
RZESZÓW, PODKARPACIE. Z raportu Fundacji „Rodzić po ludzku” wynika zbytnie zmedykalizowanie porodów: za dużo jest cięć cesarskich, nacinania krocza, przyśpieszania.
Najwięcej cesarek w skali kraju przeprowadza się na Podkarpaciu (aż 50 proc.) – Niebawem może dojść do tego, że w kraju w sposób naturalny będą kończyły się te porody, gdzie lekarze nie zdążą wykonać cięcia. To, co dziś widzimy, to prawdziwa tragedia – skomentował raport prof. Mirosław Wielgoś, konsultant krajowy w dziedzinie perinatologii.
Skąd taka popularność cesarskich cięć? Według położników, na wzrost liczby „cesarek” składa się kilka powodów, wśród nich jest roszczeniowe nastawienie rodzących, strach przed bólem, wygoda. – Żaden ginekolog nie odmówi zrobienia cesarki, gdy na pozór młoda, zdrowa kobieta przyniesie zaświadczenie od okulisty, że wysiłek przy porodzie może jej grozić ślepotą – mówi dr n. med. Bogdan Ostrowski, ordynator oddziału ginekologii i położnictwa w Szpitalu Miejskim w Rzeszowie.
Lekarze wskazują również, że ciężarne nie zdają sobie sprawy z ryzyka związanego z cięciem cesarskim. Nie mają świadomości, że poród drogami natury jest bezpieczniejszy dla dziecka i matki. Dzieci urodzone w sposób naturalny są zdrowsze, maja większą odporność, a ich matki szybciej odzyskują sprawność po porodzie.
– Musimy zacząć głośno mówić, że cięcie nie jest dobre ani dla matki, ani dla jej dziecka. Ono faktycznie powinno mieć miejsce w sytuacji, gdy ratuje życie, a nie wtedy, gdy chcemy szybko sprowadzić na świat dziecko – mówi lekarz.
Lekarze boją się kar…
O ile wysoki odsetek cesarek może mniej dziwić w szpitalach w Rzeszowie, gdzie trafiają pacjentki z patologiami, z ciążami zagrożonymi albo mnogimi, to nic nie przemawia za podobnie wysokim odsetkiem porodów operacyjnych w szpitalach powiatowych. Częściowo tłumaczą to dane Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, z których wynika, iż najwięcej spraw toczących się na przestrzeni ostatnich lat dotyczy głównie zbyt późno wykonanego cięcia cesarskiego, niewykonania cięcia cesarskiego czy uszkodzenia okołoporodowego noworodków. Częściej też zapadają wyroki za zbyt późne lub w ogóle niewykonane cięcia. Trzeba jednak pamiętać, że „cesarka” dla dziecka to przede wszystkim większe ryzyko chorób układu oddechowego.
Z raportu wynika także, że wciąż niedoceniana jest rola położnych. W efekcie tylko w 13 proc. porodów pełnią one samodzielną opiekę nad kobietą.
Anna Moraniec



2 Responses to "Co drugi poród to „cesarka”"