
PIŁKA NOŻNA. – Do każdego meczu podchodźcie, jakby był o mistrzostwo świata – radził podczas pobytu w SMS Resovia młodym piłkarzom trener Jacek Zieliński.
Tarnobrzeski szkoleniowiec gościł w piątek w Szkole Mistrzostwa Sportowego Resovia. Przeprowadził zajęcia z juniorami młodszymi, a przez następną godzinę odpowiadał na pytania uczniów placówki kierowanej przez Macieja Bajorka i Artura Łuczyka. W SMS Resovia uczy się i trenuje 114 młodych osób z roczników 1996 – 2000.
– Może nie powinienem tego mówić, ale w piłce sukces osiągają najczęściej łobuziaki. Tylko chłopcy, wszystko w granicach rozsądku – uśmiechał się Jacek Zieliński.
Przypomnijmy, że wcześniej szkołę odwiedzili piłkarze z Podkarpacia, którzy zaistnieli w ekstraklasie: Łukasz Trałka (Lech Poznań), Mateusz Cetnarski (Śląsk Wrocław) i Michał Gliwa (Zagłębie Lubin).
– Przez całą trenerską karierę pracował pan z seniorami. Miałby pan dziś wystarczająco dużo cierpliwości, by zajmować się szkoleniem młodzieży?
– Poradziłbym sobie, choć to oczywiście inna praca. W seniorach wszystko musi być na już, najistotniejszy jest wynik. Tymczasem w pracy z młodzieżą najważniejsze są: czas, cierpliwość i wyrozumiałość. Szkoda tylko, że nie wszyscy to pojmują. W Polsce liga trampkarzy czy juniorów to ciągle niezdrowa punktomania, tabelomania.
– Nie brakuje panu zapachu szatni?
– Od 20 lat z małymi przerwami pracuję w zawodzie trenera, więc chętnie wróciłbym już na ławkę. Ileż można siedzieć w domu? Na razie jednak nikt nie dzwoni z poważną propozycją.
– Można wypaść z obiegu…
– Można, ale nie obawiam się o swoją przyszłość. Do tej pory to praca mnie szukała, nie na odwrót. Wierzę, że nadal tak będzie. Ze spokojem czekam na to, co wydarzy się w zimowym okienku transferowym.
– Podkarpacie to ciągle biała plama na futbolowej mapie Polski. Dlaczego inni mają ekstraklasę, a my nie?
– Piłka nożna jest tam, gdzie są pieniądze. W naszym regionie brakuje sponsorów i chyba musimy pogodzić się z tym, że w najbliższych latach ekstraklasy się nie doczekamy. Stać nas jednak, by mieć dwie drużyny w pierwszej lidze.
– Nie ma mocnych klubów, to i zawodnikom trudno się wybić. Piłkarze z Podkarpacia ekstraklasy nie podbijają.
– Tak źle jednak nie jest, paru chłopaków by się znalazło. Sam chciałem sprowadzić do Ruchu Chorzów Bartosza Jarocha z Resovii i Konrada Stępnia z Siarki. Niestety, nie udało się.
– Polska piłka jaka jest, każdy widzi. Mistrz kraju Legia Warszawa dominuje na własnym podwórku, ale w Europie dostaje baty od przeciętnego Trabzonsporu.
– Liga turecka „połyka” ligę polską. Wszak przeciętny, jak pan go nazwał, Trabzonspor lekką ręką wydaje na zawodników 5 milionów dolarów. Czy wyobraża pan sobie, by nad Wisłę trafił piłkarz pokroju Florenta Maloudy?
– A co z reprezentacją pod wodzą Adama Nawałki? Zacznie grać lepiej?
– Znam Adama, cenię jego warsztat oraz podejście do zawodników. Zapewniam, że kadra dostała się w odpowiednie ręce.
– Kilka dni temu zmarł Gerard Cieślik, symbol Ruchu, legenda polskiej piłki. Poznał go pan, pracując w Chorzowie?
– Nie było mi dane. Pan Gerard już wtedy bardzo chorował i rzadko pojawiał się przy Cichej. Jestem jednak pełen uznania dla kibiców Ruchu, którzy podczas meczu przygotowali fantastyczną oprawę poświęconą Cieślikowi. W przeddzień uroczystości pogrzebowych klub wystawił trumnę z ciałem ukochanego piłkarza na murawie stadionu, kilka tysięcy ludzi oddało mu cześć. Niewielu graczy doczekało się podobnego pożegnania, ale przecież Gerard Cieślik był kimś absolutnie wyjątkowym.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


