
SUPERLIGA. Podopieczni Ryszarda Skutnika w drugim meczu z rzędu zaliczyli fatalny występ.
Tego się nikt nie spodziewał. Mieleccy szczypiorniści po słabym występie przed tygodniem w Kwidzynie, w sobotę zanotowali kolejna wpadkę. Tym razem dali się ograć ekipie Chrobrego, która dzięki temu zdobyła pierwsze punkty w sezonie.
Co się dzieje ze Stalą? – Nie gramy tego, co potrafimy. Mnożą się proste błędy, zatraciliśmy też gdzieś cechy, z których słynęliśmy w poprzednich sezonach. Mecz z Chrobrym tylko to potwierdził. W zasadzie to my podarowaliśmy rywalom wygraną – uważa trener Skutnik.
Miejscowym od początku sobotniego meczu wyraźnie nie szło. Ich obrona była tym razem dziurawa jak szwajcarski ser, gospodarze często się spóźniali, rywale mieli sporo okazji do rzutów z czystych pozycji i skwapliwie je wykorzystywali. Jeszcze gorzej wyglądała gra Stali w ataku. Proste błędy i straty (blisko 20), nie pozwalały na złapanie właściwego rytmu gry.
Stalowcy trwonili siły, aby wypracować swoje pozycje rzutowe, w zasadzie nie istniała w ich wykonaniu gra z drugiej linii. W ten sposób zdobyli tylko trzy gole w całym meczu. Do tego nie wykorzystali dwóch rzutów karnych i trzech sytuacji sam na sam.
STAL Mielec 27
CHROBRY Głogów 33
(13-15)
STAL: Kryński, Lipka – Wilk 4, Sobut 3, Adamuszek, Dzono 1, Pribanic 7, Gudz, Gliński 6, Chodara i Kostrzewa 6.
CHROBRY: Stachera, Świrkula – Jankowski, Bednarek 1, Witkowski, Płócienniczak, Świtała, Mochocki 1, Gromyko 7, Łucak 5, Gujski 3, Biegaj 7, Prakapenia 6 Kubała 1 i Gregor 2.
Kary: 10 min oraz16 min. Widzów 1200.
p


