
ŻUŻEL. 2.LŻ. Rozmowa z JANUSZEM ŚLĄCZKĄ, nowym trenerem Wilków Krosno.
– Dosyć długo kazał Pan czekać na siebie Wilkom Krosno…
– Rzeczywiście, trochę to trwało, zanim zdecydowałem się na pracę w Krośnie. Teraz już oficjalnie mogę potwierdzić, że w przyszłym sezonie będę trenerem Wilków.
– Co Pana ostatecznie przekonało do pracy w Krośnie?
– Przede wszystkim bliska odległość do Krosna no i oczywiście nowi ludzie, którzy stoją za tym projektem. Grześka Leśniaka znam dosyć długo, tak więc ten fakt również przekonał mnie przy podejmowaniu ostatecznej decyzji. Zresztą cały nowy projekt jest ciekawy i wszystkim zależeć będzie na zrobieniu jak najlepszego wyniku. Kibice na pewno tego oczekują, więc będziemy chcieli zrobić trochę niespodzianek. Jesteśmy dobrej myśli i liczymy na pomoc kibiców, bo tych w Krośnie zawsze było sporo niezależnie od wyniku.
– Tym planem minimum ma być awans do play-off, ale nie wierzę, że Pan nie celuje wyżej…
– Na pewno byśmy chcieli jechać w play-offach, ale zobaczymy jak to wszystko się potoczy.
– 2. Liga Żużlowa w przyszłym sezonie nie będzie miała już tak zdecydowanego faworyta jak w tym roku, co wcale nie oznacza, że będzie mniej ciekawa…
– Są mocne drużyny, które mogą nadawać ton II-ligowym rozgrywkom, jak chociażby Opole, Poznań czy Piła. To jednak wcale nie oznacza, że Krosno na tym tle będzie bez szans.
– Wilki przygotowały na sezon 2019 wyjątkowo szeroką kadrę. Będzie zatem w czym wybierać…
– Większość z tych kontraktów jest nazwijmy to grzecznościowymi, bowiem zostały podpisane na prośbę zawodników. Mamy jednak też żużlowców, którzy mają stanowić trzon zespołu i na pewno nie będzie to słaby zespół.
– W Krośnie będzie się Pan zajmował nie tylko pierwszą drużyną…
– Będę również opiekował się szkółką. W tym przypadku bardzo wiele będzie zależeć od finansów i tego, czy klub będzie posiadał sprzęt dla adeptów. I rzecz najważniejsza – czy znajdą się chętni do jazdy. Mam nadzieję, że tak.
– Zostaje też „ogarnięcie” krośnieńskiego toru, z którym od lat są kłopoty i w tej kwestii niewiele pomogła niedawna wymiana nawierzchni…
– W Krośnie jest duży problem z torem i pozostawia on wiele do życzenia. Znam go dobrze znam z jazdy, ale teraz jest inna nawierzchnia, nad którą trzeba solidnie popracować. Moim i nie tylko zadaniem będzie zrobić wszystko, aby było lepiej. Zaczynamy niemal wszystko od podstaw, z nowymi ludźmi i jesteśmy gotowi na ciężką pracę.
– Wracając jeszcze do sezonu 2018. Czy była jakaś szansa na zostanie w Łodzi i dalszą pracę w roli szkoleniowca Orła?
– Szansa była. Rozmawiałem z prezesem Skrzydlewskim w sprawie przedłużenia współpracy ale przyszedł czas na zmiany i chciałem być bliżej domu. Poprzedni sezon był wyjątkowy niefortunny dla łódzkiego klubu. Wszystko to było związane ze stadionem i te problemy ciągnął się do dzisiaj, przez co Orzeł nie dostał licencji.
Rozmawiał Marcin Jeżowski


