Cenzura na Radzie Miejskiej?

Odpowiedzi burmistrza Kolbuszowej i jego urzędników na wolne wnioski radnych, sołtysów, szefów osiedli i mieszkańców będą wystosowywane na piśmie bezpośrednio do adresata, a nie jak dotychczas - publicznie w sali obrad, czyli - poprzez media - do wiadomości wszystkich mieszkańców. Fot. Autor
Odpowiedzi burmistrza Kolbuszowej i jego urzędników na wolne wnioski radnych, sołtysów, szefów osiedli i mieszkańców będą wystosowywane na piśmie bezpośrednio do adresata, a nie jak dotychczas – publicznie w sali obrad, czyli – poprzez media – do wiadomości wszystkich mieszkańców. Fot. Autor

KOLBUSZOWA. Urzędnicy będą odpowiadać na wolne wnioski tylko na piśmie.

Przewodniczący Rady Miejskiej Krzysztof Wilk zdecydował, że odpowiedzi urzędników na wolne wnioski radnych, sołtysów, szefów osiedli i mieszkańców będą wystosowywane na piśmie bezpośrednio do adresata, a nie jak dotychczas – publicznie w sali obrad, czyli – poprzez media – do wiadomości wszystkich mieszkańców. Decyzja ta wywołuje spore emocje. Internauci piszą o cenzurze, a nawet o drugiej Białorusi.

Kontrowersyjna zmiana prowadzenia obrad zapadła na ostatniej sesji Rady Miejskiej. Decyzję podjęto bez głosowania, bez słowa sprzeciwu, można powiedzieć, że poprzez quasi aklamację. To znaczy – przewodniczący rady, Krzysztof Wilk, po prostu oznajmił, że na prośbę burmistrza Jana Zuby nastąpi – jak to ujął – mała modyfikacja. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że zarówno burmistrz, jak i szef rady reprezentują ten sam komitet wyborczy.

Teraz tylko na piśmie bezpośrednio do adresata
Ale wracając do sedna, owa „modyfikacja” ma polegać na tym, że ani burmistrz, ani jego urzędnicy nie będą odpowiadać na sali obrad na pytania radnych, sołtysów, szefów zarządów osiedli czy mieszkańców, tylko na piśmie, bezpośrednio do osoby, która zadała zapytanie. Przewodniczący nie widzi nic w tym złego. Wręcz przeciwnie.

– Niektóre tematy wymagają zaczerpnięcia informacji w dokumentach. Chodzi o to, żeby te odpowiedzi na zadane pytania były rzetelne. W związku z tym prosimy panie z Biura Rady Miejskiej o dokładne notowanie wniosków i zapytań radnych i sołtysów, potem zostanie to przekierowane przez pana burmistrza do odpowiednich wydziałów – zaznaczył Wilk.

Wniosek ten, który ewidentnie posiada znamiona cenzury, przeszedł bez głosu sprzeciwu. Jak grób milczała również opozycja, choć nieoficjalnie niektórzy radni wyrażali swoje oburzenie. – Trochę to niesprawiedliwe, bo jeśli przyjdzie komuś czekać na odpowiedź 14 dni, a ludzie będą mieć pretensje do nas, nie do a władz – mówił nam jeden z radnych.

„Próba zamiatania problemów”
Za to burza rozgorzała w sieci. – Takie rozwiązanie zmniejsza prawdopodobieństwo, że do opinii publicznej przecisną się informacje, które są niewygodne dla władz miasta i samych radnych – czytamy na blogu Kolbuszowski Magiel. – To kolejny krok w walce z nami, mieszkańcami, i próba zamiatania problemów, błędów i niekompetencji urzędników pod dywan.

– Swoją drogą, jeśli już, to dlaczego odpowiedzi na pytania zadane publicznie mają być udzielane tylko i wyłącznie tym, którzy je zadali? Dlaczego nie mogą by równocześnie opublikowane na stronie Rady Miejskiej? Burmistrz będzie miał teraz 21 dni na odpowiedź, a w razie dodatkowych wątpliwości – 30 dni. W praktyce jednak każde pytanie zadane na sesji utonie w gąszczu biurokracji. I tylko o to tutaj tylko chodzi – puentuje bloger.

Jak jest w Mielcu
Ograniczanie wolnych wniosków to nie tylko domena kolbuszowskiej Rady Miejskiej. Podobna sytuacja ma miejsce choćby w Mielcu. W poprzedniej kadencji prezydent Janusz Chodorowski szczegółowo odpowiadał na każde zadane pytanie. Teraz odpowiedzi miejskich urzędników z reguły są albo lakoniczne, albo nie ma ich w ogóle. Jeszcze „ciekawiej” jest na Radzie Powiatu w Kolbuszowej, gdzie wolne wnioski i sprawy różne łącznie trwają średnio kilka minut, a na ostatniej sesji było to dokładnie… 51 sekund.

Paweł Galek

2 Responses to "Cenzura na Radzie Miejskiej?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.