
RZESZÓW. Na świecie więcej kobiet w wieku od 15 do 44 lat umiera na skutek przemocy niż na raka, malarię czy w wypadkach drogowych.
Przemoc domowa ma różne oblicza; ciemiężenie ofiary nie ogranicza się jedynie do maltretowania fizycznego. Dochodzi do tego przemoc psychiczna, ekonomiczna czy seksualna. Zawsze jednak jest zamierzonym, a nie przypadkowym działaniem człowieka wykorzystującym przewagę siły i skierowanym przeciwko członkom rodziny. Rzadko jest jednorazowym epizodem, ma tendencje do powtarzania się, niepowstrzymana przybiera na sile, staje się gwałtowniejsza.
Zawsze jest ktoś dominujący i ktoś uległy, bo przemoc osłabia lub powoduje brak zdolności do samoobrony wobec przeważającej siły lub władzy kata.
– Mąż nigdy nie podniósł na mnie ręki – opowiada pani Joanna, 46-letnia rozwódka z Rzeszowa. – Nie mógł sobie na to pozwolić ze względu na wysokie stanowisko. Wśród współpracowników miał nieskazitelną opinie. Za to całkowicie uzależnił mnie od siebie finansowo. Miałam dwie malutkie córeczki, rodzina stwierdziła, że trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno, powinnam być mu wdzięczna, o rozwodzie nawet słyszeć nie chcieli. Kiedy tylko zaczynałam się buntować, zabierał mi pieniądze. Dochodziło do tego, że nie miałam na mleko czy pieluchy dla dzieci. Gnoił mnie psychicznie, latami słuchałam wyzwisk pod swoim adresem, mieszał mnie z błotem, czasem wolałam dostać niż tego wysłuchiwać, żyć pod ciągłym napięciem. Z czasem uwierzyłam, że jestem nic niewarta – wspomina.
Pani Joanna jest jedną z tysiąca kobiet dotkniętych przemocą domową. Udało jej się stanąć na nogi, znalazła pomoc, odeszła od męża oprawcy.
Niestety, nie każda historia kończy się w ten sposób. Nieraz musi dojść do tragedii, żeby ofiara przejrzała na oczy. – Mój partner tłuk mnie latami, z początku uważał, żeby nie było widać, potem walił na oślep – dzieli się swoją historią pani Edyta. – Do założenia niebieskiej karty zmobilizowali mnie sąsiedzi, którzy notorycznie reagowali dzwoniąc na policję, kiedy tylko słyszeli mój krzyk. Miarka się przebrała, kiedy złamał rękę naszej 5-letniej córce. Coś we mnie pękło. Ze szpitala nie wróciłyśmy już do niego. Na początku był Dom Samotnej Matki, potem znalazłam pracę, stanęłam na nogi, wynajęłam mieszkanie. Mój osobisty apel: trzeba odejść od razu. Jak raz uderzy, będzie już zawsze bił – radzi.
Nadkomisarz Marta Tabasz-Rygiel informuje: – Podkarpaccy policjanci w roku ubiegłym na terenie całego województwa sporządzili łącznie 4 tysiące 111 formularzy Niebieskiej Karty. Z tych dokumentów wynika, że wobec 5425 osób istnieje podejrzenie, że zostały dotknięte przemocą, wśród ofiar było 3785 kobiet, 779 mężczyzn i 861 dzieci. Natomiast w okresie od 1 stycznia do 2 października 2017 r. na terenie Rzeszowa i powiatu rzeszowskiego sporządzono 245 formularzy Niebieskiej Karty. 278 to liczba osób, które podejrzewamy, że są dotknięte przemocą, w tym 218 kobiet, 36 mężczyzn i 24 dzieci – wylicza.
Małgorzata Miś



5 Responses to "Ciche katowanie przez „ukochanego”"