taki przybytek to eksgliniarz, ale też były więzień, różne to powiązania są, a może i lepiej w nie nie wnikać  – zamyśla się. – Z usług korzystają różni panowie, nie tylko jacyś przyjezdni z drugiego końca Polski w delegacji. Co państwu będę tłumaczył oczywistości… A  zabawić się czasem każdy lubi, w ten czy inny sposób.

Kto powinien patronować takim przybytkom?
No tak, Kazimierz Wielki w Przemyślu rzeczywiście patronem szkoły nie został, bo jeden z radnych PiS „wynalazł” mu w życiorysie tak złe prowadzenie się, że uznano iż nie godzi się, by osoba tak rozwiązła, patronowała przybytkowi edukacji nieletnich, innemu radnemu PiS nie podobał się pomysł nadania rondu imienia posła na Sejm II RP, Libermanna, bo tenże miewał nieletnie kochanki! Inna sprawa, że w czasach gdy ów poseł żył, tak nieletnie osoby wchodziły w legalne związki małżeńskie z wszystkimi tego konsekwencjami, więc Libermannowi dano w końcu spokój, a imię jego traktowi komunikacyjnemu.

Ciekawe jakich patronów widzieliby jako tych właściwych bogobojni przemyscy radni dla prężnie działających przybytków uciech cielesnych w swoim szacownym mieście? A może  urzędnicy skarbowi mają jakiś pomysł kto winien patronować takim miejscom, gdzie kwitnie nieopodatkowany zarobek?  Nie, no raczej nie będzie pomysłów, bo przecież takich miejsc w Przemyślu „niet” – na zasadzie, jak nie będziemy o tym mówić, to… zniknie.

Monika Kamińska

One Response to "Byle z wolna i z ostrożna"

Leave a Reply

Your email address will not be published.