
RZESZÓW, BOGUCHWAŁA. Gwałtowne burze wstrząsnęły drogami. Kierowca samochodu ciężarowego cudem uniknął śmierci.
Podczas nawałnicy, która w poniedziałek nad ranem przeszła nad stolicą Podkarpacia, cysterna z lepikiem stoczyła się z drogi krajowej nr 19 do rowu, a potem zapaliła się. Możliwe, że w samochód ciężarowy uderzył piorun. 38-letni kierowca trafił do szpitala; jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
W poniedziałek o godz. 4.20 cysterna przewożąca lepik zboczyła z drogi na chodnik, przebiła się przez barierki, a następnie stoczyła do rowu, którym płynie rzeka Lubcza (na granicy Rzeszowa z Boguchwałą).
– 38-letni kierowca jechał od Rzeszowa w stronę Boguchwały. Badania wykazały, że był trzeźwy. Pomimo odniesionych ran zdążył wydostać się z kabiny ciężarówki o własnych siłach, zanim wybuchł pożar. Obecnie przebywa w szpitalu – mówi nadkom. Adam Szeląg, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. – Spaleniu uległa tylko kabina, ostatecznie strażacy powstrzymali ogień. Pożar został ugaszony po godz. 6. Cysterna przewoziła lepik. Została zabezpieczona przed wyciekami, nie ma więc zagrożenia dla mieszkańców – wyjaśnia. – Na miejscu obowiązuje ruch wahadłowy (wypowiedź z poranka 2.09.), utrudnienia mogą potrwać jeszcze kilka godzin. Musimy przepompować ładunek do innej cysterny, nim odtransportujemy tę, która uległa wypadkowi – przekonuje. – W tej chwili wyjaśniamy, co się stało, na miejscu jest biegły. Jedna z wersji jest taka, że w ciężarówkę uderzył piorun – dodaje.
Marcin Czarnik


