
RZESZÓW. Koniec nadziei chorych na leczenie chemioterapią w Specjalistycznym Zespole Gruźlicy i Chorób Płuc.
– 80 nowych pacjentów, którzy (w ciągu roku) muszą wybrać 500 podań chemioterapii będą zmuszeni szukać leczenia poza naszą placówką. To bardzo pogorszy im komfort terapii i narazi na niepotrzebny stres – mówi dr n. med. Ryszard Olesiejuk, ordynator Oddziału Pulmunologii i Chemioterapii w SZGiChP w Rzeszowie. Wszystko przez to, że w szpitalu nie będzie komory laminarnej do przygotowywania cytostatyków, której powstanie obiecał sfinansować w Super Nowościach (w styczniu) urząd marszałkowski, a teraz wycofał się z obietnicy, o czym poinformowały nas związki zawodowe działające w lecznicy.
– Decyzję o niedofinansowaniu podjął zarząd województwa po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, czyli skali problemu, która nie jest duża. Chcę również przypomnieć, że organ założycielski nie ma obowiązku pomagania we wszystkich inwestycjach prowadzonych w podległych mu placówek medycznych – mówi Sławomir Miklicz, członek zarządu województwa, odpowiedzialny z służbę zdrowia. – Dla nas najważniejsze jest to, że nie ucierpią na tym pacjenci, dla których jedyną uciążliwością będzie przewożenie na chemioterapię do Ośrodka Onkologicznego na ul. Szopena. Problem natomiast ma szpital, który przez swoje zaniechanie stracił duży kontrakt.
Półtora miliona to sporo kasy
Szpital stracił kontrakt już od stycznia, liczył jednak, że dostosowanie apteki szpitalnej pozwoli mu na jego odzyskanie od połowy 2012 roku. – Półtora milionowy kontrakt na chemioterapię to ok. 5 proc. całości pieniędzy uzyskiwanych od NFZ. Jestem zdeterminowany żeby komorę skończyć i odzyskać pieniądze, bez pomocy urzędu marszałkowskiego będzie nam jednak ciężko. Na razie mamy projekt komory, za który musimy zapłacić 40 tys. zł – mówi Krzysztof Barwinek, dyrektor szpitala.
Jakoś ma się nijak do jakości
Dlaczego szpital, który od lat leczył kompleksowo cały układ oddechowy zaniechał podawania chemii dla chorych na nowotwory? Powodem ograniczenia usług jest niedostosowanie apteki szpitalnej do wymogów przygotowywania cytostatyków. Decyzję taką podjął końcem roku 2011 Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny. WIF wytykał tę usterkę szpitalowi od czterech lat. Dyrekcja o tym wiedziała, ale nie mając pieniędzy liczyła, że “jakoś to będzie”.
– Jakoś ma się jednak nijak do jakości leczenia. Nasi pacjenci zamiast kompleksowej terapii od ręki muszą liczyć na podawanie chemii gdzieś indziej, może na krześle – mówi dr Olesiejuk.
Anna Moraniec



2 Responses to "Chorzy na raka wyrzuceni ze szpitala"