Chwała pokonanym

Aleksandyr Kolew (biała koszulka) zalazł za skórę obrońcom Chojniczanki. Niestety, bułgarski napastnik Stali mimo wielu okazji gola nie zdobył. Fot. Stal Mielec
Aleksandyr Kolew (biała koszulka) zalazł za skórę obrońcom Chojniczanki. Niestety, bułgarski napastnik Stali mimo wielu okazji gola nie zdobył. Fot. Stal Mielec

STAL MIELEC – CHOJNICZANKA CHOJNICE. Podkarpacki beniaminek zepchnął lidera do rozpaczliwej obrony, ale bramki – mimo wielu okazji – nie zdobył.

W starciu najlepszej drużyny wiosny z liderem górą przybysze z Chojnic, którzy przerwali serię 7 remisów. Ponad 4 tysiące kibiców zgotowało swoim ulubieńcom owację na stojąco, bo też stalowcy walczyli tak, jakby nie miało być jutra. – Chwała pokonanym – komplementował gospodarzy Andrzej Iwan, były reprezentant Polski komentujący spotkanie dla telewizji Polsat Sport.

Pojedynki mielecko-chojnickie mają krótką historię. Wszystkie trzy mecze – w lidze i Pucharze Polski – wygrywał zespół z Pomorza, i to „do zera”. W szlagierze kolejki napotkał jednak potężny opór. – Spodziewałem się meczu trudnego, ale nie aż tak. W tym sezonie nikt nie zmusił nas do większego wysiłku – przyznał trener gości Piotr Gruszka, który tak głośno dyrygował zespołem, że stracił głos – Wcześniej trochę brakowało nam szczęścia, dziś los oddał to, co zabrał – ocenił.

Słupki, poprzeczka, Budziłek
Nie było w tym cienia kurtuazji. Niepokonani w 2017 roku biało-niebiescy, przed przerwą schowani na własnej połowie i grający z kontry, po zmianie stron rzucili się do odrabiania strat. Stal zmusiła Chojniczankę do rozpaczliwej obrony, ta przetrwała wyłącznie dzięki bramkarzowi Łukaszowi Budziłkowi. Były zawodnik Lechii Gdańsk wykazał się refleksem po strzałach Szymona Sobczaka, Wasyła Panajotowa i „główce” Aleksandyra Kolewa w 89 minucie. Budziłek miał też wiele szczęścia, dwukrotnie ratował go bowiem słupek, a raz poprzeczka.

– Uff, wydarliśmy to zwycięstwo. Wygraliśmy w jaskini lwa, zmagając się nie tylko z piłkarzami Stali, ale też fantastycznymi mieleckimi kibicami. Było głośno i dramatycznie – uśmiechał się bramkarz Chojniczanki. Dodajmy, że zespół z północy na swoje 10. zwycięstwo czekał aż 147 dni.

Płakał po pudle
Ze łzami w oczach boisko opuszczał Krzysztof Drzazga. Pomocnik, który zapewniał mielczanom ostatnio komplet punktów w meczach z Wigrami i Chrobrym, zmarnował w II połowie wyśmienitą okazję. Po podaniu Sobczaka z 4 metrów huknął w poprzeczkę. – Wystarczyło dobrze przystawić stopę. Mieliśmy wiele okazji, ale między innymi to moje pudło zadecydowało, iż Chojniczanka wróciła do domu z punktami – kajał się zawodnik wypożyczony z Wisły Kraków. – Wypruwaliśmy sobie żyły, lecz piłka nie chciała wpaść do siatki. Wiem, że w futbolu czasem tak bywa, lecz porażka poniesiona w takich okolicznościach strasznie boli.

Drzazgę pocieszał Krzysztof Kiercz, który przejął kapitańską opaskę po kontuzjowanym Mateuszu Cholewiaku (uraz na treningu, dzień przed spotkaniem). – Głowa do góry! Krzysiek, z niczego „zrobiłeś” nam mecz w Głogowie, teraz nie trafiłeś, ale wkrótce będą nowe okazje – zapewniał kolegę.

Z autu jak Islandia
Stal była przygotowana na najmocniejszą broń lidera, czyli stałe fragmenty. Zadania domowego do końca chyba jednak nie odrobiła, bo straciła gola po dalekim… wyrzucie piłki z autu. Paweł Zawistowski, mimo asysty Panajotowa i Sebastiana Zalepy, zdołał uderzyć głową precyzyjnie, obok słupka. Przy okazji mocno rozciął skórę i musiał założyć bandaż. – Nie podpatrywaliśmy ani GKS-u Katowice ani reprezentacji Islandii. Sami to wymyśliliśmy – przekonywał Zawistowski reportera Polsatu, pytany o sposób rozegrania autu.

– Zdrzemnęliśmy się tylko raz, ale w defensywie i tak wyglądamy fantastycznie – upierał się kapitan mielczan, którzy w 2017 roku stracili dopiero cztery bramki. – Na porażkę nie zasłużyliśmy, to my stworzyliśmy więcej sytuacji. Dlatego do Olsztyna jedziemy po trzy punkty. Stal musi się utrzymać, nie ma innej opcji! – podkreślał Krzysztof Kiercz.

Napastnik z ligi angielskiej
Piątkowe starcie było doskonałą reklamą I ligi. Kulturą gry Chojniczanka może i przewyższała stalowców, co zrozumiałe, jeśli weźmiemy pod uwagę, iż po murawie biegali zawodnicy mający łącznie 450 występów w ekstraklasie. Stal była natomiast bardziej waleczna i zdeterminowana. Niesiona dopingiem ponad 4 tys. gardeł atakowała z niezwykłym poświęceniem. Najlepszym tego przykładem akcja z 78. min Kolewa, który nie przewrócił się w polu karnym, choć był ciągnięty za koszulkę, a następnie kopnięty przez obrońcę rywala. Bułgar zdołał oddać strzał, tracąc równowagę. Niestety, piłka minęła słupek o kilkadziesiąt centymetrów.

– Stal powinna mieć karnego, gdyby Kolew upadł, ułatwiłby sędziemu podjęcie decyzji. Napastnik wybrał inny wariant, szedł do przodu jak taran, tak się gra w lidze angielskiej – zachwycał się dryblasem Andrzej Iwan. Przerw było wiele, więc arbiter przedłużył mecz o 6 minut. I tylko w doliczonym czasie miejscowi mieli 3 szanse, by wyrównać! Bliski szczęścia był m.in. bramkarz Tomasz Libera.

STAL Mielec 0
CHOJNICZANKA 1
(0-1)
0-1 Zawistowski (28.)
STAL
: Libera – Sadzawicki, Zalepa, Kiercz, Getinger, Sobczak (73. Głowacki), Panajotow, Marciniec (73. Buczek), Radulj (83. Sulewski), Drzazga – Kolew
CHOJNICZANKA: Budziłek – Podgórski, Markowski, Kieruzel, Kosakiewicz, Biskup (72. Niedziela), Zawistowski (80. Chvedukas), Grzelak, Meschia (51. Rybski), Jakóbowski – Mikołajczak.
Sędziował Sebastian Jarzębak (Bytom). Żółte kartki: Panajotow, Buczek, Radulj – Markowski, Grzelak, Meschia, Mikołajczak. Widzów 4239.

tsz

Leave a Reply

Your email address will not be published.