
PIŁKA RĘCZNA. SUPERLIGA. Prezes Stali apeluje o zdrowy rozsądek.
Piłkarzy ręcznych zwykliśmy określać mianem prawdziwych twardzieli o niezłomnych charakterach. Wobec pustej kiesy nawet oni pozostają jednak bezradni, a jedyne, co mogą zrobić, to cierpliwie czekać. O swoje postanowili jednak upomnieć się „Czeczeńcy”, którzy od wtorku, 15 lipca, przygotowują się do sezonu.
Jak informowaliśmy w czwartkowym wydaniu Super Nowości, klub zalega im z wypłatami, choć wedle zapewnień, przed wakacjami ich część miała zostać uregulowana.
– Po zakończeniu ubiegłego sezonu dostaliśmy słowo od prezesa, że pieniądze za 2014 r. pojawią się na koncie do końca maja, nikt nie wspominał nawet o tych z 2013 r., zresztą jeszcze większych. I tylko dlatego podpisaliśmy kolejne umowy z klubem! Praktycznie każdy z nas miał przecież inne oferty z Polski, ale znowu nie dotrzymano słowa. Jeśli do końca lipca nie zapadną konkretne decyzje, po prostu się rozjedziemy – mówił nam kilka dni temu Marek Szpera, rozgrywający Stali.
Prezes uspokaja
– Zaległości są, ale nie oceniam tego źle – stwierdził bardzo dyplomatycznie w rozmowie z Super Nowościami Wojciech Kamieniecki, prezes SPR Stali Mielec. – Spotkamy się wszyscy w tym tygodniu i zastanowimy, jak zlikwidować poszczególne długi, a co za tym idzie nieporozumienia na linii klub – drużyna. Chciałbym nadmienić, że jeśli zawodnicy w ogóle zrezygnują z gry, a więc Stal nie przystąpi do sezonu, siłą rzeczy nie będzie mowy o żadnych wypłatach. Szantaż szantażem, ale zdrowy rozsądek musi zwyciężyć – dodał.
– My po prostu domagamy się tego, na co zasługujemy. Każdy powinien za swoją pracę otrzymywać wynagrodzenie. Naszej postawy szantażem na pewno nazwać nie można – ripostuje Szpera.
Zawodnicy występują w klubie na zasadzie tzw. samozatrudnienia, więc indywidualnie muszą opłacać m.in. ZUS. Pomimo różnych kibicowskich spekulacji, taka forma pracy jest dość powszechna w polskim handballu. – To nic nadzwyczajnego. Również u nas w klubie niektórzy gracze mają w taki sposób skonstruowane umowy – rozwiewa wątpliwości Paweł Papaj, dyrektor marketingu KS Vive Targi Kielce.
Miasto czeka
Napiętą sytuację piątej drużyny w Polsce bacznie obserwują też władze miasta, które już nieraz były zmuszone do reakcji i pomocy. To bowiem nie pierwsza taka sytuacja w historii klubu, choć wydaje się, że akurat ta najbardziej zachwiała jego fundamentami. Na ten moment o nerwowych ruchach nie ma jednak mowy, bo jak zaznacza Krzysztof Urbański, rzecznik prasowy prezydenta Mielca, potrzeba spokojnie zmierzyć się z tematem. – Miasto cały czas pomaga szczypiornistom, fundując m.in. stypendia, które są wypłacana na bieżąco co miesiąc. Jesteśmy w ciągłym kontakcie z klubem, w szczególności pan Bogdan Bieniek, zastępca prezydenta, któremu podlegają sprawy sportowe. Pochopne ruchy nie są na miejscu – tłumaczy.
Krzysztofik wraca na Słowację
Będący po słowie z mieleckimi działaczami Damian Krzysztofik wraca w poniedziałek do Presova. Ocierający się o reprezentację Polski kołowy po rocznej przerwie miał wrócić do macierzystego klubu, ale mocno niestabilna sytuacja Stali zmusiła go do tymczasowego wstrzymania decyzji. – Jestem w zawieszeniu i kompletnie nie wiem, jak to się skończy. Zaczynam okres przygotowawczy do sezonu z Tatranem, a jeśli coś pozytywnego stanie się w Mielcu, wrócę. Jeśli nie, będę walczył o miejsce w składzie słowackiej drużyny – deklaruje.
PRZECZYTAJ: „Czeczeńcy na krawędzi”
Tomasz Czarnota


