Ochrona danych osobowych to jedno, a marnowanie pieniędzy na zbędne zabezpieczenia to drugie. Jeżeli pacjent poważnie chory trafia do szpitala, to przede wszystkim zależy mu na tym, by szybko i skutecznie go leczyli. To, czy dostanie opaskę z nazwiskiem zakodowanym, czy nie, będzie miało dlań większego znaczenia.
Znając mizerię panującą w naszej służbie zdrowia można spokojnie założyć, że czytnik będzie jeden, w dyżurce. Czy pielęgniarka roznosząca leki będzie każdorazowo nosiła przy sobie czytnik, czy może zda się na pamięć i tylko w przypadku niepewności co do osoby będzie goniła z pacjentem do dyżurki w celu odczytania nazwiska chorego. Bo nie sprawdzi go w żaden inny sposób. Wszak nazwisk nie będzie na łóżku pacjenta (jak dotychczas).
Przeraża mnie trochę fakt zupełnej anonimowości w szpitalu. Nie będę już pacjentką Moraniec z sali 6 na kardiologii, tylko numerem, w dodatku zakodowanym. Jeszcze krok i zostaniemy zaczipowani i jakiś cyborg będzie nas tropił po gmachu szpitala, gdy umęczeni szpitalną dietą zachcemy zjeść pierogi w barze na dole. Brr…
Anna Moraniec



4 Responses to "Choremu zależy na wyleczeniu, a nie na tajemnicy"