Co zmieniło się na przemyskim dworcu

– W środowy wieczór na przemyskim dworcu
uchodźcy mieli problem ze spotkaniem wolontariusza mówiącego po ukraińsku. Ale pani wojewoda
zapewnia na swoim banerze, że są bezpieczni. Fot. arch

Przemyski Dworzec Główny to od czterech tygodni miejsce, gdzie trafia lwia część uciekających przed wojną na Ukrainie. Teraz jest ich mniej, ale to nie znaczy, że potrzebują mniej pomocy czy uwagi. Ostatnio w tym miejscu zmienił się system zarządzania. Mówi się, że zarządzanie pomocą z rąk miejskiego sztabu przejęły służby wojewody. Miało się to odbyć w niezbyt miłej atmosferze. Tymczasem prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun, apeluje, żeby nie dzielić a łączyć i pisze o wsparciu ze strony wojewody.

– Przyszedłem na swój dyżur i dowiedziałem się, że od jutra mają być już inne porządki, bo teraz „ster” na dworcu przejmuje wojewoda – opowiadał nam kilka dni temu jeden z wolontariuszy. – Nikt nas nie uprzedził, nikt nie powiedział, na czym to nowe zarządzanie ma polegać – podkreślał. – Po prostu miejscy sztabowcy poinformowali, że od jutra już nie będzie ich w tym miejscu i tyle – dodał. Zapytaliśmy o tę sytuację przemyski magistrat: – Pomiędzy panią wojewodą a miastem doszło do porozumienia, na mocy którego służby wojewody będą wspierać miasto w pracy w punkcie organizacji przyjmowania uchodźców na Dworcu Głównym – powiedział Super Nowościom Kamil Krukiewicz z przemyskiego Urzędu Miejskiego. Rzecznik wojewody podkarpackiej Ewy Leniart, Michał Mielniczuk, przyznał, że o żadnych zmianach w zarządzaniu pomocą uchodźcom na przemyskim dworcu nic nie wie. – Nie było takiej decyzji, że dworzec „przejmuje” wojewoda – zapewnił. – Z tego co wiem, ma być przeprowadzona reorganizacja związana z tym, że uchodźców przybywa tam i przebywa obecnie mniej niż wcześniej – dodał.

Wolontariusze: – Gdzie była pani wojewoda, gdy na dworzec przybywały tłumy?

Tyle oficjalnych informacji, nieoficjalnie natomiast dowiedzieliśmy się, że jednak w organizacji pomocy uchodźcom na przemyskim dworcu oraz w centrum humanitarnym usytuowanym w dawnym Tesco zaszły zmiany. Nie ma co ukrywać, że nie wszystkim się to spodobało. Można nawet powiedzieć, że większości się nie spodobało. – Radni na Facebooku apelowali nawet do wojewody o pomoc dla uchodźców, używając zwrotów: „niech się Pani zlituje nad tymi ludźmi” – przypomina jeden z wolontariuszy, który pełni na dworcu służbę od początku rosyjskiego ataku na Ukrainę. – Nie jest żadną tajemnicą, że od początku wojny na Ukrainie cały ciężar związany z pomocą uchodźcom spadł na miasto i jego sztabowców! Wsparcie zarówno finansowe, jak i rzeczowe dla uciekających z Ukrainy pochodziło od ludzi dobrej woli, zwyczajnych przemyślan i mieszkańców okolic miasta oraz ze zbiorek organizowanych między innym przez prezydenta Bakuna – kontynuuje nasz rozmówca. – Teraz się pani wojewoda „obudziła” i chciałaby pewnie ten sukces, jakim było zorganizowanie pomocy uchodźcom przez miasto, przypisać sobie – podsumowuje. – Tu już nawet nie o to chodzi, kto sobie przypisze sukces, bo ten zwykle ma wielu ojców – mówi z przekąsem inny wolontariusz, także pracujący na dworcu od pierwszego dnia wojny. – Po prostu miejski sztab wypracował pewne standardy i procedury, które się sprawdziły – wyjaśnia. – Teraz ma się to zmienić i ta zmiana jest zupełnie zbędna. Jeśli coś zostało sprawdzone w bardzo trudnej sytuacji i działa, nie ma sensu tego zmieniać – zauważa.

Milczące wskazywanie drogi  i strzałki kierujące donikąd

Oficjalnie jednak nic się przecież nie zmieniło. Idziemy zatem na przemyski Dworzec Główny, by to sprawdzić. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to fakt, że na dworcu jest znacznie mniej uchodźców niż na przykład 2 tygodnie temu. Nie jest to zaskoczenie, bo o tym, że przybywa ich pociągami z Ukrainy znacznie mniej niż wcześniej, na bieżąco informował zastępca prezydenta Przemyśla, Bogusław Świeży. Jest zatem luźniej i spokojniej, ale to nie znaczy, że przybywający z Ukrainy potrzebują mniej pomocy czy uwagi. Najpierw odwiedzamy hol przy terminalu odpraw. To miejsce, gdzie wysiadający z pociągów po raz pierwszy stykają się z Polską. Wcześniej zawsze byli tu wolontariusze wskazujący umęczonym uchodźcom drogę na odpowiedni peron, gdzie czekają pociągi specjalne do różnych miejsc w Polsce i poza nią. Rozdawano dzieciom słodycze i zabawki. W środowy wieczór przy wyjściu z terminalu stał jeden żołnierz WOT i milcząco wskazywał uchodźcom kierunek, w którym mają iść. Nikt nie informował, gdzie mogą jechać, do jakiego pociągu wsiąść, nie pytał, dokąd chcieliby pojechać.
Idziemy zatem za grupą uchodźców, zgodnie z kierunkiem, jaki pokazują strzałki umieszczone wcześniej na dworcu. Wszystko „pięknie”, tyle że prowadzą one… donikąd. Bo punkt, do którego kierują jest na głucho zamknięty. Po drodze idącego z nami wolontariusza prosi o pomoc kobieta. – Ja muszę jechać do Gdyni – mówi po ukraińsku kobieta. – Pomóżcie! – prosi. „Nasz” wolontariusz mówi po ukraińsku, w odróżnieniu od kolejnych, których o pomoc prosiła pani Lila. Udaje mu się pomóc zmęczonej i wystraszonej kobiecie, ale za chwilę pojawia się kolejna uchodźczyni, która jest bezradna i pozostawiona sama sobie z dwojgiem dzieci. – Ja nie wiem, gdzie chcę jechać, na razie nigdzie – mówi ze łzami w oczach. – Nie mam nikogo w Polsce ani poza Polską, nie mam gdzie iść – tłumaczy, łkając. Oczywiste jest, że kobietę i jej dzieci trzeba ulokować gdzieś na nocleg. Idziemy zatem do jednego z okienek kasowych, które teraz na przemyskim dworcu są „okienkami pomocowymi”. Tu spotykamy wolontariuszy delegowanych przez wojewodę. Niestety, nie są oni zbyt dobrze poinformowani. Zwyczajnie nie wiedzą, gdzie można ulokować kobietę z dziećmi. Proponują nocleg u prywatnej osoby, której namiary mają. – A to sprawdzony ktoś? Gdzie ma być ten nocleg? – dopytuje „nasz” wolontariusz. Wojewódzcy wolontariusze przekonują, że mają wszystko pod kontrolą, ale jakoś szczególnie przekonujący nie są. A pani Alina z córeczką Anastazją i synem Damianem boją się jechać z nieznaną osobą. Na szczęście pojawia się miejski urzędnik, który spokojnie i szybko rozwiązuje problem. – Skierujemy tę panią do bursy szkolnej – uspokaja, jednocześnie błyskawicznie umawiając transport dla matki i dzieci z obwodu sumskiego. – W bursie będą bezpieczni – zapewnia. Po rodzinę przychodzi kierowca. Ma wolontariacką kamizelkę i identyfikator. Pani Alina wsiada z dziećmi do samochodu dziękując ze łzami w oczach „naszemu” wolontariuszowi. – No i tak to właśnie teraz wygląda – podsumowuje ów wolontariusz. – Nikt nic nie wie, nikt za nic nie odpowiada, jest bałagan – przyznaje. – A co byłoby, gdyby było teraz tylu uchodźców, co wcześniej? Nie wyobrażam sobie – wzdycha. W istocie trudno to sobie wyobrazić przy takiej nowej organizacji pomocy uchodźcom na dworcu.

Prezydent zapewnia o dobrej współpracy z wojewodą

Tymczasem prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun na Facebooku zapewnia, że współpraca miasta z wojewodą trwa i układa się dobrze: – Ja naprawdę zastanawiam się, po co w obliczu konfliktu na Ukrainie wywoływać kolejne konflikty wewnętrzne. Czy my naprawdę nie potrafimy cieszyć się z dzieła, którego wszyscy jesteśmy autorami? – napisał w czwartek na swoim oficjalnym profilu. – Od wczoraj wiele redakcji atakuje nas pytaniami o to, dlaczego Wojewoda Podkarpacki „zabrała” nam dworzec PKP, w którym setki wolontariuszy na co dzień organizowało pomoc dla uchodźców? Otóż odpowiadam: NIC TAKIEGO NIE MIAŁO MIEJSCA! Na przemyskim dworcu PKP działamy w porozumieniu z Wojewodą od samego początku. Jest określony podział obowiązków, ale też określone jest finansowanie realizowanych zadań. Można powiedzieć, że ciężko byłoby nam funkcjonować bez możliwości Pani Wojewody, ale również Pani Wojewodzie ciężko by było bez pomocy miasta i setek wolontariuszy. Działamy więc wspólnie z Panią Wojewodą, bo tylko wtedy możliwe jest sprawne działanie! – czytamy w poście prezydenta Przemyśla, który dodaje: – Pani Wojewodo, współpracujmy nadal, uzupełniajmy się, wymieniajmy się pomysłami i róbmy wszystko, żeby wspólnie rozwiązywać problemy, które ciągle jeszcze przed nami. Z naszej strony jak zawsze jest pełna woli współpraca i wiem, że ze strony Pani Wojewody i współpracowników również.
-No cóż, pan prezydent słusznie apeluje o zgodę – stwierdza przemyślanin w średnim wieku.
– Na pewno lepiej działać wspólnie i tak pomagać uchodźcom z Ukrainy, a żaden konflikt nie jest potrzebny – zauważa. – To nie zmienia jednak faktu, że od tej „reorganizacji” nie jest na dworcu lepiej, tylko gorzej – przyznaje. – Czemukolwiek ta zmiana miała służyć, nie wyszła organizacji pomocy uchodźcom na dobre – podsumowuje.

5 Responses to "Co zmieniło się na przemyskim dworcu"

Leave a Reply

Your email address will not be published.