Chcemy, by prawo chroniło nasze dzieci i wnuki, a nie pseudobiznesmenów

3.qxdPolicja, inspektorzy sanepidu, straż miejska, wszystkie służby postawione na nogi, bo jakiś sklep, ba, podobno punkt, sprzedaje dopalacze. Zupełnie bezkarnie i musi robić na tym niezłą kasę, skoro opłaca mu się przenosić interes z miejsca na miejsce, wynajmując coraz to inny lokal.

Swoją drogą właściciel musi mieć niezły ubaw. Siedzi sobie za ladą i obserwuje przesuwające się za okienkiem cienie. A to małolata, marzącego o imitacji sztucznego śniegu czy puchu pawiego, a to policjanta w mundurze, a to „operacyjnego”, a to strażnika miejskiego pstrykającego zdjęcia wchodzącym dzieciakom (w celu zawiadomienia dyrektora szkoły). Urozmaiceniem są też te ciągłe kontrole, szperanie w misternie ułożonych kolorowych opakowaniach, ciągle rekwirowania towaru, konieczność wymyślania nowych nazw spółek czy prowadzonych firm. Ale niech tam i tak wychodzi na swoje.

Mnie zastanawia jedno. Jak to jest, że w państwie prawa dopalacze cały czas są na rynku, można je kupić w Internecie i sklepie. Policja o nich wie, sanepid przeprowadza kontrole, szkoły organizują edukacyjne pogadanki. Prezydent grozi palcem i wszyscy razem, i każdy z osobna nie mogą nic zrobić. Czy to nie absurd? Dlaczego w Polsce uczciwego przedsiębiorcę można w każdej chwili puścić w skarpetkach, a gościa sprzedającego śmierć nie? Dlaczego nasi „wybrańcy narodu” nie stworzą przepisów prawnych, które by to uregulowały? Dlaczego żądnych pieniędzy pseudobiznesmenów, dla których zrobienie kasy jest celem nadrzędnym i gotowi są zabić (tak, dopalacze nie tylko ogłupiają i robią z mózgu jajecznicę, ale też zabijają), nie można posadzić za kratkami, albo pozbawić majątku? Dlaczego muszę się bać, że moje wnuczęta, idąc szkoły, mogą być narażone na haniebne, według mnie, podchody zdegenerowanych handlarzy dopalaczami?

Redaktor Anna Moraniec

4 Responses to "Chcemy, by prawo chroniło nasze dzieci i wnuki, a nie pseudobiznesmenów"

Leave a Reply

Your email address will not be published.