Chciał mieć miedź

44-letni Roman S. jest dobrze znany policji. Można by nawet powiedzieć, że policja zna go lepiej, od własnej rodziny, gdyż częściej miał kontakty z funkcjonariuszami organów ścigania, niż z członkami własnej familii, która zresztą dawano się go wyrzekła.
Najpierw uczynili to rodzice, których okradał i maltretował, a potem żona, która po zaledwie dwóch miesiącach małżeństwa wystąpiła o rozwód i uzyskała go bez trudu.
Ale Romana to nie ruszyło i nadal prowadził żywot pospolitego przestępcy, który kradł i niemal za każdym razem wpadał w policyjne sidła, po czym szedł siedzieć, wychodził, ponownie coś popełnił i wracał do celi. Jego istnienie polegało więc na tym, że systematycznie łamiąc wszelkie normy, miał w sumie życie całkiem nieźle unormowane.
Niedawno znów opuścił więzienne mury i próbował doczepić się do szajki swych byłych kumpli, ale nawet oni orzekli, że z takim bezmózgiem, którego policja łapie, zanim jeszcze zdąży popełnić przestępstwo, nie mają ochoty współpracować. W tej sytuacji, chcąc jakoś przeżyć swój z zasady krótki czas na wolności, Roman S. musiał działać na własną rękę. W tym celu pewnej nocy zakradł się na znaną mu budowę i skradł kilka miedzianych elementów, które następnego dnia zamierzał sprzedać w punkcie skupu złomu. Kradzież poszła mu tym razem wyjątkowo łatwo, gdyż plac budowy nie był nocą chroniony. Teraz musiał ten łup zatachać do swej meliny, bo koniecznie chciał mieć tę miedź, która jednak nie była lekka i nieporęczna do niesienia.
Po drodze Roman doszedł do wniosku, że w tej sytuacji przydałby mu się jakiś grosz, gdyż musi się napić. I wtedy zauważył samotnie idącą kobietę z torebką w ręce. Bandzior na chwilę odłożył miedź, podbiegł do kobiety, pchnął ją z całej siły, a kiedy upadła na chodnik, to wyrwał jej torebkę, po czym wrócił po miedź i zaczął się oddalać, choć niezbyt szybko, gdyż nie pozwalała na to waga łupu skradzionego na budowie.
Tymczasem poszkodowana i przez upadek okaleczona kobieta zaczęła wzywać pomocy. Nie mogła sama zatelefonować na policję, gdyż komórkę miała w skradzionej torebce. Na szczęście pojawił się jakiś spóźniony przechodzień, który wezwał karetkę oraz radiowóz.
Funkcjonariusze szybko pojawili się na miejscu przestępstwa, po czym niezwłocznie ruszyli w pogoń za Romanem S., którego schwytali już po kilkunastu minutach. Wprawdzie zdążył wyrzucić torebkę do kosza na śmieci, ale zachował znajdujące się w niej pieniądze, telefon i dokumenty.
I teraz zapewne minie sporo czasu, zanim ewentualnie znów coś poczytamy w tej rubryce o recydywiście Romanie S., bowiem za bandycki rabunek torebki oraz za kradzież miedzi przeważnie długo się siedzi.

Jan Miszczak

2 Responses to "Chciał mieć miedź"

Leave a Reply

Your email address will not be published.