
KRAJ, PODKARPACIE. Strażacy ochotnicy chcą zmian w ustawie, które gwarantowałyby im leczenie w przypadku, gdyby zostali ranni w czasie akcji.
Impulsem do działania był wypadek strażaka z OSP w Chojnie (woj. kuj.-pom.), który podczas rutynowej akcji usuwania plamy z oleju na asfalcie został ofiarą wypadku, gdy rozpędzony kierowca uderzył w niego z taką siłą, że strażak stracił nogę. W szpitalu musieli amputować mu drugą. Wcześniej pracował na umowę „śmieciową” i został bez środków do życia. Nie mógł też liczyć na rehabilitację.
Jego koledzy powiedzieli wtedy stop. Uznali, że wszyscy narażeni są na takie zdarzenia, bo biorąc udział w akcji ratowniczej, także ryzykują swoje zdrowie i życie. Często na miejscu zdarzenia są wcześniej niż druhowie z państwowej straży pożarnej, bo ich bazy są praktycznie w każdym sołectwie. Dlatego chcą zmian w prawie, bo ochotnicy, którzy nie pracują lub właśnie są na „śmieciowych” umowach, w razie wypadku sami muszą zapłacić za leczenie i rehabilitację.
Do 15 listopada strażacy ochotnicy z jednostek w całej Polsce muszą zebrać 100 tysięcy podpisów, aby rozpatrzono projekt nowelizacji ustawy o straży pożarnej. Jeśli ludzie poprą projekt, druhowie będą mogli liczyć na świadczenia zdrowotne i zapłatę za rehabilitację w razie wypadku w czasie akcji.
– W ustawie o ochronie przeciwpożarowej istnieje zapis zrównujący uprawnienia ochotników ze strażakami z państwowej straży pożarnej w sprawie odszkodowań za uszczerbek na zdrowiu czy rent wypadkowych, tyle że idących ścieżką ZUS. Inicjatywa jest jednak ciekawa i godna poparcia, bo dla strażaków na bezrobociu, umowach śmieciowych czy uczących się, nieobjętych ubezpieczeniem to faktycznie może być problem, a wypadki się zdarzają, choć nie ma ich dużo – mówi Edward Szlichta, dyrektor Zarządu Wykonawczego Oddziału Wojewódzkiego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej w Rzeszowie. – O sprawie porozmawiamy z naszym prawnikiem w piątek w Warszawie na centralnym zjeździe ochotniczych straży pożarnych.
Anna Moraniec


