Chwile grozy na autostradzie. Policjanci ocalili życie 5 latka

Jest sobota, 22 sierpnia, przed południem. Na poboczu autostrady A4 zatrzymuje się samochód. Wybiega z niego mężczyzna z małym dzieckiem na rękach. Chłopiec jest siny, leci mu przez ręce, charczy. Mężczyzna kładzie go na jezdni, krzyczy, żeby ratować, bo synek umiera. Widzą to policjanci z podkarpackiej drogówki. Ruszają na pomoc. Zaczyna się walka o życie.

Z asp. Michałem Wcisło spotykamy się z w komendzie Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie. Sympatyczny, uśmiechnięty, bardzo skromny. W policji od 13 lat. W takiej sytuacji… po raz pierwszy. – To był spokojny, słoneczny dzień. Patrolowaliśmy z kolegą autostradę A4 i przyległe miejscowości. Ruch był znikomy, niemal pusto. Wracaliśmy już do Rzeszowa – wspomina policjant z Wydziału Ruchu Drogowego KWP, główny bohater tej dramatycznej historii.

Co działo się dalej? – pytamy. – Około 500 metrów za węzłem Sędziszów Małopolski zauważyliśmy samochód, który zatrzymał się na pasie awaryjnym – opowiada aspirant Wcisło. – Nie wiedzieliśmy co się stało, czy kierowca zasłabł, czy potrzebuje pomocy.

Postanowili to sprawdzić. – Zjeżdżając włączyłem sygnały. Zatrzymaliśmy się za autem i w tym momencie widzę, że wybiega z niego kierowca. Otwiera tylne drzwi i energicznie wyciąga dziecko. Byłem szoku.

Mężczyzna położył chłopca na asfalcie, z samochodu wybiegła kobieta. Zaczęli krzyczeć, żeby ratować dziecko, bo nie oddycha. Nie było czasu na myślenie, musieliśmy działać natychmiast!

– Szybki podział ról, aspirant pobiegł do dziecka, a ja zacząłem dzwonić pod 112 – relacjonuje nam starszy posterunkowy Paweł Bibinin. W policji pracuje od 1,5 roku. – Okazało się, że dyspozytor miał powiadomienie, ale załoga karetki nie wiedziała dokładnie gdzie ma jechać. Ci ludzie nie byli stąd, jechali na urlop w góry. Zdezorientowani nie wiedzieli gdzie są.

W tym czasie apirant Wcisło już klęczał nad dzieckiem. – Maluch był siny, wiotki, oczka miał otwarte, ale wzrok nieprzytomny. Nie było z nim kontaktu – opowiada nam z trudem panując nad emocjami. – Słyszałem rzężenie i bulgotanie w gardle. Stres przeogromny.

Rodzice wpadli w panikę. Matka płakała, krzyczała, że dziecko umiera. Nie wiedzieli co się stało. Maluch wcześniej nie chorował, nie był na nic uczulony. Spał, gdy ojciec obracając się do niego sprzed kierownicy zobaczył, że jest siny i sztywny. Dlatego się zatrzymali. Ale nie wiedzieli co robić.

– To były sekundy. Dziecko się dusiło – relacjonuje policjant. – Obróciłem go na bok, zacząłem wygarniać ślinę z ust. Było jej strasznie dużo. Zalegała mu, zatykając drogi oddechowe. Myślałem: „Żeby tylko dał radę, żeby do nas wrócił!”. Ślina cały czas wypływała mu z buzi. Były momenty, że zupełnie tracił oddech. To trwało może jakieś pięć minut i… nagle słyszę płacz. Maluch zaczął płakać! Pomyślałem: „Boże, wrócił do nas!”. Nerwy trochę puściły, ale cały czas się bałem że coś znowu może się stać.

– Opatrywanie ran ludziom po wypadkach, doraźna pomoc, z tym spotykamy się w naszej pracy niemal codziennie. – Ale sytuacja kiedy muszę pomóc, bo zagrożone jest czyjeś życie nie zdarza się często. Pierwszy raz uratowałem komuś życie. To dla mnie bardzo ważne, nagroda za wszystkie lata pracy. Jestem szczęśliwy, że mogłem pomóc temu maluchowi – mówi aspirant Michał Wcisło
Fot. Kacper Płudowski

Matka wybuchnęła płaczem, chciała brać synka na ręce. – Uspokajałem ją, mówiłem, żeby nie ruszać maluszka, że musi zostać w tej pozycji, oczyścić drogi oddechowe. Położyliśmy mu tylko poduszeczkę pod głowę i dalej czekaliśmy na karetkę.

Dotarła po około 15 minutach. – Przekazaliśmy chłopca ratownikom – uśmiecha się nasz rozmówca. – Potem już wszystko było spokojnie, zagrożenie życia minęło.

– Mama dziecka była przy synku w karetce, ojciec co chwilę zaglądał, sprawdzał czy wszystko w porządku – opowiada Paweł Bibinin. – Chyba z trzy razy podchodził do nas i dziękował za pomoc. Widać było, że mu ulżyło, był bardzo wdzięczny.

– Zapytaliśmy jeszcze ratowników, czy czegoś im nie trzeba, powiedzieli, że zaraz ruszają z chłopcem do szpitala, więc odjechaliśmy – dodaje Michał Wcisło. – Niby krótka historia, niby kilkanaście minut, a nerwów tyle, że… przez resztę dnia trudno było myśleć o czymś innym.

A po powrocie do domu… – Pierwsze co, to wzięliśmy w ramiona naszych synków – przyznają zgodnie bohaterowie. Bo obaj są ojcami – Michał Wcisło jest tatą półrocznego Julianka, a Paweł Bibinin 1,5-rocznego Antosia. – I w takich sytuacjach jak ta, człowiek ma przed oczami własne dziecko – przyznają. – Rozumie przerażonych rodziców i doskonale wie jak cenne życie ratuje. No i jak ci ludzie na niego liczą…

– Mieliśmy kiedyś taką sytuację, że Julek zaczął się krztusić podczas karmienia – przyznaje Wcisło. – To musi być odruch, dziecko na brzuszek i odklepywać. Trzeba działać automatycznie, ratować. A panika pojawia się wtedy, gdy człowiek nie wie co robić. Dlatego warto, by rodzice przeszli kursy pierwszej pomocy. Zresztą nie tylko oni. Nie wiadomo przecież w jakiej sytuacji się znajdziemy. Może ktoś będzie potrzebował naszej pomocy na ulicy, w sklepie, gdziekolwiek. I co wtedy? Ludzie boją się działać, bo obawiają się, że mogą zaszkodzić. Ale w sytuacji gdy toczy się walka o ludzkie życie, każda pomoc jest bezcenna, a szczególnie właśnie skuteczne udzielenie pomocy przedmedycznej. Czasem może zabraknąć tych kilku minut do przyjazdu karetki…

– Spełnia się moja służba – przyznaje starszy posterunkowy Paweł Bibinin – Po to wstąpiłem do policji, żeby chronić ludzkie życie i zdrowie. Dzięki takiej sytuacji jak ta, jestem pewien że swoją drogę wybrałem dobrze…
fot. archiwum rodzinne

Tak jak w tym przypadku, bo gdyby Michał Wcisło i Paweł Bibinin nie znaleźli się we właściwym miejscu w odpowiednim czasie, ta historia mogłaby zakończyć się dramatem.

Jak przyznają – słowa uznania od najbliższych i kolegów z pracy cieszą, ale nie czują się bohaterami. – Żona jest bardzo dumna, a z gratulacjami dzwonili nawet koledzy z którymi nie widziałem się od 13 lat – przyznaje Wcisło dodając skromnie: – Ale to nie było bohaterstwo, tylko dobrze wykonana robota.

Katarzyna Szczyrek

3 Responses to "Chwile grozy na autostradzie. Policjanci ocalili życie 5 latka"

Leave a Reply

Your email address will not be published.