
Ceny towarów i usług w październiku w Polsce, w stosunku rok do roku, wzrosły o 3,1 proc. To niby nie dużo, lecz mając na uwadze kłopoty gospodarcze w kraju stawki powinny wyhamować. Jest zła wiadomość. Od stycznia Polaków czekają nowe opłaty.
Pandemia, kryzys gospodarczy, wysoka inflacja, tysiące zwolnień pracowników w całej Polsce i ciągła niepewność o jutro, a mimo to wciąż …rosnące ceny towarów i usług. Jak podał w piątek Główny Urząd Statystyczny, stawki w październiku 2020 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosły o 3,1 proc. Ceny usług skoczyły o 7,3 proc. a towarów o 1,5 proc. Jak to możliwe, skoro stara zasad ekonomii mówi o tym, że w dobie kryzysu, sklepy oraz punkty z usługami obniżają swe ceny mając na uwadze ostrożność i oszczędność klientów?
W ocenie ekspertów to problem złożony. – Prognozy Komisja Europejskie wskazują, że ze wszystkich krajów wspólnoty m.in. w Polsce ceny będą najszybciej rosnąć w przyszłości – mówi Dominik Łazarz, ekonomista z WSIiZ w Rzeszowie. – Stopy procentowe przy tak wysokiej inflacji są praktycznie zerowe, dlatego Rada Polityki Pieniężnej powinna podjąć kroki, aby ratować złotówkę. Na rynek wprowadzane są puste pieniądze, a sytuacji nie sprzyjają rosnące rachunki. Temat drogiego prądu to pokłosie zaniedbań w obszarze źródeł odnawialnej energii – dodaje. Według GUS, energia zdrożała rok do roku o 4,8 proc.
– Dla konsumentów to wszystko jest zabójczym zjawiskiem, szczególnie, że jako pracownicy nie możemy się teraz zbytnio spodziewać podwyżek, a wiele osób przecież traci prace – wskazuje Łazarz. Co jeszcze nie napawa optymizmem? Fakt, że od stycznia czekają nas nowe opłaty. Mowa m.in. o tzw. opłacie mocowej (pokrywającej koszty funkcjonowania rynku mocy w Polsce), podatku od deszczu, opłacie cukrowej czy tzw. opłacie małpkowej.
Kamil Lech


