Chcemy placu zabaw z prawdziwego zdarzenia!

- Nasze dzieci nie mają się gdzie bawić. Pseudoplac zabaw, który tutaj mamy to parodia - przyznają (od. lewej) Magdalena Przewłocka, Joanna Zielińska i Malwina Pańków, mieszkanki os. Króla Augusta. Fot. Paweł Dubiel
– Nasze dzieci nie mają się gdzie bawić. Pseudoplac zabaw, który tutaj mamy to parodia – przyznają (od. lewej) Magdalena Przewłocka, Joanna Zielińska i Malwina Pańków, mieszkanki os. Króla Augusta. Fot. Paweł Dubiel

RZESZÓW. Mieszkańcy os. Króla Augusta walczą o miejsce do zabawy dla swoich pociech.

– Walczymy o niego już od 2010 r. i wciąż w naszej sprawie nie dzieje się nic. To, co obecnie mamy, to nie plac zabaw, tylko zwykła prowizorka – mówią Malwina Pańków i Joanna Zielińska, mieszkanki os. Króla Augusta. – Zamiast urządzeń, na których nasze dzieci mogłyby się bawić, straszą stare poniszczone sprzęty, które zagrażają ich bezpieczeństwu. Dzieci kaleczą się drzazgami, kłują kolczastymi krzewami, które zasadzono na placu, bawią się w piaskownicy z pszczołami, bo ustawiono ją pod owocującą gruszą, nie mają nawet huśtawek z prawdziwego zdarzenia.

Zależy nam na placu zabaw, który byłby dostosowany do potrzeb dzieci młodszych i starszych – mówi Malwina Pańków.

Niestety, zamiast placu zabaw, który służyłby mieszkańcom 9 bloków, na placu… stoją zużyte stare sprzęty. – Mamy tylko dwie huśtawki dla najmłodszych dzieci, które od dawna są już zepsute – mówi Joanna Zielińska. – Do tego są dwa tzw. koniki, dwie stare sprężynowe huśtawki i coś, co wygląda jak element starego domku dla dzieci. Nasze pociechy nie mają się gdzie bawić, a do tego przy prowizorycznym placu zabaw posadzono kłujące krzewy, które mają odgradzać go od bloku. Czy tak powinno wyglądać miejsce do zabawy dla dzieci w XXI wieku?

Mieszkańcy denerwują się, bo zużyte sprzęty stanowią zagrożenie dla korzystających z nich maluchów. – Mój synek ostatnio powbijał sobie drzazgi w rączki, bawiąc się w zbutwiałym „domku” – tłumaczy pani Malwina. – Aż strach puszczać na niego dzieci. Metalowa zjeżdżalnia jest zbyt niska, ma też za niskie brzegi, dziecko korzystając z niej może zrobić sobie krzywdę. Stoi też w miejscu niezacienionym i w lecie nagrzewa się i parzy.

– To skandal, że płacimy spółdzielni niemałe pieniądze, a jesteśmy traktowani tak po macoszemu – przyznają mieszkanki. – A przecież nie chcemy zbyt wiele, kilku huśtawek, normalnego domku do zabawy z plastikową zjeżdżalnią i ogrodzenia, żeby było bezpieczniej.

Co na to zarząd spółdzielni, która zarządza osiedlem? – To rzeczywiście są urządzenia stare, ale jeżeli jest taka potrzeba, mamy nowe urządzenia i możemy je postawić. Teraz jest na to dobry czas, bo zaczyna się wiosna i je tam zamontujemy. Będzie zrobione – zapewnia Edward Słupek, prezes zarządu Spółdzielni Zodiak.

Do tematu wrócimy.

Katarzyna Szczyrek

3 Responses to "Chcemy placu zabaw z prawdziwego zdarzenia!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.