I znowu nasze głowy rozpaliła sprawa aborcji. I żeby była jasność, jestem za prawem do życia dla każdego nienarodzonego dziecka. Ale nie o tym dziś. Obywatelski projekt zaostrzający prawo aborcyjne złożyła Polska Federacja Ruchów Obrony Życia. Problem ważny społecznie, ale… dlaczego, odkąd sięgam pamięcią, każda rządząca partia polityczna od ponad 25 lat, zawsze, kiedy chce coś ukryć przed społeczeństwem, czyli przed nami drodzy Czytelnicy, to wyciąga z rękawa albo aborcję, albo eutanazję, albo prawa środowisk LGBT do adopcji dzieci? A my wciąż dajemy się na to nabrać. „Wały”, jakie władza robiła pod zasłoną tematów zastępczych można mnożyć. Oczywiście rządząca partia m.in. ustami Małgorzaty Gosiewskiej (PiS) oświadczyła że: „PiS nie było autorem żadnego z tych projektów, wokół których odbywają się dzisiaj protesty”.
Zadziwiająca jest postawa również lewicowych partii opozycyjnych, które podsycając spór o aborcję nabijają sobie słupki, zbijając kapitał wyborczy. I co się dzieje podczas posiedzenia Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka nad projektem „Stop Aborcji”? Oto dowiadujemy się, że Platforma Obywatelska i Nowoczesna, które tak krzyczą za prawem kobiet do aborcji chcą przesunąć prace nad ustawą aborcyjną do stycznia, tym samym robiąc wszystko, by spór nadal trwał. Dlaczego? O co chodzi? W co znowu grają obłudnicy z jednej i drugiej strony barykady, napuszczając na siebie ludzi w imię makiawelicznej maksymy „dziel i rządź”, dzieląc znowu społeczeństwo na dwa wrogie obozy, kosztem życia nienarodzonych i zdrowia kobiet?
Moim zdaniem, chodzi o CETA oraz TTIP, które dają wielkim korporacjom światowym specjalne prawa. CETA to umowa z Kanadą na pierwszy rzut oka, bo wszystkie wielkie korporacje amerykańskie drenujące gospodarkę Kanady i Meksyku mają swoje filie właśnie w Kanadzie. Dzięki CETA ponad 40 tys. firm z USA będą mogły wykorzystać swoje kanadyjskie filie do tego, by kwestionować europejskie prawo w różnych dziedzinach np. zdrowia, środowiska czy warunków pracy, skarżąc je nie do sądu np. w Polsce, a do arbitrów zewnętrznych, którzy działają w interesie korporacji, a nie poszczególnych państw UE, w tym Polski. Da to takie prawa korporacjom jakich nie ma nikt. Gra jest o wielkie pieniądze. Dlaczego? Bo dzięki podobnym przepisom kanadyjskie społeczeństwo zapłaciło 135 milionów euro głównie firmom z USA, a wciąż toczą się sprawy na ponad 1,75 miliarda euro! Kto za to będzie płacił? Nie PiS, nie PO, nie Nowoczesna, ale my wszyscy. Dam prosty przykład. Korporacje będą chciały wprowadzić jakieś genetycznie zmodyfikowane artykuły spożywcze na polski rynek, które są zabronione przepisami polskimi. Wówczas owe korporacje niby kanadyjskie, a w rzeczywistości amerykańskie zaskarżą ów przepis do arbitrów, którzy działają w ich interesie, a nie w interesie narodowym Polaków. Jak Państwo myślicie? Jaki będzie rezultat sporu? Będziemy musieli zapłacić „zadośćuczynienie” korporacjom, jakie dziś płacą Kanadyjczycy, albo zgodzić się na „parszywe żarcie” genetycznie modyfikowane, które dodatkowo będzie bez oznaczeń, że jest „parszywe”. I to, moim zdaniem, jest sedno sporu o aborcję właśnie teraz. Zrobić szum, by odwrócić naszą uwagę od tego, co politykierzy chcą przepchnąć „pod stołem” bez dyskusji społecznej i bez naszej wiedzy. A media głównego nurtu zarówno te „prawe”, jak i te „lewe” świetnie wpisują się w ich plan.
Redaktor Marcin Żminkowski



19 Responses to "CETA i aborcja, czyli jak robią nas „w konia”"