Podobno cztery lata temu zlikwidowano sklepy z dopalaczami, podobno podejrzane sklepiki „kolekcjonerskie”, w których można kupić dopalacze są monitorowane, podobno policja, sanepid, szkoły czuwają nad bezpieczeństwem młodych ludzi. Podobno mamy dobre prawo, bo projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii definiuje dopalacze jako środki zastępcze i zakazuje wprowadzania i obrotu nimi na terenie całego kraju., a osoba, która złamie przepisy, podlega karze od 20 000 zł nawet do 1 mln zł. Podobno…
Pewne natomiast jest, że dopalacze cały czas są na rynku, można je kupić w Internecie, w kilku sklepach na terenie prawie każdego miasta. Policja o nich wie, sanepid przeprowadza kontrole, szkoły organizują edukacyjne pogadanki. Nie mogą jednak nic zrobić, a tym bardziej tego ukrócić, bo w sklepie nie wprowadzają do obiegu tylko „udzielają”, „udostępniają”, a to podobno nie jest karalne! Czy to nie absurd? Owszem, tak.
A mnie nie obchodzi, że ustanawiają przepisy prawne w Polsce nie potrafią zrobić nic bez usterek, a prawo stanowione przez nich jest dziurawe jak szwajcarski ser lub sito. Ja chcę, by moje wnuczęta, które za parę lat pójdą do szkoły, nie były narażone na haniebne, według mnie, podchody żądnych pieniędzy pseudobiznesmenów, dla których zrobienie kasy jest celem nadrzędnym i gotowi są zabić (tak, dopalacze zabijają), niż zrezygnować z jakże dochodowego interesu.
Redaktor Anna Moraniec



4 Responses to "Chcemy, by w Polsce stanowiono prawo, a nie buble prawne"