
MIELEC. Antidotum na zaniedbane, zaśmiecone i zdewastowane przystanki w Mielcu miało być przejęcie ich pod jeden zarząd miejski.
Tak też mówił prezydent Daniel Kozdęba. Jeszcze w kwietniu ub.r. wystąpił on do starostwa z prośbą o przekazanie mu wszystkich tego typu obiektów przy drogach powiatowych, ale odpowiedzi nie otrzymał. Teraz zaapelował do radnych PiS, aby ci w tej sprawie wywarli presje na PiS-owskie władze powiatu.
– Okazuje się, że przystanki w mieście, które są najbardziej obciążone, należą do starostwa – mówił Kozdęba na ostatniej sesji Rady Miejskiej. – To oznacza tyle, że nawet gdybyśmy chcieli układać jakąś politykę transportową miasta, to nie ma ku temu żadnej możliwości. Mamy po prostu „dziurawe sito”, tzn. jest wielu decydentów, z których „każdy sobie rzepkę skrobie.” Efektem tego jest postępujący chaos komunikacyjny. Wystarczy zobaczyć, co się dzieje na al. Niepodległości, ul. Jana Pawła II czy na ul. Wojsławskiej.
– Wszyscy jesteśmy osądzani od czci i wiary za estetykę, a prawda jest taka, że jeżeli chodzi o przystanki miejskie, to my o nie dbamy – zaznaczył prezydent. Co na to powiat?
Swego czasu naciskany przez radnych opozycji starosta Tymuła zapewnił, że przekaże prezydentowi nie tylko przystanki przy drogach powiatowych, ale i cały transport zbiorowy.
pg


