
RZESZÓW. Nie 15 lat, jak chciał obrońca, i nie dożywocie, jak chcieli bliscy zamordowanej.
Przed Sądem Apelacyjnym w Rzeszowie zapadł prawomocny wyrok w głośnym procesie 45-letniego Mariusza K, który w noc sylwestrową odebrał życie swojej żonie. Kobieta chciała odejść od niego i ułożyć sobie życie od nowa. Małżeństwo miało dwie córki.
Proces Mariusza K. z Kiełkowa koło Mielca toczył się przed tarnobrzeskim Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu w ubiegłym roku. Prokuratura oskarżyła 45-latka nie tylko o zabójstwo żony, ale i znęcanie się psychiczne nad nią i nastoletnią córką. Mężczyzna przyznał się do cięższego z zarzutów, nie wyjaśnił jednak przed sądem jak doszło do zbrodni, bo jak twierdził, nie pamięta tego, co się wydarzyło. Do drugiego zupełnie się nie poczuwał. Sąd uznał Mariusza K. winnym obu zarzucanych mu czynów i skazał go na 25 lat pozbawienia wolności. Zasądził także po 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia dla każdej z dwóch córek zmarłej.
Od wyroku tego odwołał się zarówno obrońca oskarżonego, który wnosił o obniżenie kary do 15 lat pozbawienia wolności jak i pokrzywdzone – starsza, pełnoletnia córka ofiary i jej matka Moniki K. Ich zdaniem oskarżony powinien pozostać w więzieniu do końca życia.
Obrońca oskarżonego nie przekonał sądu do zmniejszenia kary zapewniając, że jego klient wyraził skruchę i ma poczucie winy, o czym świadczą dwie jego próby samobójcze w areszcie śledczym. Do podwyższenia wyroku nie przekonali składu sędziowskiego także oskarżyciele posiłkowi twierdząc, że jeśli Mariusz K. kiedykolwiek wyjdzie na wolność, będzie stanowił zagrożenie dla rodziny i reszty lokalnej społeczności Kiełkowa.
Sąd Apelacyjny uznał, że wyrok 25 lat pozbawienia wolności jest sprawiedliwy i społecznie akceptowalny. Sędzia Stanisław Urban zaznaczył także, że karę dożywocia zwyczajowo orzeka się wobec wielokrotnych zabójców lub zabójstw ze szczególnym okrucieństwem, a o takim trudno mówić w przypadku zbrodni w Kiełkowie.
Przypomnijmy, do zbrodni w podmieleckiej miejscowości doszło w noc sylwestrową 2016 roku. Po zakończonej imprezie rodzinnej, Monika K. powiedziała mężowi, że chce od niego odejść i ułożyć sobie życie na nowo. Mężczyzna wpadł w szał. Kobieta przestraszyła się i zamknęła w łazience. Mariusz K. dostał się do środka z nożem w ręce. Monika K. zginęła od ciosu nożem w szyję. Po dokonaniu zbrodni, napastnik wyszedł z domu, złapał okazję i podjechał z przypadkowym kierowcą na stację benzynową. Został zatrzymany jeszcze tej samej nocy.
Tuż przed wysłuchaniem wyroku pierwszej instancji Mariusz K. powiedział: „Chciałbym przeprosić całą rodzinę za to, co się stało. W szczególności dzieci. Zawsze ją kochałem i nadal ją kocham. Kocham dzieci. Może kiedyś dzieci mi wybaczą”.
mrok


