
LUBZINA. Rozmawialiśmy z rodziną, koleżankami i mieszkańcami rodzinnej wsi 14-letniej ofiary niedzielnej katastrofy awionetki w Nowej Hucie.
Czternastoletnia Ola z Lubziny, która zginęła w niedzielnej katastrofie awionetki w Krakowie, za kilka dni poszłaby do drugiej klasy gimnazjum. – To była wzorowa uczennica, pilna, zdolna, grzeczna. To straszna tragedia. Jest nam wszystkim w Lubzinie bardzo smutno. Szkoda słów… – mówi Bogusława Bar, nauczycielka Oli.
To miała być kolejna, wakacyjna przygoda. Ola wraz dwiema koleżankami, w tym prawdopodobnie jedną kuzynką z Tarnowa, wsiadła do awionetki cessna 182T. Za jej sterami siedział doświadczony pilot. Miał pokazać dziewczynom Kraków z lotu ptaka.
To szanowana w Lubzinie rodzina
Przed godz. 20, podczas podchodzenia lądowania samolot runął w podwórko na obrzeżach Nowej Huty. Na szczęście nikt z mieszkańców posesji nie zginął. Śmierć na miejscu za to poniosła 4-osobowa załoga cessny. – Panie, tu ludzie o niczym innym nie mówią, wszyscy są w szoku – mówi nam pani Maria z Lubziny. Rodzice i dziadkowie Oli to w szanowana rodzina. Ludzie wykształceni, poukładani i przedsiębiorczy – opowiada kobieta.
– Jej dziadkowie mieszkają zaraz za szkołą, tuż przed lasem po prawej stronie, rodzice są chyba pobudowani za kościołem, jak skręca się w drogę na Przymiarki. Moja najmłodsza wnuczka Kasia chodziła z Olą do szkoły. Zdolna dziewczyna była. Uprawiała sport, jeździła konno. Szkoda, naprawdę szkoda. Na każdego przychodzi kres, ale w tym przypadku było za wcześnie, o wiele za wcześnie. Taka młoda dziewczyna. Całe życie przed nią.
Kinga płacze. Widać, jak bardzo to przeżywa
– Pogrzebu jeszcze nie było – dodaje pani Maria. – Trwają jeszcze sekcje zwłok, badanie DNA, muszą ustalić, kto kim jest. Szok, ale kto poradzi na to. Nie wiadomo, jaka była przyczyna. Czy ktoś zawinił? Wątpię, czy kiedykolwiek się o tym dowiemy. Od dnia tragedii nie widziałam się z rodziną Oli. Nawet nie chciałbym się z nimi widzieć – zaznacza kobieta.
Dom dziadków Oli stoi pusty. – Pewnie są w Krakowie – mówi nam sąsiadka, pani Beata. – To była bardzo zdolna, grzeczna dziewczyna. Widywałam ją często, jak szła tędy ze szkoły. To straszna tragedia, szczególnie dla rodziców i dziadków. Była młodziutka, życie stało przed nią. Wieść o tym rozniosła się bardzo szybko. Ludzie nie mogą dojść do siebie…
– Kinga, córka mojej znajomej, która przyjaźniła się z Olą, zamknęła się w sobie. Nie jest w stanie słowa powiedzieć – dodaje pani Beata. – Płacze. Widać, że to przeżywa.
To w głowie się nie mieści. Brak słów
Justynę i Piotrka spotykamy w parku, obok kościoła. Para nastolatków dobrze znała Olę. – Ja o jej śmierci dowiedziałam z Internetu – mówi Justyna. – Ola uczyła się bardzo dobrze. Zresztą tak samo, jak o rok starszy od niej brat Adrian. Uprawiała sport, sporo jeździła konno. Trudno nam w to wszystko uwierzyć. To straszna, niewyobrażalna tragedia.
Wydusić słowa z siebie nie może 14-letnia Kinga Kopała. – Byłyśmy bardzo dobrymi przyjaciółkami. O jej śmierci dowiedziałam się od mamy – szlocha dziewczyna. – Ola to moja kuzynka. Otwarta, koleżeńska, kontaktowa. Trudno nam się pogodzić z jej śmiercią. To przyszło tak nagle i niespodziewanie… – dopowiada 14-latka Monika Budzik.
Pani Katarzyna pochodzi z Zawady, ale od kilkunastu lat mieszka w Lubzinie. – Tutaj niedaleko mieszka Andrzej, stryj Oli. Bardzo dobrze się znamy. Strasznie płakał. Nie ma go w tej chwili w domu. Rodzice Oli są w ogromnym szoku. Nie są stanie nic załatwić. On za wszystkim jeździ. To w głowie się nie mieści. Brak słów. Nie wiadomo, jak to nawet określić.
Wzorowa pilna, zdolna, grzeczna uczennica
– Często widziałam, jak Ola przyjeżdżała tu z wujkiem i dziadkiem – wspomina pani Elżbieta. – Dla tej rodziny to straszna tragedia. Każdy współczuje. Bo co możemy zrobić? Ktoś, kto nie przeszedł nagłej śmierci, to nie wie, co to znaczy. Rozumiem, co przechodzi rodzina Oli. Przeżyłam to samo. Dlatego podziwiam ich, że jakoś sobie z tym wszystkim radzą.
Tragicznej śmierci Oli nie może odżałować Bogusława Bar, nauczycielka plastyki i geografii w Zespole Szkół nr 2 w Lubzinie. – To była wzorowa uczennica, pilna, zdolna, grzeczna. Zawsze otrzymywała świadectwa z wyróżnieniem, nagrody książkowe. Często brała udział w konkursach plastycznych. Naprawdę pięknie malowała. Bardzo sympatyczna, miła. Mogę o niej mówić tylko w samych superlatywach – wspomina nauczycielka.
– Uczyłam Olę plastyki przez trzy lata podstawówki, bo po jej ukończeniu przeniosła się do gimnazjum w Ropczycach. Teraz byłaby tam w drugiej klasie. Jako mieszkańcy, łączymy się w bólu z tą rodziną. Jest tam bardzo smutno. Ludzie są poruszeni tą tragedią.
Ludzie zaczną snuć różne teorie
Mieczysław Cabaj, sołtys Lubziny, bardzo dobrze zna rodziców i dziadków – To bardzo porządni ludzie. Mają zakład hydrauliki siłowej – zdradza. – O ich tragedii jednak z nimi nie rozmawiałem. Zresztą, co ten ojciec, czy dziadek, może o tym powiedzieć? Przecież on tyle wie, co i ja, czyli nic. Wydarzyła się tragedia, która jest zaskoczeniem dla wszystkich. Ale tak naprawdę nikt nie wie, co się stało. Nie wiadomo, jakie były przyczyny.
– Mnie też trudno cokolwiek powiedzieć – dodaje sołtys. – Czy mieszkańcy wsi zastanawiają się nad przyczynami tragedii? W tej chwili każdy zajęty jest żniwami. Myślę, że ludzie zaczną o tym rozmawiać dopiero po pogrzebie Oli. Pewnie będą snuć różne teorie. W tym samolocie na pewno była jakaś czarna skrzynka i to wszystko po badaniach powinno się wyjaśnić. Jeszcze nie ma sensu cokolwiek mówić. Bo jeden powie to, drugi tamto i robi się na siłę sensację.
– To było dziewczyna odchowana, która mogła mieć przed sobą jakąś przyszłość. To już był ten czas, kiedy wchodzi się w dorosłe życie – puentuje smutno sołtys Cabaj.
Paweł Galek



4 Responses to "Cała Lubzina płacze po Oli. FILM"