Cuda i czary

Wiem, że w Polsce jest dobrze, a nawet coraz lepiej. Wszak na co dzień powtarzają mi to prawdomówni rządzący i mówią szczerze, bo z autopsji, gdyż im jest bardzo dobrze. Pominę tu już wypowiedzi premiera M. Morawieckiego, czy prezydenta A. Dudy, od których aż serce rośnie i przytoczę opinie postaci trochę mniej ważnych, ale wyrażone w ostatnich dniach, czyli świeżutkie niczym jaja prosto od kury. Przepraszam, że zacznę od prezesa NBP Adama Glapińskiego.
On mi dopiero uświadomił, że w Polsce dzieje się nie tylko coraz lepiej, lecz jest po prostu cu dów n ie ! Mamy bowiem do czynienia z „cudem polskiej gospodarki”. I takich sukcesów – podług Glapińskiego – nie mieliśmy od czasów rozbiorów(!), co jest tym bardziej godne podkreślenia, że np. po wojnie mówiło się o niemieckim cudzie gospodarczym, a nasz cud jest o wiele większy, bo… „bez zagranicznej pomocy”.
W pierwszej chwili chciałem uklęknąć, jak to przy cudzie, ale jeszcze chwilę ustałem, bo prezes dodał, że „u nas jest wszystko”. I tu go obszernie zacytuję, by nie było na mnie, że piszę nieskładnie: „Jest 100–procentowe bezpieczeństwo, typowe dla zachodniego ładu. Jest ten dynamizm gospodarczy i są środki. No i nasze środki są już ogromne. Bez środków zagranicznych jesteśmy w stanie dokonać energetyki jądrowej. Bez środków unijnych, którymi teraz się nas szantażuje, jesteśmy w stanie sobie zapewnić ten dynamiczny rozwój (…). W tej chwili żadnej pożyczki nie bierzemy (…) To do nas przychodzi cały świat i chce od nas pożyczać” – wyjawił Glapiński, a mnie stanął przed oczami tłum zagranicznych jałmużników kołatających do naszych bram z podaniem o pożyczenie bodaj paru złotych, bo prezes wyklucza wprowadzenie euro.
Chyba z powodu tej energetyki jądrowej nacisnąłem pilota i wpadłem na konferencję prasową Przemysława Czarnka, któremu 19 bm. minie rok, od kiedy został szefem MEiN. Zapytany, jak ocenia ten okres, rzeczowo skwitował: „Porażek nie widzę żadnych. Realizuję wszystkie punkty, które sobie założyłem zaraz na początku urzędowania (…). Punkt po punkcie wszystkie są realizowane. Nie ma ani jednego punktu, który nie byłby zrealizowany, albo nie był w fazie realizacji”.
Czyli czary Czarnka i kolejny cud! Bo jedyną porażką ministra Czarnka, co wytknął mu jakiś internauta, może być najwyżej sam Czarnek. Ale cóż znaczy taka jedna mała porażka w obliczu tylu wielkich sukcesów?
A tak już na koniec, to powiem wam, że SAM WIDZIAŁEM RAZ CUD. BYŁO TO WTEDY, GDY OBESZŁO SIĘ BEZ CUDÓW.
Jaki byłbym dumny z siebie, gdybym sam wymyślił taką puentę. A to jest przecież, jak wiecie, jedna ze słynnych „Myśli nieuczesanych” Stanisława Jerzego Leca.

Jan Miszczak

24 Responses to "Cuda i czary"

Leave a Reply

Your email address will not be published.