Czeka nas jedna z ciekawszych kampanii

Dr Dominik Szczepański, politolog z Uniwersytetu Rzeszowskiego. Fot. Wit Hadło

– Czy Rzeszów stanie się polem bitwy różnych frakcji?
– Tak. I to nie tylko frakcji wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy, ale przede wszystkim miejscem walki o urząd prezydenta. Proszę pamiętać, że opozycja jest rozproszona. Moim zdaniem, nie uda jej się wystawić jednego wspólnego kandydata, więc różne środowiska będą chciały wystawić własnego reprezentanta. Myślę że czeka nas bardzo interesująca rozgrywka polityczna.
– To ciekawe, bo opozycja powtarza, że potrzebny jest jeden, silny kandydat. Dogadanie się w tej kwestii jest niemożliwe?
– Sądzę, że nie. Proszę zwrócić uwagę na układ sił politycznych, chociażby w Radzie Miasta. Gdyby szukać kogoś tylko spośród osób, które w niej zasiadają, aspiracje polityczne pojawiają się u Konrada Fijołka. Przypomnijmy, że kiedy prezydent ogłosił, że będzie startował na posła, a wcześniej senatora, Konrad Fijołek utworzył Rzeszów Smart City. Coś co ja określiłem jako działalność partyjną pod zmienionym szyldem. Osobiście traktowałem to jako nieformalne zaplecze dla tego polityka w sytuacji gdyby otrzymał namaszczenie od Tadeusza Ferenca, ale wiemy, że to się nie wydarzyło. Wtedy dostał je Zdzisław Gawlik. Uważam, że teraz we wszystkich środowiskach – i opozycyjnych, i Zjednoczonej Prawicy – trwa olbrzymia dyskusja, kogo wystawić. Ta karuzela nazwisk zaczyna być szalona. Jest ich już sporo – od pana prof. Aleksandra Bobki po Macieja Masłowskiego, który na swoim Facebooku zapowiedział aktywne włączenie się w proces rywalizacji politycznej. Myślę, że Platforma nie ma jeszcze swojego kandydata.
– A Pana zdaniem kogo powinna wystawić opozycja?
– Z perspektywy Rzeszowa ważne by było wprowadzenie kogoś młodego – po 30., czy koło 40. Kogoś, kto nie byłby dezawuowany ze względu na nazbyt dużą ugodowość w stosunku do konkretnych opcji polityczny. To powinna być osoba ze świeżymi pomysłami, która miałaby propozycję, w jaki sposób przeprowadzić tę prezydenturę. A umówmy się, Rada Miasta nie jest łatwym organem i jak doskonale wiemy, obrady bardzo często były kontrowersyjne. Jako kandydata z ramienia PO widziałbym radnego Marcina Deręgowskiego. Z drugiej strony człowiekiem, który długo był „namaszczany” przez samego Tadeusza Ferenca był prof. Zdzisław Gawlik. To też byłaby dobra kandydatura. Opozycja jest jednak rozproszona i pojawiają się różne nazwiska. Osobiście uważam, że nie uda się wypracować wspólnego porozumienia co do jednej osoby. Ta karuzela nazwisk zaskoczy nas na tyle, że będziemy mieli bardzo interesującą walkę wyborczą.
– Po stronie prawicy również.
– Kandydat z obozu Zjednoczonej Prawicy nadal nie jest pewny. To, że pan prezydent „namaścił” prof. Marcina Warchoła na swojego następcę, też nie przesądza sprawy. Pamiętajmy, że ugrupowanie Zbigniewa Ziobry, z którego się wywodzi jest tylko członem tego obozu. Myślę, ze kluczowe decyzje w tej sprawie zapadną w centrali Zjednoczonej Prawicy, czyli na Nowogrodzkiej. Nieformalnie pojawia się nazwisko pani wojewody Ewy Leniart, ale przypomnę, że w poprzednich wyborach bardzo dobry wynik uzyskał pan Wojciech Buczak, który miał pomysł na kampanię. Analizując ją, musze powiedzieć, że była jedną z lepszych, jakie PiS zaproponował w stolicy województwa podkarpackiego.
– Przy okazji tamtych wyborów mówił Pan, że PiS powinien wystawić kogoś młodego, np. Marcina Fijołka.
– Dokładnie tak. Kiedy w tamtym czasie poseł Rafał Weber odwiedził Instytut Nauk o Polityce na Uniwersytecie Rzeszowskim, wprost go zapytałem, dlaczego nie preferuje się młodych polityków, którzy są kreatywni, nieobciążeni syndromem partii. Nie są starymi wyjadaczami, dla których liczy się przede wszystkim interes partii, a nie mieszkańców. Rafał Weber odpowiedział, że sam był zwolennikiem kandydatury Marcina Fijołka. Tym bardziej, że polityk ten ma duże poparcie wśród lokalnych działaczy PiS. Dał się poznać jako dobry współpracownik europosła Tomasza Poręby. Mam ogromne przekonanie, że jest też wspierany przez marszałka województwa podkarpackiego – Władysława Ortyla. Uważam, że ta młoda krew pomogłaby odświeżyć ratusz, ale też w sposób mądry oraz racjonalny zmodernizować nasze miasto. Jestem ciekawy, czy ta kandydatura nie zabłyśnie. Myślę, że to by było dobre posunięcie, by na urzędzie prezydenta miasta Rzeszowa postawić kogoś młodego i energicznego.
– Pytanie, które nadal wielu sobie zadaje, po co prezydentowi Tadeuszowi Ferencowi był Marcin Warchoł i czy ma szansę na wygraną wyłącznie z jego poparciem?
– Wydaje mi się, że to kwestia współpracy na linii prof. Marcin Warchoł a Zbigniew Ziobro, która układała się bardzo poprawnie, choćby w kwestii przekazania zamku. Zbliżenie prezydenta Ferenca do ugrupowań prawicowych ostatnimi czasy było aż nadto widoczne. Przypomnijmy, że jeszcze 2 lata temu był utożsamiany z opcją lewicową. Złożył legitymację po tym, jak zakazał Marszu Równości. Tak naprawdę oscylował wokół spotkań głównie ze środowiskami prawicowymi, więc myślę że to był zabieg czysto techniczny. Odwdzięczenie się za to, że prezydent Ferenc mógł zrealizować pewne zamierzenia dzięki pomocy pana Warchoła i być może pana Ziobry. Nie sądzę jednak, żeby samo „namaszczenie” zapewniło wiceministrowi zwycięstwo, co pokazuje doświadczenie wcześniejszych kampanii. Ważne będzie wskazanie silnego kandydata z dobrym programem z racjonalnymi pomysłami, które pozwoliłyby mieszkańcom uwierzyć, że ta osoba jest w stanie rzeczywiście zmodernizować to miasto. Być może w większym stopniu niż odchodzący prezydent.
Na razie karty rozdaje PiS. Ono wybierze komisarza, ono zdecyduje, kiedy odbędą się wybory. Może wybrać bardzo wczesny termin lub – choćby z powodu pandemii – mocno go odwlec. Co Pana zdaniem zrobi?
– W tym momencie najbardziej opłacalne jest przeprowadzenie bardzo szybkich wyborów. A co za tym idzie ustanowienie komisarza, który równocześnie będzie kandydatem ubiegającym się o urząd prezydenta. Jeżeli prawica w sposób rzeczywisty się podzieli, tak naprawdę zminimalizuje swoje głosy i to dobra kampania wyborcza może ostatecznie zadecydować, kto wygra. Nie przesądzałbym, że zwycięzcą okaże się ktoś z prawicy. Być może pojawi się ktoś, kto będzie miał równie interesującą kampanię i na tyle mocno zdynamizuje mieszkańców, że to na właśnie na niego oddadzą głos.
– Ze względu na ograniczenia to nie będzie łatwe. Kampania przeniesie się do Internetu?
– Myślę, że w ogóle do środków masowego przekazu, ze szczególnym naciskiem na prasę, ale także lokalną telewizję. W przypadku przeprowadzenia wyborów również aura jest niesprzyjająca. Niezależnie od tego jak gorący byłby kandydat – w sensie politycznym – mogłaby spowodować zagrożenie epidemiczne oraz sprowadzić niepotrzebne ryzyko. Moim zdaniem, będzie to jedna z ciekawszych kampanii, którą będziemy nie tylko obserwować, ale też nią żyć, komentować w gronie rodziny i przyjaciół. Olbrzymim atutem kandydatów będzie umiejętność nawiązania relacji z wyborcami, właściwego zaprezentowania się oraz przedstawienia postulatów, które mogą zachęcić do tego, aby to na nich oddać głos.
Rozmawiała Wioletta Kruk

16 Responses to "Czeka nas jedna z ciekawszych kampanii"

Leave a Reply

Your email address will not be published.