
PODKARPACIE. Strażacy przyznają, że gaśnicą samochodową ciężko jest ugasić nawet początkową fazę pożaru w aucie.
To już niemal plaga. Od 1 kwietnia ubiegłego roku w województwie podkarpackim spaleniu uległo 76 samochodów, czyli co kilka dni płonie jakiś pojazd. We wtorek całkowicie spalił się samochód małżeństwa z Niska, którzy podróżowali przez miejscowość Średnia Wieś. Na szczęście dwojgu podróżującym renault laguną nic się nie stało.
– Tak się przyjęło, że do mechanika jeździ się tylko jak coś się zepsuje w aucie, a powinno się raz na jakiś czas odwiedzić warsztat i sprawdzić, czy wszystko z naszym samochodem jest w porządku – tłumaczy nam przyczyny samozapłonów jeden z policjantów drogówki.
– 66-letni mieszkaniec Niska wraz z żoną swoim renaultem laguną wracał z Bukowca do domu. W Średniej Wsi spod maski ich samochodu zaczął wydobywać się dym. Mężczyzna próbował ugasić ogień samochodową gaśnicą, powiadomił też odpowiednie służby. Niestety, pojazd doszczętnie spłonął. Wstępnie za prawdopodobną przyczynę pożaru uznano samozapłon – informują policjanci z Leska.
Warto gasić od dwóch stron silnika
– Na Podkarpaciu od roku spaleniu uległo 76 samochodów. Na szczęście nikomu nic się nie stało – mówi mł. bryg. Marcin Betleja, rzecznik prasowy podkarpackiej straży pożarnej. Ogień wybucha w komorze silnika i związany jest z elektryką w pojeździe. Mł. bryg. Betleja przyznaje, że w swoim prywatnym aucie wozi dwie gaśnice, bo gdy pojawia się dym, warto gasić z dwóch stron – oczywiście jeśli oprócz kierowcy jest jeszcze jakaś druga osoba.
– Powinno się trochę uchylić klapę od silnika i wprowadzić tam dyszę gaśnicy. Dobrze, jeśli od spodu samochodu druga osoba także skieruje strumień gaśnicy na silnik. Oczywiście jak najszybciej należy wezwać również straż pożarną – mówi rzecznik. Strażacy jednak przyznają, że trudno jest ugasić samemu pożar.
Wszyscy muszą opuścić samochód
Co ważne i podkreślają to sami strażacy, a może wielu kierowcom wydać się czymś oczywistym, gdy pali się auto należy wysiąść z samochodu. – Nie tylko kierowca, ale pozostałe osoby także – tłumaczy mł. bryg. Betleja. A bywa i tak, że kierowca jedzie z żoną i dwójką dzieci. Sam wybiega gasić pożar, a rodzina zostaje w środku. Gdy kierowca nie radzi sobie z płomieniami i obejmują one już znaczną część samochodu, zaczyna się gorączkowe odpinanie pasów i próba wydostania się z samochodu. – Na szczęście wybuchy samochodów można zobaczyć zwykle w filmach, bo zbiorniki z paliwem czy gazem są na tyle wytrzymałe, że bardzo rzadko dochodzi do wybuchu – dodaje mł. bryg. Betleja.
Grzegorz Anton



2 Responses to "Co kilka dni na Podkarpaciu płonie samochód"