Niedawno opisywaliśmy problem konfliktu na SOR-ze przemyskiego Szpitala Wojewódzkiego. Dyrekcja zapewniała nas wówczas i naszych Czytelników, że konflikt został zażegnany, a ogólna sytuacja w placówce jest bardzo dobra. Niestety, my mamy inne informacje, które nie napawają optymizmem. Szefostwo szpitala idzie jednak w zaparte i przekonuje, że problemów nie ma.
Przypomnijmy; jak donosiliśmy kilka tygodni temu, wskutek konfliktu jednego z lekarzy dyżurujących na SOR-ze przemyskiego Wojewódzkiego Szpitala, kilku innych lekarzy z szefem SOR-u, doktorem Piotrem Marciniakiem na czele, zakończyło współpracę ze szpitalem, albo z SOR-em. Na oddziale, który jak wszyscy wiemy, ma kluczowe znaczenie w każdym szpitalu, trwa nadal konflikt wspomnianego lekarza z resztą zespołu, który jest szykanowany w związku z tą sytuacją. Na nasze ówczesne pytania szefowa przemyskiego szpitala, Barbara Stawarz odpowiadała wówczas, że zrobiła wszystko, by konflikt zażegnać, zaś dotyczył on tylko części personelu SOR-u, a nie wszystkich pracowników współpracujących z lekarzem, o którym mowa. Zapewniała też, że po odejściu kilku lekarzy z SOR-u sytuacja jest opanowana, a obsada Szpitalnego Oddziału Ratunkowego pełna. Niestety okazuje się, że te zapewnienia pani dyrektor nie są miarodajne.
– Konflikt na SOR-ze trwa, a dyżury na nim pełni non stop lekarz, który ten konflikt wywołał – dowiadujemy się. Do tego w szpitalu protestują sprzątaczki. Szefostwo placówki nadal jednak nie widzi problemu, jednak na nasze pytania odpowiada bardzo wymijająco.
Starosta i radni zaniepokojeni
Sytuacja do której doszło na SOR-ze przemyskiej placówki odbiła się szerokim echem w mieście i okolicach. Na tyle szerokim, że starosta przemyski, Jan Pączek i Rada Powiatu Przemyskiego zdecydowali się na zaproszenie dyrektor Barbary Stawarz na sesję Rady Powiatu. Chcieli po prostu wiedzieć, co dzieje się na strategicznym oddziale przemyskiego Wojewódzkiego Szpitala i czy pacjenci są należycie na nim zabezpieczani, pomimo perturbacji personalnych i konfliktu na SOR-ze. Tu należy się naszym Czytelnikom ważna informacja. Otóż Wojewódzki Szpital w Przemyślu, jak zresztą sama jego nazwa wskazuje jest placówką, której organem założycielskim jest zarząd województwa podkarpackiego. Mówiąc kolokwialnie zatem, prezydent i Rada Miejska Przemyśla oraz starosta przemyski i Rada Powiatu Przemyskiego, nic formalnie do szpitala nie mają. Jednak dość oczywistym jest, że placówka leży w kręgu zainteresowań zarówno radnych miejskich, jak i powiatowych oraz włodarzy miasta i powiatu, bo przecież leczy się w niej większość mieszkańców Przemyśla i okolic! Stąd nic dziwnego, że starosta przemyski i radni powiatowi zaprosili panią dyrektor Stawarz, by niejako z pierwszej ręki dowiedzieć się jaka jest sytuacja w szpitalu.
Dyrektor ds. lecznictwa i prawnik uspokajali
Na sesji Rady Powiatu Przemyskiego nie pojawiła się jednak sama dyrektor szpitala, Barbara Stawarz, nie pofatygowała się do przemyskiego starostwa powiatowego. Zamiast niej, pojawiła się jej zastępczyni ds. lecznictwa, Sylwia Zub-Sobczuk oraz prawnik reprezentujący placówkę, Bartosz Grabowy. Oboje zgodnie przekonywali starostę Pączka i radnych, że na SOR-ze wszystko jest w porządku. Padały uspokajające słowa, że konflikt został zażegnany, oddział pracuje zupełnie normalnie i nie mam na nim braków kadrowych. Ba, także argument, że SOR przemyskiego szpitala jest uznawany za jeden z najsprawniejszych w kraju! – Tak było – prostują tę informację pracownicy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Wojewódzkiego Szpitala w Przemyślu w rozmowie z nami. – Było, ale już nie jest. To nasz szef, doktor Piotr Marciniak (pomimo, że P. Marciniak od października już nie pracuje w przemyskim szpitalu, a jego dawni podwładni nadal nazywają go szefem, przyp. autora) potrafił tak zorganizować nasz SOR, że był stawiany za wzór innym szpitalom! – zdradzają pracownicy. – Teraz, to już niestety przeszłość – dodają. Zaprzeczają też zapewnieniom doktor Zub-Sobczuk, jakoby nie było żadnych problemów z obsadą lekarską SOR-u. – Razem z doktorem Marciniakiem z pracy na SOR-ze zrezygnowało 5 innych lekarzy – przypominają. – Część w ogóle odeszła ze szpitala, część zrezygnowała z dyżurowania na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym – wyjaśniają. – W tej chwili jest taka sytuacja, że praktycznie non stop dyżuruje ten lekarz, który przez konflikt z nami i swoje wprost niewyobrażalne zachowanie „rozwalił” nam sprawny oddział – przekonują pracownicy byli i obecni SOR-u. I opowiadają, jak to obecnie zapewniana jest obsada oddziału: – Jest jeden internista, którego mają wspomagać lekarze z oddziałów – tłumaczą. – Wiadomo, że taki lekarz musi zostawić czasem dwa, czy trzy oddziały, którymi się zajmuje na dyżurze, żeby zjechać parę pięter i wspomóc lekarza na SOR-ze, potem wraca i znów jest wzywany, paranoja – relacjonują.
Pani dyrektor odpowiada tak, że …nie odpowiada
Zadaliśmy konkretne pytania na temat lekarskiej obsady SOR-u i liczby godzin dyżurowania lekarza, który zdaniem pracowników oddziału był zarzewiem konfliktu i powodem odejścia 6 lekarzy. Brzmiały one: „Ilu lekarzy i jakich specjalizacji ma w tej chwili podpisane kontrakty na SOR-ze?” oraz „Ile godzin tygodniowo pełni na SOR-ze dyżury doktor (tu padło nazwisko wspomnianego lekarza)?”. Odpowiedź otrzymaliśmy za pośrednictwem rzecznika prasowego Wojewódzkiego Szpitala w Przemyślu, Pawła Bugiry, ale od dyrektorki placówki, Barbary Stawarz: – Szpitalny Oddział Ratunkowy w Wojewódzkim Szpitalu w Przemyślu funkcjonuje sprawnie, wszystkie dyżury są zabezpieczone w personel lekarski i pielęgniarski, tak, aby była zachowana ciągłość i standardy udzielania świadczeń. Od dnia rezygnacji z pracy lek. Piotra Marciniaka mijają kolejne miesiące, a SOR cały czas sprawnie funkcjonuje i pacjenci mają zapewnioną odpowiednią opiekę. Argumenty podnoszone przez niektóre osoby po odejściu byłego kierownika SOR-u są irracjonalne i nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości. Zapewniam, że SOR funkcjonuje sprawnie i dołożę wszelkich starań, żeby tak było nadal – czytamy w odpowiedzi pani dyrektor Stawarz na nasze pytania. Rzecz jednak w tym, że to …nie są odpowiedzi na te pytania. Nie dowiadujemy się bowiem tego, o co pytaliśmy, czyli ilu lekarzy ma podpisane kontrakty na dyżurowanie na SOR-ze i jakie reprezentują oni specjalizacje oraz ile godzin dyżuruje tygodniowo lekarz, o którego pytaliśmy! Odpowiedzi pani dyrektor Stawarz są bardzo, ale to bardzo wymijające. – To bardzo typowe dla pani dyrektor – uśmiechają się gorzko nasi rozmówcy. – Nie odpowiada na niewygodne pytania i robi z pytającego zwyczajnie głupka – podsumowują. – To jakaś trudność odpowiedzieć ilu lekarzy ma kontrakty na SOR-ze, albo ile godzin ma tygodniowo ten lekarz? – ironizują. – Pewnie tak, bo jakby pani dyrektor odpowiedziała prawdę, to ta prawda ujrzałaby światło dzienne i byłaby afera – dodają. Dodajmy, że pytaliśmy także o to, kto formalnie w chwili obecnej, po odejściu doktora Marciniaka, pełni obowiązki szefa SOR-u w przemyskim szpitalu, ale to też najwyraźniej jakaś ściśle tajna informacja, bo na to pytanie wcale nie udzielono nam odpowiedzi. A tymczasem… – Podczas sesji w starostwie pani doktor Zub-Sobczuk przyznała, że to ona póki co kieruje formalnie SOR-em – przypominają pracownicy oddziału. – Tyle, że my się tego dowiedzieliśmy właśnie z …transmisji sesji Rady Powiatu – zauważają. – Nie było żadnej odprawy, żadnego przedstawienia nam nowej sytuacji z kierowaniem oddziałem, nic – zapewniają.
Sprzątaczki protestują, ale wg dyrektorki nie ma protestu
Osobną sprawą jest ta, związana z konfliktem dyrekcji ze szpitalnymi sprzątaczkami. Dyrekcja powołując się na zalecenia SANEPID- u zleciła paniom sprzątającym wydawanie posiłków pacjentom. Miało chodzić o to, by osoby pracujące w kuchni nie miały kontaktu z pacjentami, ze względu na pandemię COVID -19. – Z tego co nam wiadomo, to były sugestie, a nie nakaz SANEPID-u – mówią nam pracownicy szpitala. – Nie wskazywano przy tym, że wydawaniem posiłków mają zająć się osoby, które tyle co sprzątały nieczystości! – zauważają. Sprzątaczki uznały pomysł dyrekcji za (delikatnie mówiąc) nietrafiony i zaczęły protestować, dając temu wyraz między innymi plakatami, których treść prezentujemy Państwu obok tego tekstu. – Dodajmy, że paniom sprzątaczkom dołożono obowiązków w postaci wydawania posiłków pacjentom, ale w ślad za tym nie poszło dołożenie im za to dodatkowych pieniędzy
– przypominają nasi rozmówcy. Oczywiście o tę sytuację także zapytaliśmy panią dyrektor Barbarę Stawarz. Odpowiedź szefowej szpitala jest równie „wyczerpująca”, jak te na inne nasze pytania: – Zmiany, które zostały wprowadzone w dziale epidemiologii i higieny szpitala w Przemyślu dotyczyły organizacji pracy. Podyktowane były usprawnieniem procesu jakości oraz nadzoru sanitarno-epidemiologicznego nad prowadzonymi czynnościami. Dział ten funkcjonuje według zmienionych zasad bez zakłóceń od czerwca bieżącego roku. Trudno mówić o proteście, ponieważ z formalnego punktu widzenia protestu nie ma. Prowadzone są rozmowy ze związkami zawodowymi, które zgłosiły pewne zastrzeżenia i uważam, że mamy więcej punktów wspólnych niż rozbieżnych – napisała do nas ws. protestu sprzątaczek dyr. Stawarz. – Protest jest i pani dyrektor znów mija się z prawdą odpowiadając Super Nowościom
– stwierdzają pracownicy szpitala w rozmowie z nami. – Pani dyrektor albo nie wie albo udaje, jakie są zasady protestu, a formalnie raczej wszczęcia i zakończenia sporu zbiorowego pracowników z pracodawcą na podstawie ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych – podkreślają.
Były szef SOR-u uchyla rąbka tajemnicy
Wygląda na to, że pomimo zapewnień dyrekcji szpitala nie jest w nim tak dobrze, jak twierdzi dyrekcja. Część personelu SOR-u przebywa na zwolnieniach lekarskich, ale część jest oddelegowywana do innych zadań, na przykład do punktów szczepień, a zamiast nich na SOR wysyłane są osoby bez doświadczenia na tego rodzaju oddziale. Pracownicy twierdzą, że oddelegowywani są ci, którzy są skonfliktowani z lekarzem, przez którego doszło do konfliktu. – Z kim on nie chce pracować, ten ma zniknąć z SOR-u – mówią nam wprost. – Ponadto, wg wypowiedzi dyr. ds. lecznictwa w przemyskim starostwie „nie ma dowodów na nieprawidłowe zachowania lekarza, którego pracownicy oskarżają o mobbing”. Pytamy zatem, gdzie są notatki służbowe przekazane zwierzchnikom i dlaczego nie zapoznano pracowników z wnioskami komisji powołanej do rozwiązania konfliktu – zapytują za naszym pośrednictwem pracownicy SOR-u.
Doktor Piotr Marciniak, były szef SOR-u tak oto komentuje całą sytuację: – Na sesji Rady Powiatu pani dyrektor Zub twierdziła, że zespół SOR-u może czuć się oszukany. Śmiem twierdzić i zapewniam, że wielu pracowników SOR-u ma podobne zdanie, że zostali oszukani właśnie przez panią dyrektor ds. lecznictwa, która od początku konfliktu twierdziła, że patologii w prowadzonej przez wspomnianego wcześniej lekarza nie można tolerować, że nie można tylko grozić zwolnieniami i zastraszać ludzi oraz twierdziła, że z przyczyn koleżeńskich pani dyrektor Stawarz opowiedziała się po patologicznej stronie konfliktu – zdradza były szef SOR-u. – W związku z tym, w imieniu wielu moich byłych pracowników pytam: dlaczego pani dyrektor Zub odwróciła się od nich i firmuje swoją osobą opresyjne działania dyrekcji wobec tych ludzi, którzy jeszcze niedawno jej ufali i widząc stronniczość w działaniu dyrektor Stawarz doprowadzającą do dezorganizacji ich pracy, i uwierzyli w szczere intencje doktor Zub – chciałby wiedzieć doktor Marciniak.
Monika Kamińska



2 Responses to "Co się dzieje w przemyskim Szpitalu Wojewódzkim?"