
Nie ma kwestii: „piractwo powietrzne łobuza Łukaszenki”. Zmuszenie do lądowania obcego samolotu, zatrzymanie pasażera, grożenie zestrzeleniem – to nie żaden terroryzm państwowy, tylko zwykły chamski akt bandytyzmu, skierowany przeciw obywatelom nie tylko Polski jako kraju Unii Europejskiej, ale także przeciw Polsce jako krajowi NATO. Akt graniczący z agresją i ocierający się o konieczność głośnego brzęknięcia szabelką nie tylko przez Polskę.
Nie ma co z tym dyskutować. Fakt jest faktem, wszystko jasne i klarowne.
Rząd Polski powinien natychmiast zareagować najsurowszymi możliwymi sankcjami: zakazem jakiegokolwiek handlu z Białorusią dla firm państwowych i prywatnych, zerwaniem stosunków dyplomatycznych z daniem białoruskim „dyplomatom” minimalnego możliwego czasu na spakowanie manatków, zamknięciem polskiej przestrzeni powietrznej dla wszystkich linii lotniczych latających do Białorusi i zakazem wjazdu do Polski dla wszystkich ludzi pracujących w Białorusi na posadach państwowych.
Nic takiego dotychczas nie nastąpiło.
Z każdą godziną autorytet tego rządu maleje: miękiszony są mocne w pysku i ostre wobec babci Kasi; ale tylko. Coś tam po południu pewno zrobią, ale nie wierzę, by to było nadmiernie bolesne dla gangstera. Oczywiście, pewien wicepremier zajmujący się podobno bezpieczeństwem, głosu nie zabierze.
Na marginesie tego wydarzenia taka uwaga. Informacja o tym znalazła się – naturalnie – na pierwszej stronie „Wyborczej”. Owszem, na dole prawej szpalty zajęła jakieś 4 cm kwadratowe i odesłała czytelnika na 11. kolumnę…
Wielokrotnie więcej miejsca zajął na czołówce „pan Robert”, demonstrujący nienaganny kaloryfer na klacie.
Facet, który prowadził numer, powinien wylecieć z pracy natychmiast. W zasadzie to wszystko, co można jeszcze zrobić, żeby odrobinkę chociaż podratować własny wizerunek.
To jest bowiem kompromitacja dziennikarska, jakiej nad Wisłą nie było w prawdziwej (mimo wszystko) prasie od niepamiętnych czasów. I proszę mi nie mówić, że to była niedziela, że nikogo nie ma, że się nie da, że kosztowałoby majątek… No to by kosztowało.
Wysyła się w takiej sytuacji po kogo trzeba samochody, opóźnia druk, dokłada do interesu każde pieniądze – ale powtarzam po raz tysięczny: robienie gazety to nie produkcja gwoździ i nie tylko – a nawet nie głównie – o kasę tu chodzi. Kto tego nie rozumie – dla tego w tym zawodzie nie ma miejsca.
Tu kończę pisanie, bo mnie nagła krew zaleje. Tak to jest, gdy gazetą zarządzają księgowi z Gminnej Spółdzielni w Górce Dolnej.
Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.



6 Responses to "Co jest dziś najważniejsze?"